Kilka myśli o czekaniu...

Żyjemy w ciągłym biegu, natłoku informacji. Wielu ludzi nie rozstaje się z telefonem komórkowym (czasami mają ich nawet kilka), wiele godzin spędzając na Facebooku, żyjąc jednocześnie w świecie rzeczywistym i wirtualnym. Zarówno w jednym jak i drugim mogą mieć różne tożsamości. Wszystko dzieje się szybko. Nie ma czasu na refleksję. Nie ma czasu na czekanie. Kościół jawi się więc jako instytucja zacofana, która nie rozumie nowych realiów. Tymczasem jak co roku zostaje nam dany czas Adwentu. Warto zagłębić się w historię przedstawianą w okresie przed Narodzeniem Pańskim i poznać słowo zbawienia. W czekaniu nie chodzi o bezczynność albo o marazm. Wręcz przeciwnie. Prawdziwe czekanie jest aktywnością!

Adwent to czas radosnego oczekiwania na przyjście Pana. Kryją się w nim dwie tajemnice. Oczekiwanie na powtórne przyjście Chrystusa – na paruzję. I na Jego narodzenie. Zejście Boga do natury człowieka miało miejsce ponad dwa tysiące lat temu, ale jest również możliwe dziś, w wymiarze duchowym. Słowo stało się Ciałem i zamieszkało między nami. Żeby móc czerpać z tej tajemnicy pełnię bogactwa, trzeba przyjrzeć się znaczeniom tych powtarzanych przez nas często słów (zarówno w modlitwie Anioł Pański, jak też w kolędach).

Słowo – Logos – Jezus stało się Ciałem – podobnym do nas we wszystkim oprócz grzechu i zamieszkało między nami. Czyli jest z nami. Bóg stał się człowiekiem (w pełni!) i mieszka wśród nas. Jednak łatwo przegapić tę dobrą nowinę. Łatwo zgubić ją między kolejnymi towarzyskimi spotkaniami, kłótniami politycznymi czy przez zapracowanie. W Adwencie warto postawić sobie pytania: Czego chcę? Czego oczekuję? Na co w życiu czekam?

Bez wątpienia pierwszy okres w obecnym układzie liturgicznym sprzyja temu, by naprawdę spotkać się z Panem. Nie będzie to jednak możliwe bez wysiłku i woli ze strony człowieka.

Z łaciny określenie adventus od advenire oznacza przyjść. Wywodzi się z rzymskich zwyczajów religijnych i dworskich. Przybycie króla albo cesarza, który był ubóstwiany określano Adwentem. Natomiast w chrześcijaństwie na zachodzie początkowo nazwą Adventus określano sam fakt Bożego Narodzenia jako przyjście i objawienie się Chrystusa, a także uroczystość Bożego Narodzenia jako rocznicę tego faktu. Dopiero od VII wieku Adwent zaczyna oznaczać okres przygotowania do Uroczystości Bożego Narodzenia. Kładzie się nacisk na tęsknotę i oczekiwanie na przyjście Chrystusa. Za tym przyjściem kryje się aspekt eschatologii, gotowości na powtórne przyjście Jezusa w chwale. Cały Adwent opromieniony jest światłem tego właśnie przyjścia. Ostatecznie jednak czas ten mobilizuje wiernych do faktycznego spotkania z Panem, który jest Zbawicielem „wciąż Przychodzącym”. Dla nas dzisiaj to przyjście ma przede wszystkim wymiar sakramentalny, ale również wspólnotowy - Kościół jest przecież mistycznym Ciałem Chrystusa.

Czas do Narodzenia Pańskiego można podzielić na dwa okresy. Pierwszy trwa do 17 grudnia i ma charakter głęboko eschatologiczny. Celem tego okresu jest skupienie uwagi wiernych na powtórnym przyjściu Chrystusa i nadanie życiu chrześcijańskiemu charakteru zaangażowanego oczekiwania. Bez lęku, bez strachu przed promowanym przez niektóre media końcem świata, armagedonem. Chrześcijanin jako człowiek nadziei nie musi obawiać się przyjścia Pana. Natomiast drugi okres trwa od 17. do 24. grudnia i bezpośrednio zmierza do przygotowania wiernych do owocnego, sakramentalnego przeżywania Świąt Bożego Narodzenia. W prawdziwie rodzinnej atmosferze, bez komercji i reklamy Coca-coli w tle.

Adwent jest przygotowaniem na spotkanie z Kimś, kto kocha nas takimi, jacy jesteśmy, kto rodzi się dla nas, by obdarzyć nas szczęściem.

A ty, na co czekasz?

Agata Rujner
Prawie Morały