Miłość

„Kto powie nam, co to jest miłość? Czy tylko ten ją zna, kto kochał sam?” – Zastanawiała się przed laty Anna Jantar. I choć może się wydawać, że odpowiedzi na te pytania są oczywiste, w praktyce przysparzają nam sporo problemów. Czy rzeczywiście musimy dowiedzieć się od kogoś, czym jest miłość, czy możemy odkryć ją sami? Zwłaszcza jeśli nie doświadczyliśmy jej bezpośrednio… Ale to wcale nie oznacza, że nie możemy nauczyć się kochać! Droga do naszego serca bywa nieraz kręta i wyboista, jednak każdy może otworzyć się na miłość, która uskrzydla, dodaje energii i jest źródłem naszej siły.

W poszukiwaniu miłości

Myślę, że każdy z nas definiuje miłość na swój sposób. Słusznie, ponieważ żadna – nawet najmądrzejsza – książka nie powie nam, w jaki sposób mamy kochać drugiego człowieka. Tę wiedzę czerpiemy z naszych doświadczeń w relacjach z bliskimi osobami. Każda z nich jest zupełnie unikatowa, dlatego trudno wskazać ogólne zasady budowania więzi międzyludzkich. Chociaż… Bardzo ważne jest to, abyśmy opierali je na prawdzie, na naszych zaletach i wadach… Nikt z nas nie jest przecież idealny. A kłamstwo, „przypudrowany” wizerunek nas samych, prędzej czy później zostanie obnażone. Nasza relacja może nie przetrwać tego doświadczenia lub – wręcz przeciwnie – będzie to szansa na zbudowanie jej na właściwych podstawach.

Muszę przyznać, że z pewną rezerwą, niedowierzaniem, ale i uśmiechem śledziłem wypowiedzi ludzi w Internecie, którzy próbowali rozsądzić kogo wolno nam… kochać. I tak – dla przykładu – okazywanie sobie serdeczności w relacji damsko – męskiej oznacza jedno – zawoalowane pożądanie. Z kolei para bliskich przyjaciół (przede wszystkim mężczyzn) została uznana przez anonimowych „ekspertów” za homoseksualistów. To w zasadzie oznacza, że możemy „bezpiecznie” kochać tylko członków naszych rodzin! Cóż, internetowe fora nie są najlepszym źródłem informacji… Bo gdzie w tych wszystkich „zaleceniach” miejsce na słowa Jezusa?  Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego. Nie ma innego przykazania większego od tego (por. Mk 12, 29-31). Możemy więc miłować osoby z nami spokrewnione jak też przyjaciół czy kolegów i koleżanki z pracy. Wystarczy sobie tylko na to pozwolić.

Potęga emocji

Szkoda, że tak mało mówimy o naszych uczuciach. Może nie jesteśmy do tego przyzwyczajeni? Może wstydzimy się ich? Słowa też są istotne w budowaniu bliskich, intymnych relacji. Chyba każdy z nas potrzebuje zapewnienia o tym, że jesteśmy dla kogoś ważni… Nie za to, co robimy, i w jaki sposób, ale za to, jacy jesteśmy.

Wierzę głęboko, że miłość do drugiego człowieka bierze swój początek w przyjaźni (niektórzy mogą je mylić z przyzwyczajeniem). Chodzi tutaj o dzielenie się tym, co jest dla nas ważne – wrażeniami z nowej pracy, refleksjami po obejrzanym filmie albo doświadczaniu Boga. Otwieramy przed kimś bliskim serce, pozwalając, aby przeżywał z nami nasze radości i smutki, marzenia i tęsknoty, sukcesy i porażki. To bardzo zbliża. Dzięki temu ta osoba staje się częścią naszego życia. Na myśl o spotkaniu z nią odczuwamy przyjemne mrowienie w sercu…

Wartościowa relacja pozwala nam wzrastać, a bliskość drugiego człowieka buduje nas, nie niszczy. Mobilizuje do tego, abyśmy stawali się najlepszą wersją samych siebie. Ona inspiruje do zmian. Cenna jest już sama obecność ważnej dla nas osoby i jej zainteresowanie, kiedy opowiadamy o tym, co jest dla nas trudne. Często wystarczy bycieze sobą i świadomość, że jesteśmy w tej chwili przyjęci z naszą słabością.

