Prawo jazdy

„Najtrudniejszym zadaniem na drodze jest zorientowanie się, czy mam skręcić w lewo, czy w prawo” – stwierdziłam zrezygnowana w czasie kursu nauki jazdy, gdy po raz kolejny pojechałam w przeciwnym kierunku niż ten wskazywany przez instruktora. Jednak nie tylko rozróżnianie stron okazało się problemem. Na początku trudno było mi zwracać uwagę i na światła, i na znaki, i na to wszystko, co działo się w samochodzie (gdzie jest sprzęgło?! gdzie hamulec?!). Gdy dochodziły do tego jeszcze takie niuanse, jak inni użytkownicy ruchu i pierwszeństwo na skrzyżowaniu, chwilami sytuacja stawała się niebezpieczna.

Pierwsze chwile spędzone za kierownicą przyniosły jednak nie tylko stres, ale również refleksje na temat przestrzegania obowiązujących zasad. W pewnym wieku uważa się, że przepisy są po to, by je łamać. Nie ma problemu, gdy chodzi o jednorazowy wyskok na wagary. Gorzej jednak, gdy ktoś zdecyduje się jechać samochodem pod prąd. Nauka jazdy pokazała mi, że chociaż fajnie jest rozpędzić się na autostradzie do stu czterdziestu kilometrów na godzinę, to nie warto robić tego na polnej drodze łączącej małe kaszubskie wioski, bo na którejś z ogromnych dziur zgubi się koło. I chociaż na szczęście nigdy nie spowodowałam wypadku, to właśnie wtedy uświadomiłam sobie, że moje lekceważące podejście do rzeczywistości (albo luźne traktowanie obowiązujących zasad) może zaszkodzić nie tylko mnie samej, ale również innym.

To prawda, że w życiu trzeba sobie pozwolić na bunt, szukanie własnej ścieżki i kwestionowanie reguł, których sami nie rozumiemy, bo zostały nam narzucone przez innych. Jednak raczej dopiero z wiekiem zauważamy, że buntować trzeba się mądrze. Bunt powinien oznaczać walkę o to, co dobre i ważne, a nie tylko stawianie na swoim i dążenie do tego, by w każdym sporze mieć ostatnie zdanie. Z czasem dociera do nas też, że nasza wolność kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność drugiej osoby. Mogę nie zgadzać się z częścią przepisów ruchu drogowego, a jednakprzekraczanie dozwolonej prędkości czy ignorowanie czerwonego światła to coś więcej niż bunt. To głupota oraz narażanie zdrowia i życia innych osób.

W liceum reagowałam alergicznie na polecenia bezsensownego wkuwania na pamięć rocznika statystycznego w ramach przygotowań do lekcji geografii. Konsekwentnie odmawiałam zagłębiania się w matematyczne zawiłości równań, nierówności, ciągów i macierzy. Na okładce zbioru zadań I ty zostaniesz Euklidesem dopisałam: „Nie sądzę…”, a zadań uczyłam się na pamięć. Jednak gdy przygotowywałam się do egzaminów wstępnych na uczelnię medyczną, sama zdecydowałam się przełamać niechęć do matematyki. Spędzałam długie godziny nad zbiorem zadań z fizyki, a gdy na zegarku widziałam godzinę 12:56, myślałam: „O proszę, 4 razy pi” (4x3,14=12,56). Nie stało się tak dlatego, że nagle zapałałam miłością do przedmiotów ścisłych. Mój wcześniejszy bunt pomógł mi po prostu określić, co jest dla mnie ważne i o co chcę walczyć. W pewnym momencie okazało się, że to jest właśnie najlepsze określenie – walczyć nie tylko PRZECIWKO CZEMUŚ, ale przede wszystkim O COŚ.

Dobrze jest w jasny sposób określić i wyrazić to, z czym się zgadzamy, a co budzi nasz protest. Chwile, w których znajdujemy w sobie odwagę, by kwestionować narzucane nam rzeczy, niosą z sobą energię i skłaniają do działania. Pomagają nam też określić to, kim nie jesteśmy, a to czasem pierwszy krok do odkrycia swojej prawdziwej tożsamości. Skoro posiadamy własne zdanie, jesteśmy „jacyś” – konkretni, a nie nijacy, mamy też konkretne cele i chcemy o nie walczyć. Jeśli bunt prowadzi właśnie do poznania swoich pragnień i marzeń, a nie do walki z całym światem tylko po to, by wykrzyczeć swoje „nie, bo nie!”, to znaczy, że naprawdę może być dobry. Gdyby zabrakło niezgody na zapadające po zmroku ciemności, nie wymyślono by lampy naftowej i żarówki. Gdyby nie protest przeciwko niesprawiedliwości społecznej, kobiety do tej pory nie miałyby prawa wyborczego. Gdyby nikt nie kwestionował obecnego stanu, nigdy nie byłoby postępu w żadnej dziedzinie życia. Dobrze jest więc czasem się zbuntować – mądrze i z poszanowaniem wolności innych, ale też z odwagą!

Czy masz odwagę zadawać Bogu pytania dotyczące spraw (reguł, zasad, przykazań), których nie rozumiesz? Co budzi w Tobie bunt lub sprzeciw? Do jakiego działania popychają Cię takie uczucia i czy wynika z tego jakieś dobro?

Maja Komasińska-Moller
Fragment książki "Ile lat ma Twoja dusza", napisanej przez obecnych i byłych twórców Theofeela
Więcej tekstów z tej serii znajdziesz tutaj