Na rozdrożach powołania odc. 3 - Pragnienia

 

Czasami mam wrażenie, że o powołaniu człowieka myśli się jak o wyroku zapadającym gdzieś na wysokościach, który musimy najpierw zgadnąć, a potem pokornie przyjąć albo skazać się na całe życie w niespełnieniu z poczuciem, że zawiedliśmy naszego najlepszego Przyjaciela. Czas najwyższy wyleczyć się z takiego myślenia!

Czy skoro Bóg jest naszym stwórcą, to nie mógł tego naszego powołania jakoś w nas zapisać, żebyśmy nie musieli zgadywać? Mógł. I tak właśnie zrobił! Powołanie mamy zapisane najgłębiej w naszym sercu i wystarczy tam zajrzeć, żeby je zobaczyć. To nasze najgłębsze pragnienia, te najbardziej szalone. Niestety czasami to serce jest bardzo zakurzone przez zmartwienia, sprawy do załatwienia i ciągłą bieganinę. Wtedy łatwo dokopiemy się tylko do podskórnych zachcianek i przyjemnostek, a nie do prawdziwej głębi.

Kiedy już się przekopiemy i będziemy trzymać w ręku kopertę z zaproszeniem od Boga, jakiekolwiek by nie było, nie próbujmy jednak myśleć ludzkimi kategoriami. On nie będzie zawiedziony jeśli wybierzemy inną drogę. Nie zapominajmy, że Bóg jest jak GPS, który przy każdym naszym zakręcie na nowo przelicza trasę, ale pamiętajmy też, że On chce tylko naszego szczęścia, więc z pewnością się nie pomylimy idąc za wskazówkami w kopercie.

Powołanie to przede wszystkim spełnienie najgłębszych marzeń w naszym sercu, ale powołanie zakonne i kapłańskie to coś jeszcze więcej – to zaproszenie do tego by na świecie realizować marzenia samego Boga.

Ewa Bartosiewicz rscj