Scroll to top
© 2021, Theofeel

Dostałam od swojej przyjaciółki piękny wizerunek Pana Jezusa. W cierniowej koronie  z zarysowanym cierpieniem. Postawiłam go na półce. Nic nie pasuje do tego pięknego drobiazgu. Obok stoi zegarek, świeczki, wazonik. Nieład . Został jednak na tej półce mimo braku kompatybilności przedmiotów. Piszę o tym bo to doskonała przenośnia tego, co często dzieje się w naszym życiu.

Dookoła otacza nas mnóstwo spraw. Obowiązki, zobowiązania, rodzina, przyjaciele, znajomi. Nie zawsze Pan Jezus pasuje do tych wszystkich spraw. Stoi gdzieś z boku. Nie da się wykluczyć tego, co wokół. Wiele spraw jest wkomponowanych w naszą codzienność i tak po prostu jest.

Patrzę na tą swoją półkę i mimo fizycznie przerastających przedmiotów najwięcej uwagi przykuwa twarz Pana Jezusa. Ta półka jest jak życie. Stoi zegar, czas, który nieustannie wyznacza nam granice wszystkiego. Na ironię jest rozmiarem największy. Stoi kilka dodatków. Coś znaczącego emocjonalnie, coś, co ma wartość bynajmniej nie materialną i pomiędzy Pan Jezus. Tak sobie myślę, że On wcale nie chce żeby budować Jemu ołtarze w życiu. On chce być pomiędzy naszymi sprawami i chce być wkomponowany w nasze życie. Najważniejsze żeby nie spuszczać z Niego wzroku. Patrząc na Niego widzę wszystko, co wokół ale nieostro. Nie jest to żadna wada. Tak jest, tak jesteśmy skonstruowani. Możemy panować nad tym co jest dla nas najważniejsze i nad tym na co patrzymy. Na czym skupiamy uwagę.

Jakiś czas temu uczestniczyłam w spotkaniu modlitewnym. Kilka osób prosiło o modlitwę. Ujęło mnie to. Byli uwikłani w szereg problemów, chorób i sytuacji co najmniej  trudnych, a jednak ich wzrok był skupiony na Jezusie. Nie na swoich problemach. Jasne, że prosili o uzdrowienie, ale w większości duchowe.

Czy ja tak potrafię? Na pewno patrząc na Jezusa słabnie ostrość innych spraw, problemów, zmartwień. Na chwilę odrywam od nich wzrok. Jak na mojej półce. Patrzę na Niego. Wszystko inne nie znika, ale ma inną wartość, bo skupiam się na Jezusie.

Bóg nie jest dodatkiem, który ma pasować do naszego życia. Często nie pasuje bo jesteśmy grzeszni, pogubieni, roztargnieni. Bóg musi w Nim po prostu być. Może znamy Jego historię, może czytamy ewangelię i umiemy powtórzyć wiele znaczących fragmentów, ale czy wiemy gdzie On jest teraz?

On przecież żyje. Czy wiesz, gdzie teraz jest i czym się zajmuje? Owszem kiedyś nauczał, uzdrawiał, a co robi teraz? Jeśli kogoś kochamy interesujemy się tym, co robi, czym się zajmuje, co lubi a czego nie. On jest. Patrzy na nasze sprawy, jak mój wizerunek na półce, ale też żyje z nami pomiędzy wszystkim, co nas otacza. Kocha. To coś, co wciąż robi Jezus. Każde spojrzenie na Niego to lekcja miłości. Każde spojrzenie na Niego to łyk życia. Każde spojrzenie na Niego to nadanie sensu całej reszcie. Spojrzenie na moją półkę przypomina mi o tym, że najważniejszy jest Jezus. Reszta przy Nim blednie. Nie ważne jak byłaby ważna.

Mimo pośpiechu życia, mimo codziennych spraw, mimo problemów i wszystkiego wokół czego jesteśmy, patrzmy na Jezusa. On nie potrzebuje ołtarzyków, które czekają na nasze wolne chwile i odkurzenie raz na jakiś czas. On potrzebuje miejsca w naszym życiu. Czasami niedoskonałym. Wystarczy kawałek przestrzeni i spojrzenie. Jeśli spojrzysz raz, będziesz patrzył coraz częściej. Wtedy wszystko inne blednie i nabiera innego kształtu. Kiedy na Niego patrzę znika niepokój. W natłoku spraw i życia spójrz na Jezusa. On na Ciebie patrzy nieustannie, z miłością i ogromną czułością. Jeśli je odwzajemnisz i spojrzysz na Niego poczujesz, co jest najważniejsze.

Kiedy życie stawia mi szereg wymagań, kiedy wydaje mi się, że wszystko mnie przerasta, a strach podsyca smutek, kiedy zagracam swoją półkę życia niepotrzebnymi drobiazgami i upycham coraz więcej i więcej… patrzę na Jezusa. Nie wolno mi zabrać Jemu miejsca, choćby było go niewiele. Patrzę na Niego, kiedy modlitwa wydaje się mało znacząca i wtedy wiem, że On tylko tego chce. Żebyśmy nie spuszczali z Niego wzroku. Patrząc na Niego możemy chodzić po wodzie. Patrząc na Niego możemy dostrzec Jego spojrzenie. Patrząc na Niego możemy kochać i nabyć zdrowego dystansu do codzienności, w której On Jest. Nie chodzi o techniki relaksacji czy odwrócenie myśli. Jeśli nie dajesz rady, masz gorszy czas albo brakuje Ci go tylko spójrz. Jego oczy są zawsze zwrócone ku nam. Popatrz, choćby przez łzy. Nie trzeba się bać. On w naszym spojrzeniu widzi wszystko.

Przypatrz się uważnie, gdzie w Twoim życiu jest Jezus i czy ma jakieś miejsce. Mój Jezus ma koronę cierniową i zmęczoną twarz. Dziękuję mojej kochanej Siostrze w wierze za ten symbol Jego miłości. Każdemu i sobie życzę pięknych spojrzeń pełnych miłości. To więcej niż można sobie wymarzyć. Miłość zawsze zaczyna się od spojrzenia. Od spojrzenia serca. Często to więcej niż słowa. Choćby najpiękniejsze.

Iwona Sakrajda

Related posts