Bóg działa w codzienności

 

Na wpół śpiąca zakrywam głowę poduszką, żeby nie słyszeć dźwięku budzika. Daję sobie jeszcze chwilę w ciepłym i bezpiecznym łóżku. Ta chwila mija zdecydowanie za szybko, ale trzeba otworzyć oczy, wstać i iść w nową, i niebezpieczną codzienność. Schodzę na dół, 5 minut i jestem gotowa. Idę. Świat wita mnie mrozem i śniegiem. Uwielbiam zimę, ale nie wtedy kiedy rano muszę odśnieżyć samochód i wytrzymać w nim pół godziny. Dojeżdżam do pracy. Przy drzwiach przyklejam uśmiech, żeby nie przestraszyć dzieci. Wchodzę. Zaczyna się. Dzień dobry! W hałasie i średnim humorze udaje mi się przeżyć. Myślę sobie: zrobiłam swoje. Kończę lekcje. Do widzenia, do jutra! Mówiąc to uświadamiam sobie, że jutro będzie piątek, ledwie zdążę się ucieszyć, przypominam sobie, że mam zajęcia, a co za tym idzie egzamin i pracę zaliczeniową do napisania. Wsiadam do auta, nadal jest mróz. Włączam radio, ale nie na długo, bo kiedy słyszę o terroryzmie, o tragicznym żniwie zimy i kilku innych newsach dnia wyłączam je. Dojeżdżam do domu. Wchodzę i myśl o tym, ile mam do zrobienia totalnie mnie paraliżuje. Włączam komputer, który pochłania dużo czasu. Szybko robię obiad. Wszyscy wracają do domu, jemy. Nadchodzi jedna z moich ulubionych chwil dnia – kawa. Patrzę na zegarek. Czas się zbierać, wsiadam do auta, jadę do drugiej pracy. W pokoju zabaw samotnie spędzam cztery godziny. Marznę i próbuję się uczyć, w przerwach czytam książkę od przyjaciela. Wracam do domu. Mama czeka na mnie z gorącą herbatą, rozmawiamy. Potem idę do pokoju. Przypominam sobie o Panu Bogu, modlę się. Siadam na łóżku słyszę w głowie głos, który mówi: Weź Pismo Święte. Wzięłam, siadam z powrotem. Głos mówi: Otwórz. Otwieram, czytam i płaczę. Bóg mówi mi: „Cała jesteś piękna przyjaciółko moja i nie ma w tobie skazy”. Czuję ogrom miłości. Zaczynam analizę mojego dnia. Od początku...

Miałam dobrą noc, spędzoną w domu. Nie musiałam tłuc się autobusami, żeby pojechać do pracy, mam samochód, który mimo mrozu odpalił. Nie pojechałam szukać pracy, a do pracy. Nie muszę martwić się o jutro, może nie mam luksusowego życia, ale mam co jeść i mogę od czasu do czasu pójść do kina, czy kupić sobie książkę. Mało tego, pracuję w zawodzie. Pracuję z dobrymi ludźmi, w miłej atmosferze. Pracuję z dziećmi- czyli robię to co kocham. Mam możliwość rozwoju, studiuję podyplomowo. Bezpiecznie dotarłam do domu. Zjadłam obiad z rodziną. Mam drugą pracę – rozwijam się, zarabiam dodatkowo. Ilekroć otwieram książkę od przyjaciela, przypominam sobie, jaki to wielki dar mieć przyjaciół. Wróciłam do domu, w którym ktoś na mnie czeka. Rozmawiałam z Bogiem, urodziłam się w katolickiej rodzinie, nie musiałam się ze swoją wiarą ukrywać, ani o nią walczyć. Doznałam wielkiej miłości samego Boga. Mimo, że tak naprawdę przez cały dzień byłam tak zajęta, że ten świat, który jest przecież tylko na chwilę zupełnie mnie pochłonął, jakbym to tutaj gromadziła wszystkie swoje skarby. Mimo wszystko On na mnie czekał! Poczekał do końca. Kiedy już przyszłam na to spotkanie to powiedział, że jestem piękna, że mi przebacza. Czy to nadal jest za mało?

Zastanówmy się, czy naprawdę żeby dostrzec Boga w naszej codzienności, musimy czekać na cud? Jak bardzo Pan Bóg musi nam udowadniać, że jest z nami zawsze? Co musi zrobić, żebyś Go zobaczył? Wystarczy przeanalizować swój dzień. Znajdź kilka rzeczy, za które możesz podziękować, zapewniam Cię, że kiedy zaczniesz szukać znajdziesz ich znacznie więcej. Możesz o Nim nie pamiętać, możesz się zająć swoimi sprawami, możesz przeżyć cały dzień w ogóle o Nim nie myśląc. I co On wtedy robi? Czeka. Czeka i kocha. Pomyśl o ludziach, których Pan stawia na twojej drodze. O tych wszystkich, którzy Ci kiedykolwiek pomogli. Myślisz, że to przypadek? To właśnie Boże działanie. On ma wszystko pod kontrolą. Czujesz to? Nie? To pomódl się, żebyś mógł poczuć, a spojrzysz na wszystko zupełnie inaczej, zobaczysz cuda. Może następnego dnia o tym zapomnisz. To nic, Pan działa zawsze, w każdej minucie twojego życia. Podziękuj Mu z wdzięcznością i żyj dalej, tak jak zawsze. On tam będzie.

Angelika Dobosz