Od rana do nocy w kieracie

Pobudka przed szóstą. Szybkie śniadanie, kawa, potem przygotowanie dzieci do wyjścia z domu i trasa do przedszkola i szkoły. Później praca, zakupy, obowiązki domowe. Zmęczenie i planowanie kolejnego dnia. Budzik już nastawiony – znowu przed szóstą. Prysznic, miękka poduszka, natychmiastowe zapadnięcie w sen i… od nowa. Kolejny dzień, jeden za drugim, a wszystkie do siebie podobne.

Uderzyło mnie niedawno to, jak szybko w moim odczuciu zmieniają się pory roku. Obserwuję te zmiany głównie zza okna. Minęły czasy, gdy wracałam boso w czasie letniej burzy, skacząc po kałużach z przemoczonymi butami w ręku. Teraz jedynie przemykam szybko do samochodu, nie zwracając uwagi na zapach deszczu i wygląd burzowych chmur. Przestałam się też przyglądać roślinom kwitnącym jak co roku według tego samego porządku: przebiśniegi, krokusy, mlecze, niezapominajki, pachnąca po zmroku maciejka...

Szybkie tempo życia zabrało część mojej uważności. Jedyne, co dostrzegałam, to zachody słońca oznaczające zakończenie kolejnego dnia. Pewnego dnia przyszło jednak olśnienie – wpatrując się w znany krajobraz, oświetlony ciepłym, pomarańczowym światłem, postanowiłam coś zmienić. Choć nie mogłam zmniejszyć liczby swoich obowiązków, miałam przecież szansę na to, by zatrzymać się choć na chwilę, zachwycić światem i odnaleźć radość w drobiazgach.

Staram się codziennie wygospodarować czas na modlitwę i spotkanie z Bogiem, ale obowiązki zawodowe i coraz więcej spraw życia rodzinnego czasem mi w tym przeszkadzają. Spróbowałam więc narzucić sobie większą dyscyplinę w gospodarowaniu czasem po to, żeby wystarczało go nie tylko na aktywność, która pochłania większość mojej energii, ale również na refleksję i rozmowę z Bogiem. Jednak chociaż takie działanie ma sens i warto walczyć o specjalny czas na spotkanie z Jezusem, to w pewnym momencie coś całkowicie zrewolucjonizowało moje myślenie o modlitwie. Odkryłam, co kryje się za nieco dziwnie brzmiącymi słowami „kontemplacja w działaniu”.

Okazało się, że nie muszę przez część dnia być pochłoniętą obowiązkami Martą, by później zostawić wszystko i przejść w tryb rozmodlonej Marii. Wcześniej podejmowałam takie próby, ale to mnie przerastało. Jak miałam skupiać się na Słowie Bożym, skoro po zamknięciu oczu odruchowo wyobrażałam sobie, co muszę przygotować na śniadanie kolejnego dnia? W jaki sposób miałam słuchać Jezusa, gdy po chwili modlitwy byłam na granicy snu, bo zmęczenie dawało o sobie znać?

Rozwiązanie tego problemu okazało się prostsze, niż mi się wydawało. Nie musiałam niczego w sztuczny sposób zmieniać. Wystarczyło trochę inaczej pomyśleć o tym, co wypełnia mój dzień, a każdemu działaniu nadać odpowiednią intencję. Zobaczyłam, że mogę modlić się tym, co wypełnia moją codzienność – pracą, obowiązkami, spotkaniami z ludźmi. Szukałam obecności Boga w pięknie przyrody. Odkryłam, że gdy nie mam czasu na dłuższą rozmowę, mogę Mu wysłać duchowego SMS-a i kilka słów od serca. „Myślę o Tobie, Jezu. Pomóż mi teraz dobrze pracować”. To też jest modlitwa, nawet jeśli bardzo krótka i nie przynosi wielkich uniesień. Choć rzadko mam czas na adorację Najświętszego Sakramentu, Jego obecność mogę adorować w podobny sposób w każdym człowieku. I wystarczy tylko chwila, w której postanawiam okazywać drugiemu miłość i życzliwość.

W pismach św. Josemarii Escrivy znalazłam kiedyś takie słowa: „Piszesz do mnie w kuchni, przy piecu. Zaczyna się zmierzch. Robi się chłodno. U twego boku mała siostra – ta, która ostatnia odkryła «boskie szaleństwo» dogłębnego życia swoim powołaniem chrześcijańskim – obiera kartofle. Pozornie – myślisz – jej praca jest taka sama jak dawniej. Ale jest bardzo wielka różnica! – To prawda: dawniej «tylko» obierała kartofle; teraz się uświęca, obierając kartofle” (Bruzda). Takie podejście do życia nadaje sens każdemu małemu wysiłkowi. W tym, co otoczenie postrzega jako bardzo zwyczajne, można znaleźć okazję do okazywania miłości Bogu i bliźniemu. Nawet jeśli chodzi „tylko” o obieranie kartofli.

Pomyśl, w jaki sposób możesz modlić się, wykonując swoje codzienne obowiązki. Znajdź dzisiaj dziesięć minut, aby niezależnie od pogody i pory roku wyjść z domu i ucieszyć się pięknem świata.

Maja Komasińska-Moller
Fragment książki "Ile lat ma Twoja dusza", napisanej przez obecnych i byłych twórców Theofeela
Więcej tekstów z tej serii znajdziesz tutaj