Scroll to top
© 2021, Theofeel

Kiedy mam świadomość wszechobecności Boga, mogę modlić się wszędzie. Funkcjonując w określonych warunkach społecznych każdy ma momenty ciszy i duchowego spotkania z Panem. Pan Bóg stworzył nas jednak nie tylko duchowymi postaciami. Mamy też zmysły, swoją biologiczność, określoną psychikę i duchowość. Wszystko to daje nam indywidualność bo gdyby nie było jednego z tych aspektów, nie byłoby nas. Modlimy się w myślach, jesteśmy z Panem w wielu momentach naszego życia, w poszczególnych chwilach dnia. Są jednak określone miejsca, które są wyjątkowo napełnione Bożą Obecnością.  Nie byłoby tak wielu pielgrzymek do Świętych miejsc w kraju i na całym świecie. Oczywiste jest, że Bóg nie jest jakoś „bardziej” obecny akurat tam, gdzie znajduje się jakiś cudowny obraz. Nie jest bardziej obecny w sanktuarium niż w kaplicy, jednak są to miejsca dla Niego od Nas i odwrotnie.

Tym samym, myślę, że każdy z nas powinien mieć własne sanktuarium zbudowane z czasu, kawałka swojej codzienności i fizycznej  przestrzeni tylko dla Pana Boga, która też zmysłowo przywołuje myślenie o Nim.

W naszym świecie bogatym w komunikatory, w możliwości kontaktu jesteśmy często nierozłączni z otaczającym nas światem i bliskimi. Rozmawiamy z kimś przy okazji wykonywania jakiejś czynności, piszemy  wiadomości, stojąc w kolejce, w sklepie, w urzędzie, w korku. Nie jest to jednak kontakt, na którym może się opierać prawdziwie bliska relacja. Ta ważna relacja musi mieć czas przeznaczony tylko dla niej, kosztem jakiejś innej czynności. Jeśli człowiek jest dla mnie ważny, muszę mieć jakąś przestrzeń dla niego w swoim życiu. Ważne jest aby o nim pamiętać w ciągu swojej codzienności ale bez prawdziwych spotkań nie da się być razem. Jak inaczej może być z Panem Bogiem?   Przecież to Najważniejsza Osoba w naszym życiu.

Modlitwa naszą codziennością, dobrze wykonywaną pracą, potocznie mówimy , że „modlimy się naszym życiem” jest bardzo ważna i potrzebna ale jeśli jest jej tylko taka wersja, warto zastanowić się czy nie oszukujemy trochę samych siebie?

Osobiście kocham ciszę, zapach kaplicy i blask Najświętszego Sakramentu kiedy poprzez Taką Obecność Jezusa otwiera się przed nami Niebo. Nie jest jednak możliwe aby zawsze tylko tak się modlić. Równie ważna jest modlitwa w ciszy, w domu i w swoim środowisku życia.

Tak jak czekamy na Gościa. Pragniemy mieć przygotowane dla niego miejsce aby czuł się miło, komfortowo, przez co tym samym okazujemy mu szacunek. Tak też ważne jest abyśmy czekali na spotkanie z Panem w jakimś momencie naszego dnia z wyznaczonym tylko dla Niego miejscem, czy zapaloną świecą. Takie zewnętrzne znaki pomagają w eliminowaniu rozproszeń i w regularności tych niezwykłych spotkań. Faktem jest też, że nawet gdybyśmy udali się na pustkowie a nie mieli w sobie pragnienia modlitwy to hałas nas nie opuści. Dlatego najważniejsze to jej pragnienie i prośba o Ducha Świętego. On się zatroszczy o nasz kontakt z Bogiem. Ten, który będzie inspiracją do związku na całe życie. Do miłości, o której każdy z nas marzy. Prawdziwa bliskość rodzi się przez spotkania, patrzenie, słuchanie. Poprzez tęsknotę, która przychodzi jak siostra miłości. Do miłości jesteśmy stworzeni. Musimy pozwolić się rozkochać w Bogu żeby mógł prawdziwie zamieszkać w naszym życiu. Trzeba Go traktować jak żywą i prawdziwą stojącą przed nami, kochającą osobę, nie tylko jak wyobrażenie o niej.

Byłam uczestnikiem EDK. Modlitwa w ciemnym lesie wśród jego nocnych odgłosów uświadomiła mi wiele ale też to, że wszystko trzeba robić nie tyle dla Boga, co z Nim. Możemy przecież pokonywać siebie i robić wielkie rzeczy dla Niego, bez Niego. To zupełnie nie przyniesie efektu. Nasłuchując ciszy nocy i idąc w bólu, który mi towarzyszył szłam z Nim. Po plecach kapał mi pot a po policzkach łzy. Rozważałam Jego cierpienie, chociaż nie jestem w stanie wyobrazić sobie nawet odrobiny Jego bólu. Byłam naprawdę w kiepskiej kondycji zdrowotnej, wszyscy mi odradzali udział w EDK ale mimo to poszłam. Gdybym szła sama, na pewno nie dotarłabym nawet do połowy ale wiem, że z Nim nie ma rzeczy niemożliwych. Dlaczego o tym wspominam? Dlatego, że ciemne, polne drogi, błoto i wiatr w niczym nie przypominały „sterylnych sakralnie” miejsc a jednak On był ze mną. Szpitale, cmentarze, dzisiaj nawet boiska sportowe znają wiele pięknych modlitw. Tak jak nasze serca. To w nich musi być najpiękniejsza kaplica, kiedy stajemy się jak Monstrancja. Bóg jest z nami obecny w każdym polnym kwiatku, w każdym listku i każdym ziarenku piasku więc modlitwa powinna być jak powietrze, obecna w nas jak On. Kościół, kaplica jest jak stół, przy którym spotykamy się dzieląc się chlebem i miłością z bliskimi. W Kościele On dzieli się z nami sobą i daje nam swoją miłość. Dajmy Jemu trochę nas i módlmy się wszędzie tam, gdzie On jest a jest wszędzie. Na pewno każdy z nas tego doświadczył. Symbole i znaki utożsamiania się z rodziną Kościoła są bezsprzecznie ważne ale równie ważna jest nasza indywidualna i niezwykła, różna od innych duchowość, do której trzeba zaprosić Jezusa. Nie po to żeby robić to dla Niego ale po to aby robić wszystko z Nim.

„ I w kuchni także, wśród garnków i rondli, Pan jest z wami.” Zdanie Wielkiej mistyczki, mojej ukochanej świętej Teresy z Avila. Niech nam towarzyszy bo tak jak rozmowa, spojrzenie są początkiem zakochania, tak modlitwa jest drogą do prawdziwej i największej miłości naszego życia. Gdziekolwiek się nie odbywa.

Iwona Sakrajda

Related posts