Pan Bóg o mnie zapomniał, czyli kilka pomysłów na to, jak nie umrzeć z głodu

 

W studenckich czasach prowadziłam dość intensywne życie, co czasem wpływało znacząco na stan mojego konta… I nieprawda, że wydawałam kasę tylko na imprezy, bo przeznaczałam ją również na wydatki dużo bardziej kulturalne – ot jak chociażby lekcje języka włoskiego, którego zresztą do dzisiaj się nie nauczyłam. Tak czy inaczej jednak, pod koniec miesiąca przychodził taki czas, w którym czasem musiałam zdobywać się na kreatywność, wymyślając chociażby „festiwal naleśników” czy maraton „trzysta pożywnych dań z ziemniaka”. I te umiejętności – przygotowywania dań na zasadzie „coś z niczego” – przydają mi się do dzisiaj. Nie tylko w kuchni.

Macie czasem takie dni, kiedy czujecie duchowy głód? Kiedy burczy w brzuchu i jest bardzo źle, a w lodówce pustki, nie licząc pięciu kilogramów ziemniaków? Głupotą byłoby w takim momencie, w ramach buntu przeciwko głodowi, przestać jeść, prawda? Taką samą głupotą jest rezygnacja z modlitwy w czasie, kiedy nie czujemy Bożej obecności, kiedy wydaje się że On milczy, że zostaliśmy sami i… umieramy z głodu. A skoro w takim czasie trudno się modlić, trzeba – jak student pod koniec miesiąca – wysilić się na kreatowność. (I tak – wysilić się – to dobre słowo).

Oto kilka moich pomysłów na to, jak nie umrzeć z głodu.

Doceń smak

Kipeski dzień sprawia czasem, że nic nam nie smakuje… Lekarstwem na to nie jest wcale zmiana diety, tylko zauważenie tego, co otrzymaliśmy – co było dobre, co ucieszyło, przyniosło pokój. Jeśli trudno ci się modlić, taka lista dobrych (nawet drobnych) rzeczy może być pierwszym krokiem do modlitwy. Jeśli wydaje ci się, że Bóg o tobie zapomniał, że jest daleko, że nic Go już nie obchodzisz, wśród wydarzeń tego dnia możesz odnaleźć dowody na to, że tak nie jest. Że matka może zapomnieć o swoim niemowlęciu, ale On nie zapomina nigdy – czego dowodem jest to, że istniejesz, a On to istnienie podtrzymuje swoją Miłością.

Jeśli nie umiesz się modlić – zacznij od dziękczynienia. I nawet jeśli wydaje ci się to nieporadne lub sztuczne, nie poddawaj się. Modlitwa wdzięczności, modlitwa uwielbienia jest dobra na każdy czas.

Posłuchaj mistrzów kuchni

Oglądanie programów kulinarnych pokazuje mi, że dla prawdziwych mistrzów kuchni nie ma ograniczeń – oni naprawdę potrafią wyczarować niesamowite danie z najprostszych składników. Podobnie jest z tymi, którzy swoje życie przeżyli w bliskości z Bogiem i mogą podzielić się swoimi mistrzowskimi pomysłami. Nie potrafisz znaleźć w sercu odpowiednich słów. Może więc inspirację znajdziesz w modlitwach ulubionego świetego? A może sięgniesz do Księgi Psalmów, gdzie znajdziesz 150 Wspaniałych Modlitw na Pogode i Niepogodę (Ducha)?

Używaj ulubionych przypraw

W trudnym czasie nie dokładaj sobie niepotrzebnych ciężarów. Jeśli jakaś forma modlitwy ewidentnie ci nie odpowiada, nie próbuj się do niej przekonywać w tym okresie. Pomyśl raczej o tym, co ułatwia ci spotkanie z Bogiem. Masz swój ulubiony obraz Jezusa? Spróbuj skupić na nim swoją uwagę i zobaczyć, czy nie będzie ci łatwiej. A może lubisz modlić się śpiewem? Może w skupieniu pomoże spokojna muzyka albo kanony z Taize? Albo spokojny spacer i spędzenie czasu poza zgiełkiem miasta?

Nie jedz zbyt późno

Ta rada dotyczy zdrowego odżywiania – zbyt późne spożywanie posiłków zaburza trawienie, sprzyja przybieraniu na wadze itede itepe. W przypadku modlitwy to nam oczywiście nie grozi, a jednak odkładanie jej na ostatnią część dnia może sprawić, że pokona nasz zmęczenie. I chociaż sama z przekonaniem śpiewam „niech Cię nawet sen nasz chwali”, naprawdę warto zarezerwować dla Boga czas, w którym nie będzie nam groziła utrata przytomności z powodu przemęczenia. A skoro w przypadku modlitwy nie grozi nam przejedzenie, można zaryzykować coś więcej niż tylko jeden posiłek dziennie. Chwila modlitwy uwielbienia w środku zabieganego dnia, krótkie ale szczere „Chwała Ojcu i Synowi”, gdy coś cię ucieszy, zapraszanie Pana Boga do przygotowywania śniadania, do obowiązków w pracy, do wieszania prania i zmęczenia po całym dniu – modlitwa nieustanna i nieustannie sycąca. I bardzo naturalna.

Nie umrzesz z głodu

Tak naprawdę wszystkie te porównania są bardzo nieporadne. A najważniejsze jest to, że On nas karmi – zawsze do syta, zawsze tym co najlepsze. Jego troskliwość daje niezliczone dowody na to, że nie pozwoli nam umrzeć z głodu, naprawdę. Czasami jednak potrzebuje odrobiny naszego zaangażowania i kreatywności. Czasem przychodzi czas, kiedy możemy pokazać, że naprawdę nam zależy. Nie tylko na duchowych słodyczach, ale przede wszystkim na Nim, na Jego obecności, na byciu z Nim. Przy jednym stole, a więc blisko.

Niezależnie od tego, co na talerzu.

Majka Moller