Scroll to top
© 2021, Theofeel

Święty Paweł w swoich listach pisał żeby modlić się nieustannie.

Papież Franciszek wstaje o 4.00 rano rozpoczynając dzień modlitwą. Ma bardzo bogatą duchowość opartą na duchowości ignacjańskiej. Święty Jan Paweł II był człowiekiem modlitwy, pewnie niejednokrotnie słyszeliśmy jak wiele godzin potrafił spędzić na kolanach, modląc się.

Wszyscy Wielcy Święci i wszyscy ludzie Kościoła zachęcają do modlitwy. Kapłani, zakonnicy, zakonnice, ludzie oddani Bogu. Piękni, czasem budzący podziw a czasem myśli „Takie ich powołanie”, „To nie dla mnie”, „Nie mam na to czasu”.

To prawda, że nie mamy czasu.  Musimy żyć w głośnym, wypełnionym po brzegi obowiązkami świecie. Nie zawsze jest czas na skupienie, ciszę, modlitwę. Nie mamy czasu na wyjazdy, rekolekcje, na to aby wszystko zaplanować i dostosować  do swojego rozwoju duchowego. Pozostajemy więc przy formalnych modlitwach, proceduralnie idziemy na mszę. Przepisowo jesteśmy ok.

Nasze  modlitwy „Ojcze nasz”, modlitwa różańcowa, Koronka do miłosierdzia Bożego, liturgia godzin. To wszystko piękne modlitwy, dzięki którym mamy jakiś wzór pozyskania wewnętrznej siły, dialogu ze Stwórcą. Wydaje mi się jednak, że to nie wszystko, nie można na tym poprzestać. Niedzielna Eucharystia i modlitwa poranna czy wieczorna wydaje się wszystko „załatwić”. Niestety, może tak być, że będąc na Eucharystii będziemy daleko od Pana Boga i Jego bliskości, najpełniejszej przecież w chwili Mszy Świętej.

Zakonnicy, osoby duchowne mają  jakiś swój modlitewny rytm dnia i ustalone na nią godziny. Osoby świeckie nie mają ustalonego czasu na modlitwę. Dlaczego? Nie wiem. Może byłoby to najlepszym rozwiązaniem a może przeciwnie. Kiedy więc się modlić aby modlitwa  szczera i gorąca stała się naszym ojczystym językiem ducha?

Kiedy jesteśmy najbliżej Boga. Czas Komunii Świętej. Czas, kiedy Pan nas najbardziej przemienia, dotyka, czas kiedy dotykamy największej tajemnicy naszej wiary. Nie możemy wrócić do ławki, uklęknąć, odmówić jakąś formułkę i już. Kiedy przychodzi do nas Jezus musimy Go przywitać, pobyć z Nim i pozwolić sobie i Jemu na tę największą z możliwych bliskości. Myślę, że to w takich momentach rodzi się w człowieku prawdziwa modlitwa. Przychodzą mi na myśl słowa pieśni; „Nic, nie musisz mówić nic, odpocznij we mnie, czuj się bezpiecznie” . Modlitwa rodzi się w człowieku wtedy, kiedy rodzi się w nim Bóg. Bóg rodzi się w człowieku, kiedy rodzi się w nim modlitwa…

Najgorszym złodziejem czasu staje się rutyna, która może się wkraść również w przestrzeń modlitwy. Jeśli będę do ukochanej osoby, przyjaciela, kogokolwiek mówić nieustannie te same sformułowania, wręcz to samo, w pewnym momencie zabraknie moich uczuć w tych słowach. Tak może być także w modlitwie. Zdecydowanie lepiej, jeśli zabraknie słów w uczuciach i o to powinno chodzić w każdej relacji i każdym związku. Zwłaszcza tym z Panem Bogiem. Nad tym powinniśmy pracować, nad pragnieniem przemiany nas przez Boga, nad pragnieniem odkrycia Go w zbyt krótkiej na wszystko czasami dobie. Nie nad perfekcyjnym duchem a szczerym i prawdziwym uścisku przyjaciela. Znowu, jeśli spotykam się z przyjacielem ,nie mówię do niego oficjalnie nie składam podań, nie umawiam się przez sekretarkę.. Bóg też jest naszym przyjacielem, nieustannie obecnym, dającym nam całego siebie.

Według mnie, najważniejszym momentem i przestrzenią czasu, od której trzeba zacząć jest czas Eucharystii i spotkanie z Bogiem w ciszy naszego serca. Cisza i skupienie na Tajemnicy Boga to podstawa bliskości z Nim.

Modlitwa jest więc przestrzenią spotkania Boga z człowiekiem.  „Modlitwa jest żywym oddechem wiary”. Nad oddechem się nie zastanawiamy, nie myślimy nad tym ile czasu nam zabiera i kiedy najlepiej oddychać. Oddychamy żeby żyć. Modlitwa też powinna  być naturalnym nawykiem. Nie jest istotne czy modlimy się „bardziej” rano czy wieczorem. Bóg jest nieustannie obecny. Czas, który Jemu oferujemy jest naszym wyborem. Ważny jest nasz rytm , nasze predyspozycje psychofizyczne abyśmy nie byli zmęczeni czy pełni pośpiechu. Skrawki naszego czasu zazwyczaj przypadają tym, którym nie chcemy zaoferować go więcej , tym, którzy nie są dla nas ważni. Nie powinniśmy więc ograniczać do minimum czasu , istotne jest jednak aby chwile te były regularnie przeznaczone dla Boga. Modlitwa, choćby najdłuższa odbywana epizodycznie nie da tyle,  co ta krótsza ale systematyczna.

To od nas zależy czy będzie to 10,15 minut czy więcej. Ważne żeby je znaleźć. Pełną miłości kontemplacją, może być dobrze wykonany znak krzyża. Najważniejsze aby czas z Panem Bogiem był obecny, aby mimo wszystko był wpisany w nasze życie na stałe. Nie oddychamy przecież raz na jakiś czas. To jedyny sposób duchowej formacji i jedyny sposób nauki Bożej miłości. Wierność i konsekwencja w regularnym i systematycznym spędzaniu czasu z Bogiem nie pozwolą odsunąć Go na mniej ważny nurt naszego życia. Obudzą w nas zapał i gorliwość modlitwy, która uporządkuje zarówno nasz czas jak i nas samych.

Iwona Sakrajda

Related posts