Plac budowy

Niedawno się przeprowadziłam i odkąd jestem już w nowym miejscu, gdy opada kurz przenosin, Pan Bóg pozwala mi dostrzegać urokliwe szczegóły miejskiej rzeczywistości. Moja nowa parafia to właściwie Kościół w stanie budowy. Białe ściany, niewykończone sufity i mała ilość typowo kościelnych ozdób, tworzą jedyny w swoim rodzaju klimat ubóstwa, wokół Jezusowego ołtarza. Jednak jest tam wszystko czego potrzeba do sprawowania liturgii i to, co jest najważniejsze czyli tabernakulum z Najświętszym Sakramentem. Jest konfesjonał, ołtarz i ławki, a w tych ławkach wierni. Jest Msza Święta, adoracja i wspólny różaniec. Są zaangażowani kapłani. I człowiek nawet będąc w nowym miejscu, czuje się jak u siebie w domu. Bo jest Jezus.

Przemierzając wielkie arterie i małe, ciche uliczki dają się zauważyć charakterystyczne cechy nowego miejsca, w którym przyszło mi żyć. Małe, czarujące sklepiki, pochowane wśród blokowisk, tworzące swojego rodzaju osiedlowy szlak handlowy, świadczą o przedsiębiorczości tutejszych ludzi i przywodzą na myśl klimat lat dziewięćdziesiątych. Święte wzgórze, pielgrzymkowe epicentrum, z rana nostalgicznie zapowiada nowy dzień, obejmując leniwy księżycowy krążek, który skąpany jest już w czerwieni wschodu słońca. W południe będzie tu prawdziwe morze ludzi. Kiedy będą czekać na kapłana, który przyjdzie nakarmić ich Chrystusem, ich twarze będą wyrażać całe spektrum emocji. Wzruszenie, skupienie, oczekiwanie, radość, wewnętrzny pokój, tęsknotę, wygraną walkę. Kiedyś stałam na tym wzgórzu pośród nich, w matczynych ramionach Maryi, czekając na radosne spotkanie z ukochanym Bogiem w Eucharystii, po stoczonych po drodze bitwach z własną niemocą. Mieszkam w miejscu, w którym codziennie dzieją się niewidoczne cuda.

Uderza mnie jeszcze jeden obraz. Nie tylko moja parafia jest placem budowy. Wiele kościołów jest remontowanych, odnawianych, poddawanych restauracji. I tak sobie myślę, że każda światynia Pana jest takim placem budowy, odbudowy i restauracji. Te emocje, tak widoczne na twarzach pielgrzymów, na obliczach tych, którzy właśnie stoczyli bitwę, są obecne w każdym, kto przekracza próg kościoła. Miejsca, w którym Pan Bóg buduje w nas nowego człowieka, odnawia serce, restauruje sumienie i karmi samym Sobą. Swoją miłością, miłosierdziem, siłą i mądrością. Buduje nieustannie poprzez swoją najświętszą ofiarę. I jest wszędzie taki sam. Wszędzie daje Siebie po równo każdemu, który do Niego przyjdzie. Niezależnie czy jest to wielkie sanktuarium, wiejski kościółek, czy nowo powstała świątynia, która jest jeszcze w trakcie budowy. I za to Ci Panie, dozgonne niech będą dzięki.

Marta Knihinicka