Mutacja i trądzik

Poranek szczególnego dnia. Lekcje trzeba przetrwać, wytrzymać do wieczora. Wtedy odbywa się szkolna dyskoteka, na którą czekam od tygodnia. Niestety, poranne mycie zębów łączy się z przykrą niespodzianką – na środku czoła widnieje wielki czerwony pryszcz! Akurat tego dnia! Dlaczego?

Nastolatek wchodzi w dorosłość, przeżywając burzę emocji. Ciągle coś go zaskakuje. Tuż przed historiami z trądzikiem straciłem przecież chłopięcy głos pozwalający mi przez pewien czas śpiewać w dziecięcym chórze. Zanim zacząłem mówić głosem właściwym mężczyźnie, musiałem przejść czas skrzeczenia, zwany życzliwiej mutacją.

Rewolucja w sposobie widzenia świata, walka o swoją autonomię, zmiany w ciele, odkrywanie seksualności, pierwszy zarost i nauka golenia się, zachwianie samooceny oraz wiele innych doświadczeń i procesów nachodziło na siebie. Dotykały emocji, których nie byłem świadomy. Wiedziałem, że coś się zmienia. Miałem poczucie, że mogę zdobyć cały świat, a zarazem mierzyłem się z przeszkodami codzienności, jak choćby ten wielki pryszcz na czole w dniu wyczekiwanej dyskoteki.

Kto jest obrazem pryszczatego nastolatka w życiu duchowym? Neofita! W podstawowym znaczeniu tego słowa to ktoś, kto niedawno przyjął jakąś wiarę. W chrześcijaństwie oznacza to włącznie takiego człowieka do Kościoła poprzez chrzest. W katolickiej Polsce częściej jednak odnosi się do osób, które doświadczyły głębokiego nawrócenia w swoim życiu. Wcześniej mogły nazywać siebie chrześcijanami, a nawet co niedzielę pojawiać się na Mszy Świętej, ale dopiero po przeżyciu doświadczenia duchowego zaczęły wierzyć świadomie. Tyle że, mimo zaangażowania właściwego temu okresowi, doświadczają trudności. Nic dziwnego! To normalne na tym etapie.

Droga z Bogiem jest nieco inna dla każdego, ale pewne reguły naszego życia duchowego opisuje wielu świętych i mistrzów życia modlitwy. Wspólne cechy charakteryzują też neofitów. Właśnie odkryli nowy wymiar swojego życia i zachwycili się Bogiem, którego osobiście doświadczyli. Są zazwyczaj pełni energii i ochoty do opowiadania innym o swojej wierze. Chcą „przenosić góry” w ewangelizacji, reformować świat i Kościół. Chcą szybko dotrzeć do wielu, żeby doświadczyli tego, co ich samych zmieniło. Są nastolatkami życia duchowego: pełni dobrych pragnień, ale i niecierpliwi, niekiedy nie zdają sobie sprawy z ograniczeń rzeczywistości. Po latach życia bez Boga, „głodni wewnętrznie”, uczą się kilku nowych form modlitwy naraz. Mają gorące serca, ale brakuje im dojrzałości duchowej, brakuje im dystansu.

Jako że większość takich osób potrzebuje czasu, by ich wiara okrzepła, praktyką wspólnoty Kościoła jest zapewnienie im okresu przejściowego. Choć często garną się do działania i brania odpowiedzialności, zazwyczaj odradza się powierzania im funkcji liderów wspólnot. Powodem nie jest brak wielkich pragnień. Muszą po prostu dojrzeć w swojej relacji z Jezusem.

Ten okres możemy porównać do mutacji. Młody chłopak, którego głos się zmienia, nie kontroluje go w pełni – raz mówi zbyt głośno, raz tylko cicho, raz zaskoczony jest skrzeczącym brzmieniem, a innym razem ma trudność z wydobyciem z siebie jakiegokolwiek słowa poza szeptem. Neofici często formułują mocne opinie, ufają prostym odpowiedziom i szukają natychmiastowych rozwiązań. Jeśli dojrzewają w dobry sposób, najlepiej z towarzyszeniem mądrego kierownika duchowego, nie stracą gorliwości. Staną się bardziej doświadczeni i roztropni.

Potrzeba też czasu, żeby przezwyciężyć trudności związane z tym, co możemy nazwać duchowym trądzikiem. Złe nawyki poprzednich lat, grzechy i przywiązania zawsze powracają po pierwszym zachwycie życia wiarą. Są uporczywymi śladami na duchowej skórze – nikt ich nie chce, ale i tak niepokoją. Niekiedywracają jako wyrzut sumienia czy skrupuły, a niekiedy jako słabość woli po latach przyzwyczajenia do życia w grzechu. Doświadczenie osobistej niedoskonałości i potrzeby wiernego odnawiania przymierza z Jezusem każdego dnia uczy pokory. Bez niej widzimy raczej chrześcijańskiego fundamentalistę niż naśladowcę Chrystusa, który daje się poprowadzić na krzyż. Dopiero uporządkowanie bałaganu w sobie prowadzi nowo nawróconego do postawy apostoła gotowego głosić Ewangelię. Nie osądzając innych, będzie mógł opowiadać o dobroci i miłości Boga.

Czy wydaje Ci się, że jeśli jesteś długo przy Jezusie, to właściwe neofitom zasady cierpliwego dojrzewania w życiu duchowym Cię nie dotyczą? Niekoniecznie! Wielu z nas doświadcza kilku etapów nawrócenia w swoim życiu. Za każdym razem ma się wrażenie, że to już to właściwe i ostateczne. Wtedy może budzić się wielka gorliwość w wierze, pozbawiona jednak pokory i mądrości. Najłatwiej to zidentyfikować po odczuwanej niecierpliwości. Dobre przeżycie takiego okresu będzie natomiast oznaczało przeciwieństwo – cierpliwość. Ona nie odbierze ognia wiary, ale pozwoli na spokojne pytanie Boga, jak On chce, żebym z Nim współpracował w świecie. Nie szkodzi, że to nieco potrwa. Mutacja wszak nie będzie trwała wiecznie, a pryszcz z czoła zniknie jeszcze szybciej.

Jak radzisz sobie z okresami, kiedy przechodzisz ze starego do nowego etapu lub rozpoczynasz całkiem nowy? Czy to dla Ciebie bardziej wyzwanie czy przerażająca konieczność? Jak wcześniejsze doświadczenia mogą Ci pomóc w przyszłości? Co pomaga Ci być cierpliwym? Jak doświadczasz Boga w sytuacjach, kiedy czekanie jest dla Ciebie trudne?

o. Piotr Kropisz SJ
Fragment książki "Ile lat ma Twoja dusza", napisanej przez byłych i obecnych twórców Theofeela
Więcej tekstów z tej serii znajdziesz tutaj