Scroll to top
© 2021, Theofeel

Kiedy podczas Mszy Świętej lub nabożeństwa powielamy pewne gesty czy postawy, często zupełnie nie zdajemy sobie sprawy z ich znaczenia. Tym bardziej nie umielibyśmy znaleźć odpowiedzi na pytanie, dlaczego właśnie tak, a nie inaczej zachowujemy się w danym momencie. Taka jest tradycja, tak nas nauczono, tak postępują inni…

To teraz krótka anegdota. W pewnym amerykańskim domu z okazji Święta Dziękczynienia, jak niemal w każdym domu Stanów Zjednoczonych podawano pieczonego indyka. Jednakże z pewną różnicą – w tej rodzinie serwowano go bez nóg. Dlaczego? Bo taka była tradycja. Przynajmniej tak utrzymywano. Tak robiła babcia, tak teraz robi mama i tak zapewne będzie robiło następne pokolenie. Jednakże to wspomniane następne pokolenie postanowiło zgłębić temat i sięgnąć do źródeł, żeby wiedzieć dlaczego właśnie tak, dlaczego indyk nie miał nóg? I co się okazało? Okazało się mianowicie, że źródłem tej tradycji był mały piekarnik… Kiedy dziadkowie rozpoczynali swoje samodzielne życie, tzw. życie na własny rachunek, do dyspozycji mieli dość skromny budżet. Stać ich było na niewiele.Tak więc piekarnik, który mogli zakupić był dość mały i nie mieścił się w nim nawet nieduży indyk. Żeby jednak postępować zgodnie z tradycją (w tym przypadku tą narodową) i tak jak w innych amerykańskich domach móc “zasiąść do stołu z indykiem”, dziadek postanowił obciąć mu nóżki. Zwyczajowi stało się zadość, a niejako przy okazji, (jeszcze wtedy nie wiedząc) zapoczątkował tradycję rodzinną. Z czasem zakupiono dużo większy piekarnik, ale już na długie lata pozostano przy zwyczaju pieczenia indyka bez nóg. To co było koniecznością stało się tradycją.

Co szczególnego jest w tej historii poza niewątpliwie humorystycznym akcentem? Wierność tradycji.

Wielokrotnie łapię się na tym, że jako członkowie Kościoła Katolickiego, jak wspomniana rodzina jesteśmy tak przywiązani do tradycji, że stoimy niejako z boku tego, co się wokół dzieje. Czy to jest złe? Zapewne nie, ale to jakby za mało, żeby naprawdę w tym Kościele żyć. Brak nam ciekawości dziecka, brak chęci zgłębienia tematu, wejścia w to, co wokół, w to, co celebrujemy. Klękamy, składamy ręce, czynimy znak krzyża ale czy wiemy dlaczego? Czy próbujemy dowiedzieć się, co stoi za symboliką pewnych gestów? Z czego zrodziła się ta czy inna tradycja?

Zapewne nie wyrządzimy sobie (ani tym bardziej innym) krzywdy, czyniąc wielokrotnie podczas Mszy Świętej znak krzyża. Ale może warto wiedzieć, że nie trzeba tego robić więcej niż dwa razy (na początku i na końcu, a trzeci ew. podczas pokropienia wodą święconą). To tzw. “duży krzyż”, a dodatkowo czynimy “mały” przed czytaniem Ewangelii. Albo czyż nie warto w momencie podniesienia popatrzeć na ołtarz, na cud zamiast bić się w tym momencie w piersi patrząc w dół, co chyba wynika z tzw. ludowej pobożności?

Nasze zachowanie wyrosłe z pewnej tradycji, ze wzorców nam przekazanych za sprawą wiedzy nie straci nic z prawdziwości, ale upewni nas we własnych postawach.

Szukajmy więc źródeł i zgłębiajmy wiedzę. Będziemy wtedy bliżej tego, w co wierzymy.

Dorota Palacz

Related posts

Post a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *