Jeśli kocham Boga to kocham drugiego człowieka

 

Do hospicjum trafiłam 3 lata temu, tuż po tym jak sama uporałam się z guzem...Poznałam tam wiele osób...Jedne były krócej inne dłużej, z wieloma też łączyły mnie wyjątkowe więzi...

Hospicjum to miejsce w którym toczy się prawdziwe, szczere do bólu życie, na udawanie zwyczajnie nie ma czasu. Mogłabym opisać wiele sytuacji, w których doświadczyłam obecności Boga i Jego miłości w drugim człowieku, każda z nich do dziś zapiera mi dech w piersiach i każdą będę pamiętać do końca dni. Jakże inaczej można odpowiedzieć na tę miłość jeśli nie miłością?

Tego dnia idąc korytarzem jedna z pielęgniarek poprosiła mnie żebym najpierw odwiedziła Panią Zosię - jest w złym stanie - powiedziała - bardzo pobudzona i niespokojna. Znałam Panią Zosię od kilku miesięcy, zaprzyjaźniłyśmy się. Zawsze witała mnie uśmiechem, choć umiała też strofować jeśli była taka potrzeba bo np. spóźniłam się kilka minut. Tak więc weszłam do sali w której leżała i faktycznie, mimo zamkniętych oczu, kręciła się niespokojnie na łóżku coś szeptając i próbując dosięgnąć kroplówki. Usiadłam obok i dotknęłam jej dłoni, uchyliła powieki – nareszcie jesteś - szepnęła nerwowo próbując się podnieść, opadała jednak bez sił na poduszkę, po czym znów ponawiała próbę. Co mogę zrobić jeśli leki nie działają? Mogę się modlić.... - Pani Zosiu zmówimy koronkę do Bożego Miłosierdzia? – zapytałam. Skinieniem głowy zgodziła się. Zaczęłam więc powoli i głośno: Wierzę w Boga... Zosia dalej próbowała wstawać, raz szeptając słowa modlitwy raz zupełnie inne. Kiedy 'doszłam' do drugiej dziesiątki Dla Jego bolesnej męki... opadła na poduszkę, powoli jej mięśnie rozluźniały się, a mimika stawała spokojna, po chwili zdałam sobie sprawę, że szepcze modlitwę razem ze mną słowo w słowo. Kiedy skończyłyśmy leżała uśmiechając się do mnie zupełnie rozluźniona choć bardzo zmęczona. - Dziecko pozwól mi odejść - usłyszałam, - idź Pani Zosiu dokąd musisz - odpowiedziałam. Łzy napłynęły mi do oczu, tak po ludzku z powodu Zosi, ale też ze wzruszenia...

Byłam świadkiem czegoś niezwykłego...misterium przechodzenia jak ja to nazywam, towarzyszyłam jej w najważniejszym czasie... Zosia odeszła w nocy, w ciszy i spokoju.

Czy można oddzielić Boga od człowieka? Czy można kochać niewidzialnego Boga nie kochając człowieka, który jest tuż obok? Czy można zobaczyć Boga nie widząc Go w człowieku? Dla mnie jest to nierozerwalna jedność. Kocham Boga uśmiechniętego w każdym uśmiechniętym człowieku. Kocham Boga zasmuconego w każdym smutnym człowieku... Kocham Boga cierpiącego w każdej cierpiącej osobie... Kocham Boga doskonałego w każdym niedoskonałym człowieku... W hospicjum jestem tylko wolontariuszem, kocham to miejsce ze względu na ludzi, doświadczenia i uczucia jakie mi tam towarzyszą, Tam Bóg jest na wyciągnięcie ręki... :)

Joanna Niebrzegowska