Scroll to top
© 2021, Theofeel

A dla mnie znaczy pokorna.

Urodziła się w Sudanie, prawdopodobnie w 1869 roku. Jako kilkuletnia dziewczynka została porwana przez handlarzy niewolników. Nie pamiętała swojego imienia, więc nazwano ją Bakhita, co znaczy ta, która ma szczęście. Przewrotnie, czy raczej proroczo? Oderwana od matki, rodziny, pozbawiona poczucia bezpieczeństwa stała się niewolnicą, a znakiem miał być wykonany na jej ciele tatuaż. I choć wspomnieniem dzieciństwa były kajdany, targi niewolników i okrutne traktowanie, to swoją niewolę znosiła z niezwykłą pokorą (wiele lat później umierała błagając o rozluźnienie ciężkich łańcuchów). Wielokrotnie sprzedawana trafiła w końcu do rodziny włoskiego konsula (Callisto Legnani) i razem z nimi opuściła Sudan by zamieszkać we Włoszech, w okolicach Wenecji.

Była służącą, a od momentu narodzin córki państwa Lagnani stała się jej opiekunką. Kiedy wyjazd służbowy zmusił konsula do wyjazdu do Afryki, Bakhitę wraz z powierzoną jej dziewczynką oddano pod opiekę siostrom kanosjankom. To właśnie u nich młoda Sudanka poznaje Boga, którego, choć nie znała, to jednak gdzieś głęboko w sercu czuła. Czuła od dawna, mimo, że nie wiedziała o nim nic. U sióstr po kilkumiesięcznym przygotowaniu przyjęła chrzest, bierzmowanie, pierwszą komunię świętą i przyjęła imię Józefina. To właśnie u nich poznała tego, do którego tęskniła, nie wiedząc kim jest. Wielokrotnie widziano ją ze łzami w oczach całującą chrzcielnicę, która była dla niej miejscem spotkania z Bogiem. Kiedy nadszedł czas powrotu do domu Państwa Lagnani, Józefina, będąca już wtedy pełnoletnia (wobec prawa włoskiego dawało jej to wolność) zdecydowanie odmówiła. Pozostała z siostrami kanonsjankami kształtując swoje powołanie do życia zakonnego i utwierdzając się w przekonaniu, że Bóg jest dla niej najważniejszy.

W roku 1896 złożyła śluby zakonne, a 31 lat później, w roku 1927 – profesję wieczystą. Swoje życie całkowicie powierzyła Bogu, będąc jednocześnie pokorną służebnicą tam, gdzie była potrzebna. Przez pięćdziesiąt lat posługi w Zgromadzeniu Córek Miłosierdzia, Służebnic Ubogich, Kanosjanek (od nazwiska założycielki św. Magdaleny di Canossa) była szwaczką, praczką, kucharką, zakrystianką i furtianką. To właśnie ta ostatnia funkcja spowodowała, że s. Józefina zdobyła serca mieszkańców Schio. Jej dobroć, ciepły głos, otwartość, pokora, prostota i ciepło okazywane każdemu człowiekowi powodowały, że przez ludzi nazywana była matką. Dla każdego znajdowała ciepłe słowo, dodawała otuchy cierpiącym, była chodzącą łagodnością, serdecznością i żywym świadectwem wiary.

Ciężka choroba zabrała ją z tego świata 8 lutego 1946 roku. Umierała żegnana płaczem i przeświadczeniem o jej świętości. Beatyfikowana 17 maja 1992 roku przez Jana Pawła II i również przez niego kanonizowana 1 października 2000 roku stała się patronką chrześcijan zamieszkujących Sudan i dzieł miłosierdzia nastawionych na pomoc ubogim dziewczętom i kobietom. Bakhita – ta, która jest szczęśliwa… Dziś zapewne jest już szczęśliwa. I choć jest patronką odległego Sudanu, to każdego z nas swą postawą uczy pokory i wdzięczności. A mi przy okazji otworzyła oczy na coś jeszcze.

Kiedy w ewangelii poznajemy pana, który równo płaci tym, którzy zaczynają pracę o poranku i tym, którzy przychodzą po południu, gdzieś podskórnie czujemy pewną niesprawiedliwość. I od razu myślimy, że ci pierwsi to ci, którzy całe życie starają się być blisko Boga, a ci ostatni to ci, którzy przypominają sobie o nim pięć minut przed śmiercią, żyjąc wcześniej tak, jakby Go nie było. Okazuje się, że ci, którzy „przychodzą po południu”, to często ludzie, którym nie dane było poznać Boga „z samego rana”. Czy zasługują na gorszą zapłatę? Dla mnie odpowiedzią jest życie Bakhity.

Na koniec zacytuję jej słowa:

“Gdybym spotkała tych handlarzy niewolnikami, którzy mnie porwali, a także tych, którzy mnie torturowali, uklękłabym przed nimi i ucałowałabym im ręce, ponieważ gdyby się to wszystko nie wydarzyło, nie byłabym teraz ani chrześcijanką ani zakonnicą…”

Mówi się, że nic nie dzieje się bez przyczyny, że wszystko jest po coś. Życie Bakhity pokazuje, że wszystko dzieje się po to, żeby zbliżyć nas do Boga.

Dorota Palacz

Related posts