Komentatorzy

Nadchodzący czas to Adwent, postanowienia i przygotowania do świąt. Pamiętając o Bożym Narodzeniu, kolacji wigilijnej i nienagannej odzieży świątecznej, warto pamiętać o miejscu w jakim Jezus się urodził. Przyszedł jako człowiek w przestrzeni najmniej pożądanej  na takie wydarzenie. Towarzystwo zwierząt, nawet jeśli je kochamy, to mało sterylne środowisko. To zapach, który raczej nie przypomina pachnącego ciasta i świątecznych pierników. Kolejny dowód na to, że mamy szansę na Jego obecność. Kiedy  życie  jest zlepkiem zapachu pustki i strachu. Jeśli dookoła raczej siano niż piękne łóżko, zapraszające do odpoczynku i jeśli raczej zimno i ciemno niż ciepło i jasno, to wciąż nadzieja na Betlejem w sercu.

Oczekiwanie to nie czas czekania na piękne świąteczne momenty. Czekamy na paruzję, na coś, co może budzić lęk. Potwierdzenie tego, że Bóg wybiera po swojemu, nie po ludzku. Każde nasze świąteczne życiowe wydarzenia układamy perfekcyjnie. Chcemy piękna i  estetyki niczym z reklamy telewizyjnej. Spodziewamy się radości i fajerwerków. Bóg przychodzi inaczej. W grocie,  w stajni w ciemności. W efekcie przychodzi radość i światło, jednak żeby tak było musi być miejsce dla Niego. Jeśli mamy zapakowane serca radością zakupioną w galerii handlowej i świątecznymi gadżetami, to gdzie w nich miejsce dla Boga? Jeśli oczekujemy fajerwerków, to raczej nie spodziewajmy się Bożego Narodzenia.

Uczestnictwo w rekolekcjach i postanowienia, kolejny już raz, nie wniosą niczego do naszego życia bez tęsknoty. To ona ma być naszym Adwentem.

Wracając z kościoła słyszałam ostatnio rozmowę pań uczestniczących w rekolekcjach. Wymieniały miedzy sobą zdania na temat nauki, opiniując tym samym głoszącego kapłana. Komentatorki rekolekcji. Uśmiechnęłam się pod nosem i minęłam owe panie.

Postępuję wielokrotnie tak samo. Komentuję Bożą miłość i Ewangelię. Jak komentator meczu, który nie przebiegł ani kawałka, a brzmi jakby biegał razem z piłkarzami po boisku. Chyba nie o to chodzi. Mamy być uczestnikami meczu życia. Mamy biec, aż zabraknie sił. Komentując, nie nauczymy się grać i nie zdołamy wygrywać.

Cała świecka oprawa Świąt z narodzeniem Boga nie ma wiele wspólnego. Mimo mojego wielkiego sentymentu do Świąt i pięknych wspomnień, ostatnie lata bardzo zmieniły moje rodzinne świętowanie. Zabrakło kilku kochanych osób przy stole. Puste talerze stały się faktem, nie tylko tradycją. Na myśl o wigilijnym stole od wielu lat czuję tęsknotę w sercu i napływające do oczu łzy. Świadomość  przemijania pozwala mi dostrzec prawdziwą wartość Świąt. Zmusza do przemyśleń, o co w tym wszystkim naprawdę chodzi. Najgłębsze uczucia są zawsze pochodnymi miłości. Tęsknota, oczekiwanie.

Gdyby w dzień wigilii nadszedł koniec świata? Gdyby przyszedł Pan Jezus z apokaliptycznymi znakami? Co nam po prezentach? Co po potrawach i pachnących ciastach? Ważne czy w naszym sercu jest dla Niego miejsce. Ważne, czy jest w naszym sercu miłość, chociaż byle jaka, jak sianko w stajence. Nawet jeśli zapach to bardziej swąd niż perfumy i nawet, jeśli ciemno. Jeśli tęsknisz to On przyjdzie. Zapyta o miłość. Ta jedyna  przetrwa.

Rekolekcje, roraty, postanowienia nie uczynią nas doskonałymi i wspaniałymi z efektem wow. Praca nad sobą i sumienne modlitwy to wciąż zbyt mało. Mistrz jest tylko jeden, my mamy być Jego uczniami. Żaden uczeń nie przewyższy nauczyciela. Pozwólmy sobie na niedoskonałości serca i zaprośmy Go tęsknotą.

On przychodzi tam, gdzie jest miłość. Tej nauczymy się tylko od Niego.  Prawdziwej, za cenę życia. Nie bądźmy komentatorami Bożej Miłości. Kochajmy. Dajmy komuś dziś kawałek siebie. Może dla Ciebie dziś jest Boże Narodzenie? Może ktoś na Ciebie czeka? Może w tym kimś jest Chrystus, który przyjdzie do Twojego serca, które ma szansę stać się jak Betlejem? Najjaśniejsze mimo ciemności, królewskie, mimo siana i zimna, pachnące miłością mimo obecności brudnych  zwierząt. Najbogatsze, mimo prostoty i ubóstwa…. Takie może być Twoje serce.

                                                                                                        Iwona Sakrajda