Scroll to top
© 2021, Theofeel

Wyobraźmy sobie, że nie ma Boga. Grzesznicy są sami ze swoim zagubieniem, problemami i rozpaczą. Nie mają żadnego innego punktu odniesienia na świecie oprócz własnego ja. Przebaczenie jest pewnym niewygodnym tabu, bo ludzka natura popycha nas raczej do zemsty niż do pochylenia się nad krzywdzicielem. Życie kończy się wraz z ustaniem funkcji organizmu, a zdobywanie dóbr doczesnych jest właściwie w powiązaniu z tym faktem jedyną rzeczą, o którą warto zabiegać. Jaki jest koń każdy widzi i tak sobie w życiu płynie dzień za dniem, aż do momentu kiedy wybije ta ostatnia godzina.

Taka naprawdę jest rzeczywistość wielu ludzi na świecie. Wiele zagubionych dusz nie zna pocieszyciela. Wielu jest samotnych w swoich rozterkach i nie dopuszcza nawet do siebie myśli o tym, że istnieje w człowieku jakaś sfera duchowa. A ona nie chce dać o sobie zapomnieć. I człowiek szuka zaspokojenia w dobrach ziemskich, zmysłowych, w tym co cielesne i go tam nie znajduje. Bo to nie pragnie ciało, lecz dusza. Człowiek zraniony, który nie odnalazł nigdy radości przebaczenia nie ma szansy się wyzwolić ze swojego bólu. Bo jaki miałby mieć cel w czynieniu wbrew ludzkiej naturze jeśli życie skończy się już za moment? Dlaczego powstrzymywać pragnienia ciała, nawet jeśli na dłuższą metę zioną tylko pustką, skoro nic innego oprócz tych prostych przyjemności człowiekowi nie zostaje, aby zaznać trochę szczęścia? Ból i zranienia są obecną cząstką życia więc dlaczego nie wykorzystać przyjemności dla stworzenia jakiejś przeciwwagi? Tak jak tonący chwyta łapczywie ostatnie hausty powietrza zanim skona.

Jakże bardzo jest samotny taki człowiek, który szuka pocieszenia tylko w tym co doczesne. Czy drugi – w podobny sposób niedoskonały człowiek – jest w stanie dać mu ukojenie? A co gdyby poddać się myśli, że jest ktoś większy niż ten ból i te problemy? Ktoś kto nigdy nie zawodzi i jest w stanie dotknąć tych najgłębiej ukrytych miejsc? Każdy z nas ma takie pragnienie, aby ktoś taki był, przyszedł i nas wybawił. Jeżeli rzeczywiście taka postać istnieje, wtedy układ odniesienia się zmienia, rozszerza. Jeśli istnieje Bóg wszechmogący, będący ponad całym stworzonym Wszechświatem, którego miłość w kilku słowach wyzwala taką siłę, że jest w stanie stworzyć świat, to jaki wymiar ma wtedy nasza rzeczywistość? Nasza codzienność? Nasze problemy? Nasze jestestwo, gdy nie jesteśmy już sami? Kiedy nie musimy już sobie radzić w pojedynkę? Bo jeśli to jest Bóg, to On jest z nami zawsze. W każdej sekundzie. We wszelkiej doli i niedoli, w każdej próbie. Obecność większa niż Wszechświat i wszystko co znamy i jednocześnie tak intymnie bliska i kochająca, że jest w stanie wejść w najczulsze miejsca naszej duszy.

To taki mały eksperyment myślowy, takie think outside the box. Choć całe Chrześcijaństwo wygląda jak jedno wielkie „wychodzenie z pudełka” w typowo ludzkich standardach myślowych. W zasadzie nie tylko w standardach myślowych ale również w postawie życiowej przy pomocy łaski Bożej. Bo inaczej to jaki jest człowiek każdy widzi. Jednak w tej swojej grzeszności nie jest sam. I całe szczęście.

Marta Knihinicka

Related posts