Nic nie zmarnować

Jesteśmy dziś niezwykle zabiegani. Ciągle wszystko musi być „na już”, nie ma czasu do stracenia. Nie wiem, czy to pozostałość mentalności komunistycznej czy znaki naszych czasów, ale czasem wydaje mi się, że chcemy wyrabiać dwieście procent normy. Ja od lat opracowuję coraz to nowe schematy optymalizacji czasu i zasobów, by jak najwięcej zrobić. Rzadko zdarza mi się wykonywać tylko jedną rzecz na raz. Nie zabieram się za prasowanie, jeśli nie mam w tym czasie do przesłuchania czegoś na mp3 lub telefonu do wykonania. Kartkówki sprawdzam podczas oglądania wiadomości, a różaniec odmawiam w drodze po zakupy. Nie mogę sobie pozwolić na choćby odrobinę straconego czasu, bo przecież jest go wiecznie za mało. Pewnie można by to nawet nazwać dobrą organizacją i właściwym wykorzystywaniem okazji, ale czynie łatwo w ten sposób stracić z oczu to, co najcenniejsze?

Na sześć dni przed śmiercią Jezusa w Betanii miało miejsce wydarzenie opisane później przez trzech ewangelistów. U św. Marka czytamy historię pewnej kobiety, która nie zważając na uwagi obecnych gości, rozbiła flakonik z bardzo drogim olejkiem i namaściła nim stopy swojego Mistrza. Wszyscy dookoła się oburzyli, bo przecież zmarnowała tyle pieniędzy! Mogła je rozdać ubogim lub przynajmniej zainwestować w coś trwałego... Jezus nie tylko broni kobiety, ale mówi też o tym, że „gdziekolwiek po całym świecie głosić będą tę Ewangelię, będą również opowiadać na jej pamiątkę to, co uczyniła” (Mk 14,9). Potwierdza więc zdecydowanie, że ten gest miłości był znacznie cenniejszy niż drogi olejek.

Zastanawiałam się, skąd ta kobieta wiedziała, co robić. Dlaczego pozwoliła sobie na taką stratę? Odpowiedź znalazłam w Ewangelii św. Jana. Opisane zostało tam to samo wydarzenie. Czwarty ewangelista zdradza nam imię bohaterki – Maria. Tak,ta sama, która w Ewangelii św. Łukasza siedziała u stóp Jezusa i słuchała Go, podczas gdy jej siostra Marta uwijała się w kuchni, zdenerwowana, że została sama z przygotowaniami. Maria już wcześniej „obrała najlepszą cząstkę” (Łk 10,42) i teraz ponownie pokazała, że wie, co jest najważniejsze.

Świat dziś jest zdecydowanie światem Marty. Każe nam pędzić ku nowym wyzwaniom i nie przegapić w życiu ani jednej chwili. Może Marię postrzegamy jako leniwą, za mało pomocną i naiwną? Łatwo przypiąć jej łatkę osoby, która nie spełnia oczekiwań. A jednak to ją Jezus stawia za szlachetny wzór.

Syndrom niemarnowania czasu dopada nie tylko tych, którzy pną się po szczeblach kariery w korporacji, ale i mnie, zakonnicę próbującą służyć najlepiej innym. Może mi nawet trudniej wyrwać się z wiru pracy, bo tłumaczę sobie, że nic nie robię dla siebie, to innym jestem potrzebna. Pośród codziennego biegu zdarza się, że dochodzi do mnie cichy szept Jezusa. Podpowiada, bym dla Niego straciła kilka chwil. Bóg sprawi, że zainwestowany dla Niego czas zwróci się z nawiązką i zaowocuje stukrotnie. Trzeba jednak pozwolić, by On przejął stery. Pośród moich sióstr utarło się nawet powiedzenie: „Oddałam Jezusowi całe życie, czemu miałabym nie oddać Mu swojego kalendarza?”.

W jaki sposób spędzasz czas z tymi, na których najbardziej Ci zależy? Powierz Jezusowi swój kalendarz, kiedy poczujesz się przytłoczony przez wiele spraw.

s. Ewa Bartosiewicz RSCJ
Fragment książki "Ile lat ma Twoja dusza", napisanej przez obecnych i byłych twórców Theofeela
Więcej tekstów z tej serii znajdziesz tutaj