Na rozdrożach powołania odc. 2 - Głos

 

W ostatnich dniach czytamy na Eucharystii Dzieje Apostolskie. Te historie wydawać nam się mogą bardzo pociągające i inspirujące, jednak chyba mało realne. Filip usłyszał, poszedł i wykonał, Ananiasz podobnie, Piotr miał widzenie. To przecież jakaś fantastyka... a przynajmniej dziś już się takie rzeczy nie dzieją. Mogę mieć relację z Bogiem, czuć Jego obecność, czasem rozpoznać Jego Boży palec w wydarzeniach, podziękować za wysłuchaną prośbę, ale żeby tak od razu słyszeć głosy – to już niekoniecznie.

Trzeba przyznać, że trochę w tym racji. Głos Boga w naszej duszy jest naprawdę bardzo cichutki i dlatego tak trudno nam go usłyszeć. Potrzebujemy zadbać o trzy rzeczy, aby to się mogło stać: zatrzymanie, ciszę i wgląd w siebie. Wszystkie te rzeczywistości często odsuwamy daleko od siebie, bo świat nas uczy raczej, żeby nieustannie biec z słuchawkami na uszach i nie zaprzątać sobie głowy tym co się w nas dzieje. Tak jednak wcale być nie musi. Każdy z nas jest w stanie wygospodarować trochę czasu, by razem z Bogiem spojrzeć w spokoju na swoje uczucia i myśli, a potem zacząć rozumieć co On próbuje przez nie powiedzieć.

Czasami przez długi czas staramy się usłyszeć głos Boga, a jednak nadal nam nie wychodzi. Nie może nas to zniechęcać. Wtedy warto zaufać, że to On znajdzie odpowiedni moment, bo to przecież On ma być Bogiem w tej relacji ;) Nasza otwartość i cierpliwość Jemu wystarczą, my pamiętajmy tylko by nadstawiać uszy i oczy na Jego znaki.

Głos powołania może jednak okazać się bardzo specyficznym głosem Boga. On czasami jest w nas tak głośny, że robimy wszystko, żeby go zagłuszyć. Jeśli pragniemy wybrać to co Jezus dla nas przygotował, musimy przede wszystkim chcieć usłyszeć. Inaczej nic z tego nie będzie.

Ewa Bartosiewicz rscj