Cukierki dla Simona

Simona spotkałem w Nyahururu, w Kenii. Był jednym z czterdziestu mieszkańców ośrodka dla dzieci z wirusem HIV, kierowanego przez włoskiego księdza. Ten dziewięciolatek trzymał mnie za rękę i oprowadzał po swoim świecie. Pokazywał mi wieloosobową salę, w której spał, i miejsce, gdzie mieszkały zwierzęta. Nikt nie zgadłby, że jest nosicielem śmiercionośnego wirusa, bo tryskał energią, często się uśmiechał, a jego oczy błyszczały podczas spotkania z drugim człowiekiem. W czasie mojego krótkiego pobytu w jego miasteczku, znajdującym się prawie idealnie na równiku, polubiliśmy się na tyle, że prawdopodobnie zapamiętam go już na zawsze. 

Do środkowej Kenii wyjechałem z grupą warszawskich studentów w ramach programu Magis. To doświadczenie międzynarodowe oparte jest na duchowości ignacjańskiej. Zakłada zmierzenie się z nowymi zadaniami i odnajdowanie Boga w przeżywanych wydarzeniach, osobach, emocjach i słowach. W Nyahururu odwiedzaliśmy domy zamieszkiwane przez osoby niepełnosprawne czy dzieci ulicy, jednak wizyta w domu dla dzieci zarażonych wirusem HIV stała się największym wyzwaniem dla większości studentów z różnych krajów, którzy przeżywali tu swoje doświadczenie programu Magis. Lęk przed chorobą okazywał się silniejszy niż wiedza o tym, że nie zarazimy się poprzez zwyczajny dotyk czy jedzenie z jednej misy. Moje osobiste obawy były nieco inne, bo pierwszy kontakt z nosicielami HIV miałem wiele lat wcześniej, w Polsce. Bałem się natomiast, że to miejsce będzie przygnębiające, mroczne i pozbawione nadziei. Wcześniej odwiedziłem już kilka domów dziecka i głód choćby namiastki miłości zawsze głęboko mnie zasmucał. Wszelkie obawy i negatywne wyobrażenia okazały się jednak całkowicie błędne. Dom dla dzieci chorujących na AIDS, zazwyczaj sierot, gdyż ich rodzice – najczęściej nosiciele wirusa –  umarli, prowadziły osoby tak ofiarne i mądrze wierzące, że określenie „dom” wcale nie było na wyrost. Mieszkający tam opiekunowie, osoby zatrudnione i wolontariusze nie mogli, rzecz jasna, zastąpić rodziców, ale stworzyli prawdziwą wspólnotę – może inną od tradycyjnej rodziny, jednak wypełnioną dobrocią i ujmującą zwyczajnością, których niekiedy brakuje w tak zwanych normalnych domach.

W tym miejscu, pełnym pokoju i radości, doświadczyłem czegoś,  co w szczególny sposób zachowało się w mojej pamięci. Każda z kilkunastu osób uczestniczących w programie Magis spędzała czas z tymi samymi dziećmi. Łatwo dało się zauważyć, że malcy sami o to dbali. Simon „wybrał” mnie. Kiedy przychodziłem, natychmiast pojawiał się obok – pewnie czuł, że bardzo go polubiłem. Był chłopcem energicznym, radosnym, ale zarazem stanowczym i dojrzałym jak na swój wiek. Przy ostatniej bodajże wizycie przyniosłem mu torebkę cukierków, najlepszych, jakie udało mi się kupić. Zadbałem o to, by je dostał, gdy nie będzie wokół niego innych dzieci – chciałem go w ten sposób wyróżnić i sprawić mu radość. Wyraźnie powiedziałem, że są dla niego. Simon jednak nie potrafił myśleć w kategoriach, które podpowiadało mi moje skorumpowane serce! Natychmiast pobiegł z cukierkami do innych dzieci, rozdał wszystko i wrócił do mnie uśmiechnięty.
 
To ten młody chłopak rozumiał Jezusa i Jego nauczanie. Ja, młody ksiądz, nauczający gorliwie z ambon o prawdach Ewangelii, rozminąłem się z tym, co najważniejsze w słowach Jezusa. Simon żył Bożą logiką tak spontanicznie i naturalnie, jakby prawidła Królestwa Niebieskiego były dla niego oczywistością. Ani przez chwilę nie pomyślał o cukierkach jako prezencie tylko dla niego. Nie musiał się trudzić, żeby podjąć decyzję o podzieleniu się z innymi. Ten, kto ma czyste serce, wie, co robić. I to w pewnym momencie przychodzi mu bez wysiłku. W życiu duchowym używamy tu słowa „cnota” – coś tak wyraźnie staje się dla nas oczywiste, że bez trudu podejmujemy dobre wybory. Nie trzeba znać teorii, żeby to praktykować. Duchowo jednak trzeba się stać takim dzieckiem jak Simon. 
 
Jak często dziękujesz za to, co masz? Co czujesz na myśl, że żadna rzecz na świecie nie jest tylko Twoja? Czy to uczucie bliższe jest przerażeniu lub rozpaczy czy też lekkości i wolności?
 
o. Piotr Kropisz SJ
Fragment książki "Ile lat ma Twoja dusza", napisanej przez byłych i obecnych twórców Theofeela
Więcej tekstów z tej serii znajdziesz tutaj