Scroll to top
© 2021, Theofeel

Dobry przedsiębiorca wie, że aby odnieść sukces na rynku może skorzystać z narzędzia zwanego franczyzą. Franczyza polega na tym, że businessman wchodzi pod skrzydła większej firmy – najczęściej znanej marki, z którą zawiązuje umowę o współpracy, a ta – udziela mu swojego know – how, logo, powiązań z dostawcami i całego pakietu dobrze sprawdzonych narzędzi, dzięki którym odniosła sukces. Markowe sklepy i restauracje rosną jak grzyby po deszczu, a klient nie zawsze zdaje sobie sprawę, że to dobrze zgrana współpraca prywatnego właściciela lokalu i marki, która udziela swojego wsparcia. Brzmi idealnie?

Dla wielu ludzi franczyza to gotowy przepis na sukces. Jednak aby doszło do nawiązania takiej umowy przedsiębiorca musi uznać, że ten większy, silniejszy i istniejący dłużej na rynku potentat rzeczywiście wie jaka droga prowadzi do zwycięstwa w tej niełatwej przecież grze. Businessman musi uznać wyższość rozwiązań kogoś innego i dać mu się poprowadzić. A inwestuje przecież wiele – czas, pieniądze i część swojego życia. Jednak doświadczenie pokazuje, że takie rozwiązanie ma jak najbardziej sens. Nie tylko działa ale pomaga się ludziom bogacić, stwarza nowe miejsca pracy i pozbawione jest ryzyka, które ponosi początkujący przedsiębiorca tworzący coś zupełnie od zera. Coś co może się sprawdzić ale nie musi Franczyzobiorca jednak również ponosi duże koszta, ponieważ prawo do korzystania z know – how również nie jest za darmo. Jednakże pozycja marki i ogólnoświatowy sukces wśród osób, które również zdecydowały jej zaufać daje ogromne nadzieje. I powtórzę jeszcze raz – to się sprawdza.

W życiu w przeciwieństwie do rzeczywistości biznesu – wolimy ufać tylko samym sobie. Mamy swoje pragnienia, cele, marzenia a nawet swoje widzimisię, po które chadzamy jedynie własnymi ścieżkami. Już od kołyski przejawiamy tendencję do postawy „ja wiem najlepiej”. I tak każde dziecko wie najlepiej, że ciastka są dużo lepsze na śniadanie niż kanapki a dla nastolatka oczywiste jest to, że rodzice mylą się co do świata w jakichś dziewięćdziesięciu procentach. Mamo, tato, Panie Boże – ja wiem najlepiej. No cóż później jednak okazuje się, że być może rodzice mają trochę racji i ciastka ani papierosy nie były najlepszym pomysłem ale każdy uczy się na własnych błędach – nieprawdaż?

A gdyby tak wejść pod skrzydła silniejszego, mądrzejszego i notabene wszechmogącego Bytu? Wziąć coś na kształt franczyzy u Pana Boga? Zawiązać umowę, w której zobowiążemy się, że “nie moja wola ale Twoja Panie”? Świadectwa tysięcy osób pokazują przecież, że taka postawa ma sens, że to działa. Zapłacimy za to czasem, jakąś życiową zmianą i czasami też dumą ale czy można przyglądać się tym wszystkim świadectwom i nie mieć w sobie kiełkującego ziarna wątpliwości, że być może taka franczyza to dobre rozwiązanie? Ponadto katolicy mają całkiem dobre know – how oparte na dwóch tysiącach lat doświadczenia i narzędzia, które kształtują duchowo każdą jednostkę. Kształtują, ulepszają, uświęcają – możesz być lepszy i lepszy w te klocki. Fachowo nazywa się to dążeniem do świętości. Jednak tutaj trzeba pamiętać, że cały czas jest się pod skrzydłami Najwyższego i to od Jego łaski zależy ta droga. Wszystko zależy od Niego. Umowa jest porozumieniem obu stron ale trzeba pamiętać, że przy korzystaniu z franczyzy uznajemy rozwiązania podmiotu większego za obowiązujące.

Co trzeba zrobić aby dołączyć? Najpierw konieczne jest rozpoczęcie rozeznawania takiej drogi w sobie, kolejną czynnością są poszukiwania tego większego podmiotu – a potem następuje kontakt. Pomocną postawą przy nawiązywaniu tego kontaktu będzie postawa klęcząca ze złożonymi dłońmi a najbardziej sprzyjającym miejscem – zapewne najbliższy Kościół. Jako, że wszystkich tajemnic biznesowych nie należy wyjawiać, resztę niech spowije cisza.

Marta Knihinicka

Related posts