Scroll to top
© 2021, Theofeel

Bóg działa w codzienności.

Bóg jest moją codziennością.

Nie będzie to świadectwo wielkiego nawrócenia ani opowiadanie o pięknych zbiegach okoliczności, które nazywamy działaniem Boga. Dla mnie prawdziwe, pierwsze, wielkie spotkanie z Panem odbyło się w bardzo dramatycznej sytuacji bez wyraźnego, światowego „happy endu”.

Wychowana w bardzo ubogiej w wiarę rodzinie ale z typowym, polskim katolicyzmem czułam nad sobą Stwórcę i okolicznościowo korzystałam z sakramentów, które miały rozwiązać wszystkie trudności. Pomoc Bożą czujemy zawsze, jednak często chcemy jej nadużywać. Tak też było w moim przypadku. Jako jedynaczka, bardzo związana ze swoim ziemskim Tatą wznosiłam tysiące westchnień ku Górze z prośbą o Jego zdrowie, które wymagało naprawy. Otoczona wielką miłością Ojca, który niczego nie odmawia i spełnia zachcianki swojej córki miałam taką też wizję Pana Boga…Wystarczy poprosić, być grzeczną a On zrobi to, o co prosimy. Choroba Taty z biegiem czasu zaczęła przybierać szybki obrót . Wszystko zaczęło się sypać. Czułam wielką ulgę, kiedy wracała stabilizacja i kilkukrotnie, pewna interwencji Boga, dziękowałam za pomyślne zakończenia kryzysowych sytuacji.

Żyliśmy w trzyosobowej rodzinie. Ja – młoda, zaczynająca życie dorosłe osoba, zakochana w swoim Ojcu, Mama – w pełni zależna od „głowy rodziny” i kochający Tata. Nikt nigdy nie rozmawiał o Bogu ani nie klękał razem do modlitwy. Czy i czym była duchowość w naszej rodzinie wie tylko Bóg. Po pięknych, wspólnych Świętach Bożego Narodzenia Tata trafił do szpitala w poważnym stanie zdrowia. Strach, lęk, modlitwa, wołanie o pomoc, bo przecież nie raz Bóg już pomógł. „Będzie dobrze” myślałam, panicznie i chaotycznie się modląc. Nie było. Ostatnie godziny życia mojego Taty, który na co dzień nie korzystał z sakramentów były smutne i bolesne. Nie tylko dla Niego, ale dla wszystkich bliskich. Będąc w szpitalu, kłócąc się z Bogiem, a raczej ze swoim wyobrażeniu o Nim, w pewnym momencie uzmysłowiłam sobie, że najważniejsza teraz obecność, to obecność kapłana, który przyniesie przez swoje ręce sakramenty, który przyniesie Jezusa… Telefon szpitalnego kapelana milczał, a coś mi mówiło, że czas się kończy…

Do dziś nie wiem skąd miałam w nowym wówczas telefonie numer do księdza Proboszcza. Zdążył, udało się. Tata po długiej przerwie w życiu sakramentalnym przyjął najważniejsze, przyjął Jezusa. Właśnie w tamtej chwili do mojego serca przyszedł przeogromny spokój, cisza, brak tej panicznej modlitwy. Słowa „ Jezu ufam Tobie” same napisały się w moim sercu. To właśnie od tamtej chwili wszystko już było inaczej. Nie bez łez, ale one już miały inny smak.

Po wielu trudach zaczął zmieniać się kierunek mojej drogi. Bóg upomniał się o mnie. Przypomniał o tym, że nie straciłam Ojca, przeciwnie. Przypomniał mi, że Ktoś wciąż mnie kocha najbardziej na świecie i spełnia wszystkie moje zachcianki, zanim zdążę poprosić. Zaprowadził mnie do Ogrójca, prowadzi Drogą Krzyżową mojego życia, przed którą się buntuję, planując często dezercję spod Krzyża. Krzyża, który przecież kończy się Zmartwychwstaniem.

Może działanie Boga wydaje się niezrozumiałe, trudne, ale Ja wiem, że mimo że zostałam tu bez mojego ukochanego Taty, zyskałam spokój, zyskałam naprawione miłością relacje z Mamą, którą stawiałam zawsze niżej niż Tatę. Zyskałam przeogromną miłość Najwyższego Ojca, dzięki któremu to wszystko się stało. Zyskałam Obecność Tego, dzięki Któremu mam szansę na Życie wieczne. Dzisiaj wiem, że strata jest zyskiem. Ktoś za mnie stracił Życie po to abym mogła żyć. W trudnościach codzienności, w codziennym naszym umieraniu dla świata możemy rodzić się dla Boga.

Powoli i spokojnie wprowadził się w moje życie Jezus. Ten sam, który przyszedł do serca mojego Taty, ten sam, który Nas zbawił, ten sam, dzięki, któremu nigdy nie będę głodna miłości. Z Nim mi jej nie brakuje. Z Nim dostrzegam w ludziach dobroć. Spotykam Go w nich. Co więcej, mogę z Nim rozmawiać, słuchać Go. Karmić się Nim i Jego słowem. To Bóg, to Jezus musi być zawsze na pierwszym miejscu. Staram się o tym pamiętać każdego dnia. Bóg nigdy nie może być efektem wtórnym Miłości. Powinien być jej powodem, zapowiedzią. Nie musimy żyć w niedostatku miłości, mając jej niewyczerpane zasoby do dyspozycji. Wystarczy po nie sięgnąć.

Wiem też, że właśnie w trudnych momentach życia Pan jest ze mną. Jest najbliżej i zawsze wszystkiemu nadaje sens. Nie jesteśmy w stanie wszystkiego rozumieć i wcale nie musimy. Wystarczy pamiętać, że nie jesteśmy sami w wędrówce życia, które tak jak Krzyż kończy się przecież Zmartwychwstaniem.

Iwona Sakrajda

od redakcji Theofeela: Tekst Iwony zajął 1. miejsce w naszym konkursie “Bóg działa w codzienności” w kategorii świadectwo. GRATULUJEMY!

Related posts

Post a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *