Pułapka na singli

To nie będzie kolejny artykuł o tym, dlaczego lata mijają, a niektórzy z nas wciąż nie mogą związać się na poważnie. Nie będę szukała odpowiedzi na to, czy faktycznie wszyscy porządni mężczyźni i kobiety są już zajęci, a na rynku zostały tylko marne resztki z poważnymi problemami emocjonalnymi. Chcę poruszyć zupełnie inny aspekt niechcianej samotności. Moim zdaniem, w dzisiejszych czasach na wszystkich singli czyha bowiem bardzo subtelna pułapka. Szatan nie chce, żebyśmy naprawdę kogoś kochali, bo to zbliża nas do Boga i zastawia sidła, w które wpada wielu niczego nieświadomych śmiertelników.

Obecnie bardzo podkreśla się znaczenie niezależności. Dużo mówi się o tym, że kobiety nie powinny być zależne finansowo, emocjonalnie ani w żaden inny sposób od mężczyzn, rodzice nie powinni ograniczać wolności swoich dzieci. Szef, nauczyciel, ksiądz, polityk, nikt nam nie może mówić jak mamy myśleć i postępować. Posiadamy własny rozum, mamy swoje plany i jesteśmy najlepszymi ekspertami od samych siebie. Wszędzie słyszymy, że przysługuje nam prawo do decydowania o sobie, do rozwoju, podróżowania, studiowania, poznawania nowych rzeczy. Nikomu nie wolno dyktować nam warunków ani narzucać sposobu, w jaki mamy żyć. Przecież każdy ma swoją drogę. Ciężko z tym polemizować i dlatego tu właśnie znajduje się mały haczyk. W tym dyskursie bowiem stosujemy zamiennie słowa wolność i niezależność. To miejsce, gdzie zaczepia się zły i zaczyna mieszać. Bo tej samej terminologii zaczynamy używać w odniesieniu do relacji międzyludzkich. A w istocie, w odniesieniu do przyjaźni i miłości, te dwa pojęcia oznaczają zupełnie co innego. Przyjrzyjmy się bliżej temu zagadnieniu.

Niezależność to samowystarczalność, niepodporządkowywanie się nikomu. To sytuacja, w której nikt ani nic nas nie determinuje, nie ogranicza i przed nikim nie musimy się tłumaczyć. Wolność z kolei to brak przymusu, możliwość podejmowania decyzji zgodnie ze swoją wolą. Ona pozwala nam wyrazić swoje poglądy, przekonania, a kiedy trzeba, również swój sprzeciw. Te dwa pojęcia wydają się na pierwszy rzut oka podobne, jednak w kontekście miłości niosą za sobą skrajnie różne konsekwencje.

Miłość i niezależność wykluczają się wzajemnie, z kolei miłość i wolność - dopełniają. Nie da się równocześnie kochać i być samowystarczalnym, albowiem miłość jest pewną formą zależności. To w końcu sytuacja, gdzie oddajesz się drugiej osobie, zależy ci na niej i zależysz od niej. Nie ma prawdziwej, głębokiej, mocnej relacji bez jakiejś formy zależności. Zależności, która nie jest przymusem i nie jest nam narzucana, ale którą sami wybieramy w wolności. Dla kogoś wyjątkowego decydujemy się na rezygnację ze swojej kompletnej i totalnej niezależności. Bo czy dobry rodzic może być niezależny od dziecka, a kochający mąż od żony? Gdy ktoś naprawdę jest ci drogi, to czy możesz być od niego niezależnym, nie brać pod uwagę jego potrzeb i ograniczeń? To oczywiste, iż uwzględniasz w planach szczęście męża, przyjaciela, dziecka. Działasz tak, aby on czuł się z tobą dobrze. Kochanie to nie obserwowanie drugiego przez szybę lub pozwalanie mu na zerkanie do twojego świata jedynie przez dziurkę od klucza. Jeżeli kogoś kochasz, podejmujesz ryzyko, bo ta druga osoba może cię odrzucić lub przygarnąć. Otwierasz się przed nią, dajesz jej swoje serce licząc się z tym, iż możesz zostać zraniony. Dajesz jej w pewnym sensie władzę nad sobą. Oczywiście, nie mówię tutaj o toksycznych, niezdrowych relacjach, gdzie krańcowo traci się zależność, stając  się uległym, zdanym jedynie na wolę i chęci partnera. Nie takiej miłości chce dla nas Bóg.

 Spójrzmy na postawę Stwórcy wobec człowieka, która jest miłością w czystej postaci. On dał się dla nas upokorzyć i zabić w haniebny sposób, przeznaczony dla najgorszych zbrodniarzy. Nie oczekiwał niczego, poza namiastką wzajemności. Nigdy też niczego nie wymuszał i dalej nie wymusza, szanując naszą wolność. Bo miłość i wolność są ze sobą nierozerwalnie związane. Nie można zmusić kogoś, aby nas kochał. Jeżeli w relacji ktoś cię tłamsi, poniewiera, niszczy, nie daje ci prawa wyboru, to po prostu nie kocha. Kocham i jestem wolny, ale dla tej osoby zawieszam moją niezależność. Szanuję jej plany, pragnienia, potrzeby, ograniczenia, a ona moje. Ja daję jej swoje serca, ona odwzajemnia się tym samym.

Jeżeli miałabym dopasować jakieś uczucie, które mogłoby iść w parze z niezależnością, to byłaby to pewnie obojętność. Kiedy jesteś niezależny, inni ludzie mogą być obok, o tyle, o ile nie zaburzają twoich planów i dopasowują się do twoich pragnień. Emocjonalnie jesteś bardzo zdystansowany i odległy. Sam dla siebie jesteś sterem i okrętem, sam sobie wystarczasz, wydaje się, że nie potrzebujesz nikogo. To postawa skrajnie egocentryczna i egoistyczna.

 Panicznie boisz się utraty swojej przestrzeni? Czujnie patrzysz, czy twoja druga połówka cię w żaden sposób nie ogranicza? Przeraża cię perspektywa posiadania dzieci i rezygnacja z siebie? Wpadłeś w sidła szatana. Jego marzeniem jest, żebyś był obok drugiego, ale nie blisko niego. Pragnie, żeby każdy z nas miał swój własny, oddzielny świat, w którym jest panem i do którego nikogo nie zaprasza. Diabeł chce nam wmówić, że wystarczą pozory bliskości, bo prawdziwa miłość nam zagraża i odbiera wolność. To nieprawda. Odbiera pełną niezależność, ale nie wolność. A kto naprawdę nie kocha, zawsze jest samotny, wyizolowany i co za tym idzie, niespełniony. Zaczyna szukać tego spełnienia w używkach, pracy, podróżach, zabawie, nauce. Błądzi i oddala się od Boga, czego właśnie chce dla nas diabeł. Zatem odwagi! Kochajmy i dajmy się kochać. Naśladujmy Jezusa, a nie zawiedziemy się.

Magdalena Godlewska
https://smutnykatolik.wordpress.com/