Scroll to top
© 2021, Theofeel

Dlaczego ja mam być zawsze dla innych, a sama nie mogę na nikogo liczyć? Dlaczego ja mam cieszyć się z sukcesów bliskich i dalszych mi osób, podczas gdy na moje ludzie patrzą z zazdrością? Dlaczego ja mam dokładać wszelkich starań, by zrozumieć drugiego człowieka, a nikt nie dokłada starań, by zrozumieć mnie? Dlaczego wszyscy wokół mnie wymagają, abym codziennie wychodziła z własnej strefy komfortu i rozwijała swoje człowieczeństwo, chociaż oni sami tego nie robią?

Dlaczego i dlaczego… Setki ważnych oraz trudnych pytań, zero odpowiedzi… I ciągle to samo – rozczarowanie, wściekłość, pretensje, żal, smutek i w końcu… miłość. Mimo wszystko…

Zawsze krytykowano mnie za tę „infantylną” wiarę w drugiego człowieka. Mówiono mi, że jestem pięknoduchem, że moja naiwność jest śmieszna i kiedyś przyniesie mi zgubę. W końcu zaczęłam w to wierzyć. Postanowiłam więc zwalczyć w sobie delikatność i miłość do bliźniego. Postanowiłam stać się obojętna. Myślałam, że dzięki temu przejdę przez życie cało…

W sumie miałam rację – przeszłabym przez życie cało. Ale bezowocnie… Dobrze, że w porę to sobie uświadomiłam…

Ostatnio myślę sobie, że Chrystus był w podobnej sytuacji, co ja. Pewnie powiesz, że nie wypada porównywać się ze Zbawicielem. A ja Ci mówię, że jedyną rzeczą, której nie wypada robić, to krzywdzić bliźniego… Przecież Jezus był takim samym człowiekiem, co Ty i ja, więc doświadczał tych samych emocji, co my! On wie, co to znaczy być odepchniętym, sponiewieranym, nierozumianym. On wie, co to znaczy być postrzeganym jako zagrożenie dla „kariery” innych ludzi… Przypomnijmy sobie paniczny strach Heroda, który nie mógł znieść myśli, że oto przychodzi ktoś, kto będzie go przewyższał w majestacie…

Czy Jezus zadawał sobie pytania odnośnie sensu cierpienia za ludzi? Za tych, którzy widzą w Nim jedynie zagrożenie? Zagrożenie dla swojej wygody albo dla swojej wysokiej pozycji społecznej? Oczywiście, że tak. Wystarczy przypomnieć sobie Jego modlitwę w Ogrodzie Oliwnym: „Ojcze, jeśli możliwe, zabierz ode mnie ten kielich” (Łk 22, 42). Widzisz, w Jego życiu były takie chwile, kiedy wątpił w sensowność swoich działań, kiedy nie chciał oddawać za nas życia. Tyle bólu, tyle cierpienia… I to wszystko dla grzeszników, z których tylko garstka doceni to, co zrobił…

A jednak zdecydował się na ten szalony czyn miłości… Pewnie w końcu przestał rozważać, co jest racjonalne i sprawiedliwe, a co nie. Zamiast tego dał się ponieść ludzkiej potrzebie czynienia dobra.

Tak, ludzkiej…  W każdym z nas jest taka „pierwotna siła dobra”. Odkryj ją w sobie i podążaj za nią każdego dnia. Nie zastanawiaj się, czy warto – wszystko, co piękne, jest warte wysiłku…

Iwona Płotka

Related posts