Scroll to top
© 2021, Theofeel

Królestwo Boże to Coś o czym marzymy, a już na pewno powinniśmy marzyć jako katolicy, jako osoby wierzące. Marzymy, wyobrażamy sobie ubierając w przeróżne słowa i obrazy. Sama często myślę jak tam jest i marzę, że mogę przytulić się do Pana Jezusa jak Jego umiłowany uczeń. Co więcej- być Jego umiłowanym uczniem i móc namacalnie tego doświadczyć. Oczywiste jest, że nawet najbardziej wyrafinowane wyobrażenia czy marzenia dalekie są od ogromu szczęścia jakie nam przygotował Bóg. Wiara w miłosierdzie Boże daje nam siłę do wytrwałości w zmaganiu się z doczesnością i problemami codzienności. Świadomość nietrwałości tego świata dodaje otuchy, jednak musimy w nim trwać i uczestniczyć w tym wszystkim co nas otacza. Podczas rozmów słychać czasem zmęczonych życiem ludzi, którzy wypowiadają te magiczne: ”Kiedyś, po tamtej stronie będzie lepiej…”. Mają rację, tyle że nie jesteśmy tu za karę. Jasne, że świat bywa podły, że słychać “głośną orkiestrę zła”, przewartościowanie zmusza do przemyśleń ale zapominamy o tym, że Królestwo Boże ma swój początek już tutaj, teraz. Już dziś dotykamy tej tajemnicy. Póki tego nie zrozumiemy, nie zrozumiemy też tęsknoty za prawdziwym sensem naszego życia. Wędrówki przez życie nie odbywamy w pojedynkę. Nie musimy samotnie kroczyć przez swoje istnienie z nadzieją, że będzie lepiej, że będzie czas bez trosk, że będzie czas kiedy będziemy tylko kochać i tylko się radować.

Sami wielokrotnie wyrzucamy Jezusa z naszego życia, z ważnych momentów, dziwiąc się później, że Go nie ma i zastanawiając się dlaczego. Mamy pretensje, że to niestosowne, że coś jest nie tak, że nie po naszej myśli… Zapewne trudno odnaleźć Królestwo, kiedy nie ma z nami Króla. Jego obecność w naszym życiu zależy tylko od nas. Taki jest Pan. Jeśli nie chcemy, nie będzie nas na siłę uszczęśliwiał. My przyzwyczajamy się do swojego rodzaju powszechności, zwyczajności wiary albo religii. Uwodzicielska promocja zła nie pozwala na otwarcie się na Królestwo Boże. Dlaczego sami nie wybieramy tego, co dla nas lepsze? Z wygody? Z lenistwa? Wolimy karmić się ochłapami z fast food-ów niż tym, co pozwoli nam na pełnowartościowe życie. Wydeptujemy ścieżki pozornie na skróty, a okazuje się, że chodzimy ciągle w kółko. Czekamy na coś, na kogoś, na lepszy czas albo marzymy, że „ kiedyś będzie lepiej”. Planujemy, marzymy… Niestety czasami wyciągamy rękę do czegoś z góry skazanego na porażkę, bo zło już kiedyś, dawno przegrało. Przegrało wtedy, kiedy Pan Jezus zmartwychwstał, więc nie ma sensu budować czegokolwiek na fundamentach z ruin. Gdzie jest więc Królestwo Boże i gdzie jest Jego początek? W sercu i w tym wszystkim, czym je karmimy. Odnaleźć Królestwo Boże to być Jego członkiem, to być obywatelem Tego upragnionego przez nas mocarstwa. Nie da się przechytrzyć swojego serca i żyć tym wszystkim co niesie świat, „objadając się” byle czym. Musimy ze smakiem nauczyć się kosztować tych wszystkich danych nam Bożych Darów i zwyczajnie wybrać, co jest dla nas lepsze. Pan Bóg szanuje nasze wybory i nasz gust. Wybór zawsze należy do nas. Każdy z nas może mieć dwa oblicza. Tak jak w tej znanej, zawsze poruszającej mnie historii powstania fresku Leonarda da Vinci „ Ostatnia Wieczerza”. Pozwolę więc sobie ją przypomnieć. Leonardo malując swoje wielkie dzieło szukał modeli, którzy będą inspiracją w malowanych twarzach. Szukał w nich podobieństwa do obsadzonych w rolach głównych postaci. Szukał kogoś, kto mógł przypomnieć w jakiś sposób wyobrażenie o twarzy Pana Jezusa. Znalazł więc młodzieńca, który był najwidoczniej pełny blasku (swoją drogą musiał to być człowiek wielkiego serca, którego wizytówką przecież są oczy). Kiedy namalował twarz Chrystusa, po upływie jakiegoś czasu, przyszedł moment na twarz Judasza. Po poszukiwaniach znalazł. W więzieniu. Znalazł zbrodniarza z wypisanymi na twarzy paragrafami karnymi… Po pewnym czasie ów człowiek rozpłakał się ponieważ okazało się, że to właśnie on był pierwotnie modelem do twarzy Jezusa.

Wnioski nasuwają się same. Tak jest z nami- z każdym z nas. Zależnie od tego, co wybierzemy będziemy albo tymi z pięknymi twarzami, tymi z Królestwa Bożego albo tymi, którzy wybrali tą drugą opcję, z gorszym finałem i jedynie chwilami triumfu po drodze. Z twarzami zdecydowanie nie pasującymi do jakiegokolwiek Królestwa. Królestwo teraźniejszości, świata, komfort, przyjemność, która ulatuje jak gaz z butelki po jej otwarciu to coś, czego tak naprawdę nie ma, bo przecież już dawno wygrała Miłość. Wygrał nasz Król, a Jego Królestwo nie jest z tego świata. Już tu mamy początek i przedsmak tej wielkiej wygranej. Warto o tym pamiętać i zbliżyć się do Niego właśnie teraz. „ Z kim przestajesz, takim się stajesz”. Znajdujmy w sobie coraz więcej podobieństw do naszego Króla. Idźmy z Nim do Królestwa Bożego już dziś, zaglądając do tego miejsca przez okno naszego serca z widokiem na Niebo.

Iwona Sakrajda

Related posts