Równie ważny jest szacunek dla odmienności drugiej osoby, do wyborów, które nie zawsze muszą być zgodne ze światem naszych wartości. Bliskość nie polega wcale na tym, że budujemy relacje wyłącznie z ludźmi, którzy myślą i postępują w ten sam sposób, co my! Możemy okazywać sobie wzajemny szacunek w naszej różnorodności. Nie wszystko musi nam się podobać w innym człowieku i pamiętajmy, że ta zasada działa również w drugą stronę.

Występowanie różnic pomiędzy ludźmi może prowadzić do nieporozumień czy kłótni, w których pierwsze skrzypce odgrywają emocje. To – wbrew pozorom – bardzo dobra wiadomość, ponieważ one cementują relację. Myślę, że właściwą miarą bliskości jest to, na ile możemy pozwolić sobie na przeżywanie emocji w obecności drugiej osoby. Jeżeli jesteśmy akceptowani z naszymi uczuciami, zbliża nas to do drugiego człowieka i powoduje, że nasza relacja będzie pełniejsza. Wtedy też okaże się, że niepostrzeżenie ktoś stał się dla nas niezwykle ważnym elementem naszego życia i zaczynamy go kochać.

Jego miłość

W ciągu naszego życia uczymy się kochać drugiego człowieka, siebie i Boga. W ten sposób poznajemy różne oblicza miłości. Osobiście mam szczególny sentyment do miłosiernego wyobrażenia Chrystusa, który daje nam to, czego potrzebuje każdy człowiek – bezwarunkowe przyjęcie, dobroć i łagodność. Jego spojrzenie nie osądza (jakże często jesteśmy dla siebie najbardziej bezwzględnymi sędziami!), ale zachęca nas do nawrócenia się i trwania razem z Nim. Najpiękniejsze jest to, że mamy bardzo wiele szans, aby zmienić swoje życie i przylgnąć do Jego serca. To właśnie w tej głębokiej, osobistej relacji możemy poznać jak bardzo jesteśmy Mu bliscy. W końcu z miłości do nas ofiarował swoje życie na krzyżu, abyśmy mieli życie wieczne.

Niejednokrotnie stawiamy przed sobą mnóstwo warunków, których spełnienie ma nas uczynić godnymi relacji z Nim! Oczywiście, ważne jest to, abyśmy trwali w stanie łaski uświęcającej i dążyli do wyplenienia grzesznych uczynków z naszego życia. Gorzej, jeśli nawracamy się po to, żeby zasłużyć na Jego miłość, a przecież ona jest całkowicie darmowa. Gdybyśmy byli bez skazy i nie upadali pod codziennym zmaganiem z krzyżem naszego życia, Jego obecność w naszym życiu byłaby zbędna… W końcu „Nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają” (Mt 9,12).

Bywa również tak, że kiedy mamy się źle, nie chcemy przeżywać naszych smutków i boleści, dlatego próbujemy się od nich odciąć. Czy skutecznie? Na szczęście nie… Ale kiedy uciekamy przed swoimi emocjami, uciekamy również przed spotkaniem z Chrystusem w naszej biedzie. On nas przecież zaprasza do tego, abyśmy przed Nim wylewali swoje serca i szukali ukojenia. Chce obmyć swoją świętą, przelaną za nas krwią nasze rany i zanurzyć je w zdroju swojego miłosierdzia. Czy chcemy Mu na to pozwolić? Drugi człowiek nigdy nie zaspokoi w pełni naszych potrzeb. Tylko w relacji z Jezusem możemy doświadczyć pełni życia i nasycenia. Kto raz doświadczył Jego miłości, będzie do Niego wracać. Bez końca.

Ufaj mu, Kościele, w każdym czasie,
wylewajcie przed Nim serca wasze.
Ludzie lżejsi niż tchnienie,
tylko w Bogu jest zbawienie.

(„Ukojenie” z repertuaru zespołu TGD, na podstawie Psalmu 62)

Przemek Sobolewski