Spełnione życie

Przyszli o poranku. Dzień dopiero się budził, lipcowe słońce zaglądało przez okna, zapowiadając upał. Marianna krzątała się w kuchni, mała Gienia, jej wnuczka, dopiero co obudzona, otwierała i zamykała senne oczka, wtulona w mamę. Głośne pukanie do drzwi przerwało beztroskę leniwego poranka. Esesmani wtargnęli do izby, oświadczając, że Stanisław, syn Marianny, oraz jego żona Anna znajdują się na liście osób aresztowanych w odwecie za śmierć niemieckiego policjanta, zabitego przez partyzantów. Anna mocniej przytuliła córeczkę, drugą ręką odruchowo chwytając się za brzuch. Dziecko, które nosiła pod sercem, miało przyjść na świat lada chwila...

– Panie, a gdzie ona pójdzie? Ulitujcie się, tu jedno dziecko, a drugie za dwa tygodnie na świat ma przyjść. Pójdę za nią. – Marianna rzuciła się na kolana, prosząc esesmana, by to ją aresztował, a synowej darował życie.

Jej prośba została wysłuchana. Kilkanaście dni później, 13 lipca 1943 roku, kobietę rozstrzelano wraz z synem i innymi mieszkańcami wsi. Anna przeżyła wojnę i doczekała się nie tylko prawnuków, lecz również beatyfikacji niezwykłej teściowej.

O mężczyźnie mówi się, że musi zbudować dom, zasadzić drzewo i spłodzić syna. Tyle podpowiada popularne powiedzenie, każdy z nas ma jednak swoją definicję spełnionego życia. Dla wielu radością będą sukcesy dzieci i wnucząt. Kiedy czuje się dumę z dobrych wyborów podejmowanych przez naszych wychowanków ,można stwierdzić, że dobrze wykonało się swoje zadanie. Wielu z nas, podsumowując życie, będzie patrzyło też na swoje dokonania, wycierając kurz z dyplomów czy nagród albo przeglądając zdjęcia dokumentujące nadzwyczajne osiągnięcia. Wszystko po to, by patrząc wstecz, umocnić się w przekonaniu, że nie zmarnowało się życia, że wysiłek i codzienne starania miały sens.

Gdy myślę o życiu chrześcijanina, czyli kogoś, „kto nie ma tu miasta trwałego” (Hbr 13,14), lecz jest wciąż w drodze do prawdziwego domu, „życie spełnione” jawi mi się jako coś więcej niż odłożone na starość oszczędności czy okraszone sukcesami curriculum vitae. Skoro „na końcu życia sądzeni będziemy z miłości” (św. Jan odKrzyża), to właśnie miłość powinna być owocem najbardziej przez nas wyczekiwanym, do którego poprowadzą nas codzienne decyzje.

Marianna Biernacka nie miała okazji cieszyć się z widoku otoczonego gromadką dzieci syna. Nie doczekała tego, co jest marzeniem wielu osób w podeszłym wieku – spokojnej starości. Najważniejszy z życiowych egzaminów zdała jednak na ocenę celującą. Idąc za Jezusem, nauczyła się kochać tak jak On, oddając z miłości życie za drugiego człowieka. Niezwykle przejmujące jest również to, że podobnie jak Maryja towarzyszyła swojemu synowi aż do śmierci. Dała mu życie, wychowała go, mieszkała wraz z nim i jego nową rodziną. Przeżywali razem pełną zwyczajnych obowiązków codzienność. Nie opuściła go nawet w tej ostatniej drodze, na której mogła być dla niego wsparciem i wypełnić swoje macierzyństwo w sposób najpełniejszy z możliwych. Jej przykład pokazuje, że „ludzkie więzy miłości” (Oz 11,4) to przestrzeń działania Boga. Miłości uczymy się w konkrecie życia, a trudno o lepsze pole treningowe w nabywaniu umiejętności kochania niż rodzina. To tu uczymy się rezygnowania z siebie, szanowania uczuć innych, podejmowania drobnych ofiar z miłości do drugiego. To tu, przez miłość do człowieka, uczymy się, jak kochać Boga. Pokazała to nie tylko śmierć, ale i całe życie Marianny, wypełnione zarówno obowiązkami rodzinnymi, jak i modlitwą.

Zamknięta w dusznej celi więzienia w Grodnie, śpiewała godzinki. Jedyną wiadomością, jaką przekazała rodzinie, była prośba o dostarczenie jej różańca. Wierzę, że na tej ostatniej drodze szła, ściskając go w ręce, tak jak ściska się dłoń matki prowadzącej bezpiecznie przez to, co trudne. Szła z odwagą, jaką daje nie tylko wiara w Boga, ale też wierność Jego najważniejszemu przykazaniu – przykazaniu miłości.

Jaka jest Twoja definicja spełnionego życia? W jaki sposób i w jakich relacjach na co dzień uczysz się miłości?

Maja Komasińska-Moller
Fragment książki "Ile lat ma Twoja dusza", napisanej przez obecnych i byłych twórców Theofeela
Więcej tekstów z tej serii znajdziesz tutaj