„Co ja robię tu”

Pamiętam jak na zajęciach z biochemii prowadzący, zauważywszy moje lekkie zdezorientowanie, zanucił słowa znanej piosenki „co ja robię tu”. Rzeczywiście stresowałam się ćwiczeniami w laboratorium, gdzie oficjalność białych fartuchów i lęk przed nieodwracalnością procesów chemicznych doprowadzały do mnie do osłupienia. Wiedziałam, że za pierwszym razem muszę należycie spełnić swoje zadanie, dla dobra nie tylko własnego, ale i otaczających mnie osób. Dodatkowo bardzo często na danych zajęciach mieliśmy wejściówki z materiału, który miał być zrealizowany dopiero po napisaniu odpowiedzi na zadane pytania.

„Nie żyje się, nie kocha, nie umiera na próbę”. Jan Paweł II uzmysławia nam, że nie mamy próby generalnej przed naszym życiem. Musimy być świadomi podejmowanych przez nas decyzji, bo często wpływają one nie tylko na nas, ale i na nasze otoczenie. Oczywiście jesteśmy tylko ludźmi i mamy prawo do popełnienia błędów. Dlatego korzystajmy z sakramentu pokuty i pojednania. To niesamowita łaska, która pomaga nam w pewien sposób zacząć od nowa, bo Jego Miłosierdzie jest większe od sprawiedliwości.

Ojciec Szustak wyjaśnia, że istnieje w nas dziura, którą może wypełnić tylko Bóg. Żadna ziemska przyjemność nie da nam prawdziwego szczęścia. Zaś to ostatnie osiągniemy, gdy odkryjemy i będziemy starali się wypełniać swoje powołanie. Jak to jest? Pan Bóg narzuca nam z góry swój plan i mamy się dostosować, bo jak nie, to będziemy nieszczęśliwi do końca życia? - niekoniecznie.

Myślę, że odnalezienie swojego powołania jest jednym z najtrudniejszych zadań jakie zostało nam powierzone. Często przystajemy na to, co zastaliśmy, bo boimy się ryzyka lub po prostu nie chce nam się niczego zmieniać. Czasami miewamy wyrzuty sumienia lub myśli o dawnych ideach, ale zagłuszamy je całą paletą przyjemności, którą oferuje nam świat. Na jakiś czas to nam wystarcza, aż do momentu kiedy znowu myślimy sobie, że stać nas na więcej. Albo idziemy w tym kierunku, albo znowu „zapychamy” się substytutem szczęścia, tworząc ciąg przewidywalnych zdarzeń.

Załóżmy jednak, że podjęliśmy walkę o własne szczęście, chcąc poznać (mówiąc górnolotnie) sens swego istnienia. Podobno Bóg schował w nas perłę, którą jest nasze powołanie. Nie jest łatwo do niej dotrzeć. Mamy do tego dorastać. Nasze powołanie jest zapisane w nas, a odkrywając je, otwieramy drzwi do życia, dla którego jesteśmy stworzeni. Bóg jest szczęśliwy wtedy, kiedy my jesteśmy szczęśliwi. On nie chce na siłę zamykać nas w klasztorze, zakładać habitu, czy doprowadzać do małżeństwa. Każda droga jest piękna, tak jak i wyjątkowa, bo każdy z nas jest inny. Poza tym powołanie to nie tylko kapłaństwo czy małżeństwo. Można być stworzonym do służby medycznej, bycia strażakiem lub utalentowanym fryzjerem. Ważne by pracować nie dla siebie, lecz dla innych.

Sama często się zastanawiam „co ja robię tu”. Wciąż jestem na etapie poszukiwania. Nadal mam lęk przed źle podjętą decyzją i jej konsekwencjami. Chciałoby się dostać jakąś książkę czy skrypt, żeby móc się przygotować do „ćwiczeń”, mieć gotowe rozwiązanie na każdą sytuację. W pewien sposób jest to możliwe. Mamy Pismo Święte, Kościół, Świętych (jeśli tylko chcemy korzystać z ich pomocy). Ale tak naprawdę musimy tak ukształtować swoje sumienie i tak budować relację z Bogiem, żebyśmy świadomie krocząc przez życie zmierzali  w Jego kierunku.

Anna Krzyczkowska