Scroll to top
© 2021, Theofeel

Każdy z nas zna przypowieść o miłosiernym Ojcu. Gdy jej słuchamy, lubimy siebie stawiać w sytuacji młodszego brata. Owszem, jesteśmy grzeszni, no ale… nie jest najgorzej. Zawsze możemy przecież wrócić, czeka na nas miłosierny Ojciec, więc pomimo upadków nie jesteśmy spisani na straty. Wbrew pozorom więc, rola młodszego brata jest nam bardzo na rękę i garniemy się do tego by postawić się w jego sytuacji. No w końcu kto z nas by nie chciał znaleźć się w ramionach tak bardzo kochającego Ojca?

Ale nie o tym teraz… Chociaż scena powrotu syna marnotrawnego jest bardzo ujmująca i niewątpliwie wzruszająca, chciałabym bardziej przyjrzeć się sylwetce starszego brata, która niejednokrotnie nam gdzieś umyka, pozostaje w cieniu. Nie ma oczywiście mowy o tym, żeby próbować się z nim jakoś zidentyfikować… No bo jak? Taki niesympatyczny, stojący gdzieś z boku, nie grający kluczowej roli i ogólnie będący raczej postacią negatywną… Nieeee… zdecydowanie bardziej wolimy bycie tym młodszym, któremu pomimo jego grzechów, Ojciec daje prawo i przywilej bycia kochanym. Próbujemy wejść w skórę tego marnotrawnego, ale z drugiej strony jak często nieświadomie stajemy się tym starszym, tym przeciwieństwem Ojca. No bo Ojciec wybacza i zaprasza do środka, a syn tymczasem zatwardza swoje serce i nie dopuszcza do siebie możliwości wybaczenia, podarowania drugiej szansy, dostrzeżenia w winnym brata. Nie używa on bowiem słów „mój brat”, ale „ten syn twój”, czyli jakby się go wypiera. Czy i my nie jesteśmy nieraz podobni? Czy i my nie dopuszczamy do siebie myśli typu: „kto jak kto, ale ten to na pewno zbawiony nie będzie”, lub „jeżeli on ma być w raju, to ja tam trafić nie chcę”. Wówczas tak jak starszy brat, wolimy pozostać na zewnątrz i nie wchodzić na ucztę. Gdy szybko przejrzymy swoje myśli z ostatniego czasu, to możliwe, że nie znajdziemy niczego, co moglibyśmy sobie zarzucić w tej kwestii. Jednakże, ilu wśród nas było starszych braci gdy umierał gen. Jaruzelski? Ilu gdy umierał gen. Kiszczak? Niezaprzeczalnie jest to temat kontrowersyjny, ale trzeba to sobie jasno powiedzieć: Miłosierdzie Boże to najbardziej kontrowersyjna sprawa świata.

Należy się ono największym grzesznikom, największym zbrodniarzom, najbardziej pogardzanym osobom w historii ludzkości, a obiekcje starszych braci nic w tej kwestii nie zmieniają. Absolutnie nic, żaden grzech nie może powstrzymać potęgi Bożego Miłosierdzia, czy to nam się podoba czy też nie. To człowiek sam może się na nie zamknąć, wyprzeć się go. Jeżeli jednak wykona najmniejszy krok ku temu, by z Niego móc zaczerpnąć- to Bóg postępuje tak, jak mówi psalm 18: „Nagiął On niebiosa i zstąpił, a czarna chmura była pod Jego stopami. Lecąc cwałował na cherubie a skrzydła wiatru Go niosły”. Z potężną siłą zstępuje z nieba by zalać ogniem Miłosierdzia duszę grzesznika, bez względu na stan jego duszy. On już po prostu tak ma, gdy znika bariera zatwardziałego serca, nic nie potrafi powstrzymać go przed obdarowaniem Miłosierdziem, przed przygarnięciem owcy, nie ważne jak daleko by wcześniej odeszła i ile szkód wyrządziła. On potrafi największe zło przekuć w najdoskonalsze dobro. Przecież jest Bogiem! Jezus jest Bogiem Miłości i Miłosierdzia! Dlaczego tyle trudności sprawia nam zrozumienie tego? A jego Miłosierdzie nie tyczy się tylko jakiegoś tam wielkiego grzesznika. Ono tyczy się konkretnie Ciebie. To do Ciebie, Bóg w porywach wichru, gwałtownie zstępuje z Niebios ilekroć wezwiesz Jego Imienia. To Ciebie chce zalać oczyszczającą potęgą Miłosierdzia, która powalając swoją mocą, de facto, podnosi człowieka do życia, podnosi do świętości. To Tobie chce dać To, co ma najwspanialsze. Tak, właśnie Tobie. Jednak daru tego nie wolno zatrzymać tylko dla siebie, tak jak zrobił to starszy brat. Chciał posiadać Miłość Ojca na wyłączność. Nie bądźmy egoistami. Pragnijmy zapełnić niebo! Módlmy się o dar przyjęcia Bożego Miłosierdzia dla tych, którzy nam najbardziej nie pasują- dla tych, o których mamy najgorsze zdanie. Pragnijmy świętości dla wszystkich! Starszy brat, w swojej zatwardziałości był nieszczęśliwy, nie chciał wejść na ucztę, czyli nie chciał mieć współudziału w radości Ojca! My jednak nie pozbawiajmy nikogo możliwości spotkania z kochającym Ojcem. Pragnąc bowiem zbawienia innych, zabiegając o nie poprzez własne świadectwo życia, bądź modlitwę, tak naprawdę przyczyniamy się do własnego szczęścia i do własnego zbawienia, oraz możemy brać udział w Miłosierdziu Ojca. Czyż to nie wspaniałe? Ja, zwykły człowiek, poprzez czynienie Miłosierdzia, mogę rozszerzać owo Miłosierdzie na cały świat. Tobą Jezus chce się posłużyć, by przygarnąć tych najbardziej zabłąkanych. Nie zmarnuj tej szansy! Idź i czyń Miłosierdzie pełniąc wolę Ojca!

Sonia Szymańska

Related posts

Post a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *