Bóg zna właściwy czas

 

Doprawdy, tak pięknego i bogatego w CUDA tygodnia jeszcze nigdy nie przeżyłam! Wszystko zaczęło się w poniedziałkowy poranek. Natychmiast po przebudzeniu usłyszałam wewnętrzny głos, który uporczywie powtarzał mi jedno, krótkie zdanie: „Dziś albo nigdy!” Przez następne godziny mocno biło mi serce, na niczym nie mogłam się skupić i zamiast zgodnie ze zwyczajem przebiegnąć 10 km, przebiegłam… 15! Czy byłam zmęczona? Ani trochę! Poczucie winy połączone z pragnieniem zmiany dodawało mi… energii.

W końcu zdobyłam się na ten odważny krok. Nie zastanawiając się ani chwili dłużej wybiegłam z mieszkania, jak gdybym uciekała przed pożarem, pojechałam do pewnej osoby i powiedziałam jej to, co powinnam powiedzieć już 13 lat temu… Brzmi przerażająco, nieprawdaż? Zresztą nie tylko brzmi, lecz jest przerażające. I takie też miało skutki…

Najgorsze jest to, że sama się zniewoliłam, że sama nałożyłam sobie kajdany i męczyłam się z nimi przez połowę życia... Teraz znowu mogę się uśmiechać, czuję niebiańską wręcz lekkość w sercu i chęć do życia, a co najważniejsze, miłość do ludzi.

Dziękuję Bogu, że w końcu zrozumiałam swoje zaślepienie. Nie mam do Niego pretensji, że trwało to tak długo. Widocznie wcześniej nie byłam gotowa na uzdrowienie. Odnoszę wrażenie, że właśnie teraz, jako młoda kobieta, dojrzałam do przyjęcia daru, jaki od dawna na mnie czekał. Bóg zna właściwy czas. On doskonale wie, czego i kiedy powinniśmy doświadczyć.

Kiedyś nie byłam taka mądra. Nieustannie odczuwałam trwogę, że mogę nie zdążyć z moim zamiarem. Teraz rozumiem, że to nie miałoby miejsca. Jeżeli jesteśmy z Bogiem, to zawsze zdążymy. On nie zostawi nas „na lodzie”.

Popatrz, mnie nie zostawił. Pomógł mi rozwiązać niezwykle trudną sprawę, która nie pozwalała mi duchowo „rozkwitnąć”. Ale nie chcę już do tego wracać. Cieszę się wiosną, która nastała w moim sercu. Z każdym dniem zaczynam czuć coraz większą radość i Miłość, jaką obdarowuje mnie Bóg. Wcześniej tylko WIEDZIAŁAM, że Bóg mnie kocha, ale tego NIE CZUŁAM. Wiedzieć a czuć to ogromna różnica… Chodzi o to, że oprócz Niego, nikogo ani niczego więcej do szczęścia mi już nie potrzeba, że wreszcie doświadczam, jak szaloną miłością obdarza mnie mój Ojciec.

Cóż za wspaniałe uczucie! Kto już tego doświadczył, ten wie, o czym mówię. Nikogo więcej nie chcę, nikogo więcej nie potrzebuję. Nawet, gdybym została sama jak palec, gdyby rodzina się ode mnie odwróciła, gdybym nie znalazła przyjaciółki, koleżanki, męża to i tak będę szczęśliwa! Żaden człowiek nie będzie stanowił o moim szczęściu, o mojej wartości! Nie jestem już uzależniona od bliźnich, nie idealizuję ani nie ubóstwiam ich! Nie potrzebuję ich do tego, by być szczęśliwą kobietą! Czuję się pełna, bo wiem, że On mnie kocha. Wszystko, co robię, chcę robić dla Niego. Dla nikogo więcej. Wiem już, że dla Boga jestem wspaniałą kobietą, że On opiekuje się mną w każdej sekundzie mojego życia. Nikt nigdy nie okaże mi tak doskonałej troski, tak doskonałej miłości.

Nie myśl jednak, że w poniedziałek zostałam „zbombardowana” Bożą Miłością. Nie, tak nie było. Najprawdopodobniej nie udźwignęłabym takiego ciężaru. Wszystko działo się stopniowo, z każdym dniem to wspaniałe uczucie przybierało w moim sercu na sile. A jakby tego było mało, codziennie przydarzało mi się mnóstwo pięknych sytuacji, ba, małych cudów…

Nie przejmuj się, jeżeli masz problem z podjęciem decyzji, jeżeli wydaje ci się, że tkwisz w miejscu, bo nic nie robisz, „tylko” rozmyślasz. Nie tkwisz w miejscu, lecz posuwasz się do przodu. Podstawą podjęcia decyzji jest dogłębne jej przemyślenie i przede wszystkim PRZEMODLENIE. Wiem, co mówię, ponieważ wiele lat spędziłam na rozmowie z Bogiem o sprawie, o której pisałam na początku. I pamiętaj – ile czasu musi minąć, byś przeszedł do działania, wie tylko Pan Bóg. Zaufaj Mu, a na pewno się nie zawiedziesz.

Iwona Płotka