Bóg działa w codzienności

 

Jak się okazuje, Bóg działa również przez Facebook’a.

Był taki dzień, kiedy oburzona pewną osobą chciałam natychmiast usunąć ją z grona znajomych. Swoimi wpisami mocno obrażającymi Boga, wiarę i bliskie mi wartości, psuła niemalże każdy dzień.

To miało być takie proste. Jedno „klik” i krótki komunikat „usuń”. I kiedy właściwie zapadła już decyzja i dla tak zwanego „świętego spokoju” chciałam uszczuplić grono moich znajomych, jakiś stróż (chyba anioł) powstrzymał moją rękę. Zawisła nad klawiaturą, a przez głowę przemknęło (nie moje) pytanie:

- Dlaczego?
I po nim kolejne:
- Dlaczego uciekasz? Dlaczego chowasz głowę w piasek? Dlaczego mnie nie bronisz, nie zaświadczysz, że Ja naprawdę Jestem?
- Panie Boże, z całym szacunkiem, ona Cię obraża, wyśmiewa się z Twoich wyznawców i w pogardzie ma każdego, kto idzie Twoją drogą. Po co mi taki ktoś? Nie jest mi potrzebna.
- A może Ty jesteś potrzebna jej? Łatwo jest być moim wyznawcą pośród wyznawców. Łatwo przyznać się do mnie wśród swoich. A gdy robi się trudniej – uciekasz?

Kiedy tak siedzieliśmy nad tą moją klawiaturą - On i ja, i prowadziliśmy dysputę nad tym czy powinnam, czy też nie powinnam kliknąć, w mojej głowie nagle zaświtały słowa pieśni:

„Posyłam was na pracę bez nagrody, na ciężki twardy i niewdzięczny trud,
niezrozumienie, drwiny i obmowy. Posyłam was przydawać do mych trzód”

Tak dobry Boże – jestem tchórzem i uciekam. Od niezrozumienia, drwin i obmowy. Chowam swój różaniec do kieszeni, ukrywam Cię na dnie serca i walczę z twoimi przeciwnikami tylko w myślach. Nie bronię Twoich słów, choć przecież powinnam, ale…Bardziej liczyłam na to, że to Ty będziesz walczył o mnie, czy za mnie. Będziesz działał w mojej codzienności, bronił mnie przed napaścią wrogów i nieprzyjaciół. Nie pozwolisz mnie obrażać, będziesz wspierał, umacniał, kochał. Będziesz chodził ze mną i przy mnie, zawsze i wszędzie. W każdej potrzebie zjawisz się i rozwiążesz wszystkie moje problemy. Podniesiesz gdy upadnę, dasz na bułkę gdy zabraknie, otrzesz łzy i powiesz, co dalej robić. Będziesz w mojej codzienności, bo jesteś dobrym Ojcem, bo obiecywałeś. Bo powiedziałeś, że kiedy poproszę, to dostanę,że kiedy zapukam, to mi otworzysz. I że jestem Ci bliższa niż wdowa u drzwi sędziego. Jakoś tak nie czułam, że powinnam też ja…Kiedy wysłałeś anioła, żeby powstrzymał moją rękę zrozumiałam, że Ty naprawdę cały czas jesteś obecny w mojej codzienności, choć inaczej niż oczekuję. Jesteś nie tylko dla mnie, ale też przeze mnie. Przeze mnie dla innych. Chcesz, żebym działała. Posyłasz mnie tam, gdzie widzisz potrzebę, gdzie inni potrzebują Ciebie. Mówisz, co mam powiedzieć i chcesz, żebym była Twoim świadectwem. Otworzyłeś mi oczy.

Przypomniałam sobie Boże tę panią, która poprosiła o chleb. Elegancko ubrana osoba. Nie wyglądała na potrzebującą. Poprosiła o chleb, a nie o pieniądze. A ja stałam właśnie ze świeżym bochenkiem. Moje ręce same wyciągnęły się w jej stronę. Oddałam pachnący, kuszący chleb. Zostałam ze ssaniem w żołądku. Zamknięty sklep – koniec marzeń o chrupiącej pajdzie z masłem. To nie ja oddałam ten chleb. To Ty.

A pamiętasz może tę bezzębną, zniszczoną życiem kobietę, która nie miała już na nic sił? Bez pieniędzy, bez wsparcia, bez nadziei... Nie miałam nic, żeby ją poratować. Byłam w pracy, nie mogłam nawet poświęcić jej wiele czasu. W głowie miałam pustkę, w sercu ból, a w portfelu dziesięć złotych. I wtedy Ty wszedłeś w tę rzeczywistość. Rozjaśniłeś moje myśli, przemówiłeś moimi ustami. Znalazłam rozwiązanie. Nie zapomnę tej radości, jaką zobaczyłam. To była nadzieja. Daliśmy tej kobiecie nadzieję. Daliśmy jej Boże siłę!

I jeszcze ta starsza pani, od której nie mogłam odejść. Krótka rozmowa na ulicy, kilka zdań, opowiedziane pół życia. Samotność. Nie chciała nic, tylko porozmawiać. To była jej największa potrzeba. Wysłałeś więc do niej mnie. Pokierowałeś moje kroki w jej stronę, choć nie było mi po drodze. Zaplanowałeś mój dzień, bo wiedziałeś, że ona czeka.

Podobnie było z pieniędzmi (aż się uśmiecham, kiedy to wspominam). Wiedziałeś, że pewnej osobie są one bardzo potrzebne i chciałeś pomóc. Nie zrzucasz ich jednak z nieba, nie spadają jak manna, choć zapewne bardzo by się nam to podobało. Musiałeś znaleźć sposób, żeby jakoś dotarły do adresata. Długo wierciłeś mi dziurę w brzuchu. A może właściwie w głowie, bo tam przecież toczyły się nasze rozmowy. Tłumaczyłam Ci, że rozumiem, że chętnie bym pomogła, ale przecież aż tyle nie mam, nie dam rady. Nie dałeś mi spokoju. Szeptałeś, pukałeś, podpowiadałeś. Nie ustąpiłeś i znaleźliśmy rozwiązanie.

Tak działasz mój Boże. Nie tak jak oczekiwałam, ale działasz przeze mnie w codzienności innych. Posyłasz mnie tam, gdzie jestem potrzebna. Zmieniasz moje plany, moje dni po to, żeby ktoś mógł się uśmiechnąć, żeby w swojej codzienności odnalazł Ciebie. Od momentu, kiedy wysłałeś do mnie anioła, który powstrzymał moją rękę zaczęłam rozumieć, że tak to właśnie wygląda. Pewnie masz też jakiś plan związany z wojującą ateistką. Pewnie wierzysz, że jest szansa, żeby zmienić jej serce. I coś mi podpowiada, że bardzo tego chcesz. Ja nie mam w sobie zbyt wiele odwagi i siły. Ale mam Ciebie. Wiem, że mi pomożesz, więc zadziałajmy. Choćby przez Facebook’a.

Boże, działaj dalej przeze mnie dla innych. Działaj w ich codzienności i tę codzienność zmieniaj. Nawet nie wiesz (właściwie, to chyba wiesz), jaka to radość móc Ci pomagać, mimo, że nie zawsze przyjmuję to z pokorą.

Dorota Palacz

 

od redakcji Theofeela: Tekst Doroty został wyróżniony w naszym konkursie "Bóg działa w codzienności" w kategorii świadectwo. GRATULUJEMY!