Scroll to top
© 2021, Theofeel

„Człowiek musi mieć coś, na co z utęsknieniem czeka.” – zdanie to od dziecięcych lat tkwi głęboko w moim sercu. Nie wiem, jakie jest jego źródło. Może usłyszałam je w jakiejś bajce, może powiedział mi je ktoś dorosły, a może… Może sama doszłam do takiego wniosku. Jedno jest pewne – ta niepozorna myśl skrywa w sobie ogromną mądrość, której warto poświęcić trochę uwagi.  

Niektórzy z niecierpliwością czekają na zasłużony urlop, inni na weekendowy luz, a jeszcze inni na spotkanie z kimś bliskim. „Owszem, wszystko to jest ważne dla prawidłowego funkcjonowania człowieka, ale niewystarczające, aby móc osiągnąć pełnię człowieczeństwa. Dlatego trzeba znaleźć coś jeszcze, coś bardziej wzniosłego.” – powtarzają mi czasem nadgorliwi ludzie, a ja za każdym razem stanowczo się im sprzeciwiam.

Wszystko ma wymiar sakralny. Uwierz mi, podział rzeczywistości na sacrum i profanum to mit. Nieustanna Boża obecność uświęca dosłownie każdą istniejącą rzecz, nawet coś tak „zwyczajnego” i „nieistotnego” jak malutki kamyczek… Ale nawet taki kamyczek może wzbudzić w Tobie zachwyt nad kunsztownością tego świata, a tym samym nad potęgą Stwórcy…

Wróćmy jednak do czekania. Warto uzbrajać się w cierpliwość i pragnąć ponownego przyjścia czegoś,  co uszlachetni nasze wnętrze i zbliży nas do Boga. I nie mam tu na myśli tylko świąt. Jasne, one powinny odgrywać najważniejszą rolę w życiu każdego wierzącego człowieka, ale nie jedyną… Otwórz się także na inne możliwości wzbogacenia swojej duszy. Rozejrzyj się dookoła i zobacz, ile Boskiego Piękna kryje się w naszej codzienności. Nawet wyjście na spacer z przyjacielem może mieć duchowy, a wręcz metafizyczny charakter… Wszystko zależy od tego, czy otworzysz się na tajemnicę Sacrum.

Zachęcam Cię, abyś poszukał czegoś co będzie należało „tylko do Ciebie” i w czym dostrzeżesz ogromne pokłady duchowej głębi. I najlepiej, gdyby było to coś, na co mógłbyś regularnie czekać, bowiem nie bez powodu Niemcy mawiają: „die Vorfreude ist die schönste Freude”, co można przetłumaczyć jako „czekanie sprawia największą radość” (dosłownie: „przedradość” jest najpiękniejszą radością).

Truizmem jest stwierdzenie, że czekanie ćwiczy naszą cierpliwość. Myślę, że tą kwestią w ogóle nie musimy się zajmować, każde dziecko wie o co chodzi… Czekanie ma jednak całe mnóstwo innych walorów wychowawczych. Pozwala nam bardziej doceniać dary, ukazuje nasze słabe strony, uczy nas zaradności, wzbudza w nas nadzieję, ale jednocześnie motywuje do podjęcia działań, aby w pełni móc doświadczyć tego, czego z takim upragnieniem wyczekujemy.

Pozwól, że udzielę Ci wglądu w moją duszę. Dla mnie czymś wyjątkowym, czymś na co czekam przez cały rok jest… maj. Miesiąc ten urzeka mnie pod wieloma względami, nie myśl, że mój entuzjazm wobec niego ogranicza się tylko do zachwytu nad pięknem przyrody. Muszę jednak przyznać, że odgrywa ona dla mnie bardzo ważną rolę, bo dzięki niej silniej doświadczam obecności Boga. Widzę Go wszędzie – w cieplutkim majowym deszczyku, w beztrosko ćwierkających ptakach, w soczyście zielonych liściach, i oczywiście w kwiatach, z których największe wrażenie wywierają na mnie niewinne i dziewczęce konwalie oraz bez, którego delikatna, a zarazem szlachetna barwa i oszałamiający zapach pozwalają mi już tutaj na ziemi poczuć przedsmak Nieba.

Przede wszystkim jednak maj jest dla mnie miesiącem naznaczonym pięknem… macierzyństwa. Wystarczy wspomnieć o przyrodzie powołującej do życia swe największe skarby, a także o dniu matki, o którym chyba nie tylko mali uczniowie myślą z dużym wyprzedzeniem…  Ale jest ktoś jeszcze ważniejszy niż ziemska rodzicielka. Tym kimś jest Maryja. Jakże się cieszę, gdy otulona kwiatowymi zapachami idę na nabożeństwo majowe! Nagle wszystko wokół mnie nabiera niebiańskiego wymiaru, a śpiewana wspólnie z innymi wiernymi Litania Loretańska i widok Najświętszego Sakramentu napełniają mnie pokojem i miłością. Czuję się bezpieczna, kochana i gotowa do tego, by dzielić się tymi duchowymi skarbami z bliźnimi.

Tak, maj jest czymś, na co czekam przez pozostałe jedenaście miesięcy w roku. Nie nazwałabym tego jednak pustym czekaniem, lecz przygotowywaniem swego wnętrza na mistyczne doświadczenia. A gdy w jesienne lub zimowe dni w moim sercu próbuje zagościć smutek, to natychmiast przypominam sobie, że przecież w końcu znowu przyjdzie maj, że przecież znowu doświadczę Boga najpełniej, jak tylko się da – w przyrodzie oraz w Matce. Tej ziemskiej i tej Niebiańskiej…

A Ty, na co czekasz?

Iwona Płotka

Related posts