Rekolekcje autostopowe: świadectwo

 

Co trzeba mieć w głowie żeby rzucić wszystko, spakować plecak i ruszyć w podróż stopem bez jedzenia i pieniędzy? Cóż, w mojej głowie było tylko małe, dość nieśmiałe pojęcie o zaufaniu.

Mając już doświadczenie w takich podróżach doskonale wiedziałam jak Bóg dotyka serca poprzez ludzi, jakich stawia na naszej drodze i poprzez doświadczenia, które przeżywamy. Sześć lat temu kiedy spełniałam swoje  marzenie o tym, aby okrążyć Bałtyk autostopem, nie byłam jeszcze osobą wierzącą. Kiedy jednak po drodze zaczęły lawinowo spełniać się moje pragnienia zaczęłam zadawać sobie pytania. Coś tu było przecież nie tak. To niemożliwe aby to były zbiegi okoliczności – było ich zbyt dużo i dotyczyły dokładnie tego co miałam w sercu. Gdy nie stać mnie było na płytę z lapońską muzyką etniczną – lądowałam z zaproszeniem do domu rodziny, w której tata był właśnie etnicznym muzykiem. Płytę dostałam oczywiście za darmo i to jeszcze z autografem. Gdy dotarcie na Nordkapp było tylko cichym i niewypowiedzianym marzeniem, zabierał nas kierowca z tamtych stron, gotowy by oprowadzić nas po okolicy. Pamięć tamtych wydarzeń mocno utkwiła w moim sercu i była tylko miłym wspomnieniem do czasu aż usłyszałam o rekolekcjach autostopowych.

Pojechać jeszcze raz i poczuć na własnej skórze jakim wspaniałym architektem codzienności jest Pan Bóg? No jasne! Nie wahałam się ani chwili i słowo stało się ciałem tego lata. Na miejscu czekali inni „wariaci” gotowi zdać się całkowicie na wolę Pana Boga i pojechać bez jedzenia, pieniędzy i bez celu. Z założeniem, że jedziemy tam gdzie Pan Bóg pośle. Rekolekcje tylko dla hardkorów. Oczywiście wszystkie założenia w wolności autostopowicze dopasowują do swoich oczekiwań i potrzeb. Jednak moja była taka żeby całkowicie się Jemu powierzyć. No bo Mu w końcu ufam czy nie ufam? I to w każdej kwestii czy tylko w niewielu? Czy Pan Jezus mówił serio w ewangelii św. Mateusza o tym, aby się nie martwić o odzienie ani pokarm? No więc tak – mówił serio. Jednak moje doświadczenie Jego miłości poszło znacznie dalej. Miłości Boga można naprawdę zawierzyć całe swoje życie do końca i w każdej sprawie. On zna nasze serca.

Wiedział, że chciałabym kiedyś mieć ekologiczny dom więc postawił na mojej drodze kierowcę, który właśnie taki ma i który opowiedział mi co nieco o budowie. Wiedział,  że moim „luźnym” pragnieniem było dotarcie do Sokółki i właśnie tam, trzeciego dnia dojechaliśmy. Gdy już spełniona leżałam na karimacie pod Sanktuarium zażartowałam, że może by tak teraz nad morze. I późnym popołudniem jak gdyby nigdy nic,  niedaleko Białegostoku zatrzymał się pan, który jechał akurat do Gdyni. Przypadek? Nie sądzę. Prawdopodobieństwo, że tego samego dnia będę uwielbiać Pana Jezusa w cudzie eucharystycznym w Sokółce a wieczorem będę moczyć nogi w morzu było znikome. A tak się właśnie stało. Bo Pan Bóg mnie kocha. I ciebie też. Bez dwóch zdań. Za każdym razem kiedy wyobrażałam sobie, że już wystarczy i że Pan Bóg pokaże mi – jakże potrzebne – doświadczenie ubóstwa, On łamał moje bariery swoją hojnością. Bo On zawsze będzie lepszy zanim pomyślę, że jest dobry. Jego miłość zawsze będzie większa niż będę w stanie sobie wyobrazić. Ja jestem istotą skończoną, mój umysł i serce mają swoje granice – dla Boga takich granic nie ma. Nie ma ich przede wszystkim w miłości.

Sobie samej sprzed sześciu lat zadałabym trzy pytania, które być może doprowadziłyby szybciej do odkrycia mojej największej radości w życiu czyli Boga. Wtedy wytłumaczyłam sobie te fenomeny po drodze jakże popularnym przekonaniem, że to wszechświat mi sprzyja. Jeśli jednak wszechświat nam sprzyja to musi być świadomy. Jeśli doświadczamy jego opieki to musimy być dla niego ważni. I dlaczego taki proch jak my, miałby być ważny pośród setek tysięcy innych wydarzeń zmieniających kosmos nieustannie? Tworzenie się nowej galaktyki ludzkim okiem wydaje się ważniejsze niż moje fanaberie o moczeniu w morzu stóp. A jednak to pragnienie się spełniło. Więc jeśli się spełniło i to pośród wielu innych podczas tej podróży to naprawdę muszę coś znaczyć dla tego kto otacza mnie opieką. I tutaj pada trzecie pytanie: jeśli świadoma „energia” otacza ludzi opieką to jest to wyraz przyjaźni lub miłości a to są cechy świadomości osobowej. To musi być więc osoba. I to jesteś Ty, Panie Boże.

Dlatego powiadam wam: Nie troszczcie się zbytnio o swoje życie, o to, co macie jeść i pić, ani o swoje ciało, czym się macie przyodziać. Czyż życie nie znaczy więcej niż pokarm, a ciało więcej niż odzienie?Przypatrzcie się ptakom w powietrzu: nie sieją ani żną i nie zbierają do spichrzów, a Ojciec wasz niebieski je żywi. Czyż wy nie jesteście ważniejsi niż one?
(Mt 6, 25-26)

Marta Knihinicka