Scroll to top
© 2021, Theofeel

Cicho jakby cały świat zgasił światło poszedł spać… – śpiewała sześć lat temu Ewa Farna. Jak na ironie, choć piosenka jest o ciszy – zrobiło się o niej naprawdę głośno. Co przesądziło o sukcesie utworu, tego nie wiem. Wiem natomiast, że skłonił mnie on do refleksji nad ciszą.

Mamy kłopot

Problem z ciszą, zaczyna się już przy samej próbie jej zdefiniowania. Ile encyklopedii, tyle wyjaśnień. Czy cisza to np. absolutny brak dźwięków czy może jedynie stan gdy ich nie słyszymy? A co w sytuacji gdy nic nie mówimy, ale wewnątrz prowadzimy obfity monolog, lub nawet dialog – czy wtedy jesteśmy w ciszy, czy jedynie nie wydajmy dźwięków? Czy to nie to samo? Kolejny paradoks to samo mówienie o ciszy. Skoro mówimy, to tym samym ciszę niszczymy.

Nuda, strach

Cisza. Nuda. Jak często te słowa występują ze sobą w parze. Cicho może być dlatego, że nic się nie dzieje, a w dzisiejszych czasach to nie jest typowa sytuacja. Niektórzy mówią, że nudzą się gdy są sami, ale właściwie dlaczego tak jest? Jeśli nudzimy się sami ze sobą to jak inni mają przy nas się nie nudzić? A jeżeli spotka się dwoje znudzonych ludzi, to czy ta nuda cudownie zniknie, czy będzie jeszcze bardziej frustrująca?

Strach? Mówi się: grobowa cisza, złowroga cisza, w wielu filmach przerażający moment poprzedza albo potęgująca napięcie muzyka albo jej brak. Tak więc cisza w jakiś sposób wiąże się ze strachem. Czy boimy się ciszy? A może nie samej ciszy, ale tego co skrywa? Własnych myśli, marzeń, może wyrzutów sumienia? A może już tak bardzo odzwyczailiśmy się od niej, że boimy się jej tak, jak czegoś nowego i niespodziewanego?

Jak słów odkryć smak…

Czy słowa mogą smakować? I tak i nie. W ścisłym znaczeniu smakować lub nie może coś co się  je, a więc pożywienie. Wyróżniamy cztery podstawowe smaki – (słodki, gorzki, kwaśny, słony) i najróżniejsze ich kombinacje. Z drugiej jednak strony mówimy, o gorzkich lub słodkich słowach oraz,  że czyjeś słowa pozostawiają niesmak albo, że ciężko je przełknąć. Od razu widzimy jednak, że jest to przenośnia tak jak  np. „rzucanie okiem” (może z wyjątkiem „Piratów z Karaibów”). Słowo jest przecież „słodkie” w innym sensie niż np. miód. Nikt chyba nie je listów miłosnych, gdy ma ochotę na coś słodkiego. Chociaż… nie jest to takie oczywiste. W Księdze Ezechiela znajduje się fragment w którym prorok zjada zwój, który następnie okazuje się być… słodki jak miód.

Słowo Boże jest pokarmem dla duszy mej

W śpiewniku oazowym znajduje się utwór o prostej budowie –  nieparzysty wers mówi coś o Słowie Bożym np. „jest niezmienne jak niebiosa” a drugi, czwarty, szósty itd. brzmi – „jest pokarmem dla duszy mej”. Może to zdanie powtarza się bo jest ważne i warto na nie zwrócić uwagę? Idąc tym tropem należałoby potraktować słowo jak pokarm. Pokarm trafia do żołądka, jest trawiony, to co wartościowe jest przyjmowane przez organizm i staje się jego częścią, natomiast na to co wartości odżywczych nie posiada, nie ma w organizmie miejsca. Gdyby potraktować tak słowa? Każde słowa każdego człowieka – przyjąć, przetrawić, wyciągnąć z nich to co pełne wartości, a tego co ich  pozbawione (np. plotek) nie zatrzymywać w sobie? Jedzenie jest do życia konieczne. Jednak jego nadmiar jest zły – może powodować choroby, a nawet śmierć (co David Fincher przedstawił w filmie „Siedem” ). Myślę, że tak samo jest ze słowami – ich nadmiar nie jest dobry. Tak jak ciało potrzebuje postu, tak wnętrze człowieka potrzebuje ciszy.

Hubert Szczypek

Related posts