Nietolerancja u tolerancyjnych

Polska nie ma na świecie opinii tolerancyjnego narodu. Wielu z nas cierpi z tego powodu i chciałoby to zmienić. Część społeczeństwa pragnie byśmy wreszcie stali się postępowi i otwarci na inność. Ta idea jest jak najbardziej szczytna i przyklaskuję jej z entuzjazmem. Niestety jest jedno „ale”. Martwi mnie to, co zaobserwowałam, między innymi, podczas rozmów z moimi znajomymi będącymi na bakier z religią. Chcą być tolerancyjni, za takich się uważają i tym się chlubią. Jednak widać w ich postawie interesującą schizofrenię. Ich tolerancja dotyczy bowiem jedynie tego, co uważają za godne tolerancji: czyli islamu, judaizmu, buddyzmu, hinduizmu i wszelkich innych religii czy wierzeń, tylko nie chrześcijaństwa. Z nauki rodzimego kościoła się śmieją. Pełni wyższości dają do zrozumienia, że uważają ją za przestarzały, zakurzony stek bzdur służący do sterowania motłochem z wypranymi mózgami. Jeśli ktoś o odmiennym kolorze skóry lub innej narodowości opowiada im o swoich przekonaniach, na przykład o wierze w raj pełen dziewic, czy reinkarnację, uważają to za egzotyczne i urocze, choć brzmi to co najmniej tak samo absurdalnie jak nauka Kościoła Katolickiego. Ci ludzie jakby zapomnieli, że szydzenie z jakiejkolwiek religii, jej symboli, kapłanów i wartości jest objawem braku tolerancji i szacunku.

Podwójne standardy dotyczą również modnego od jakiegoś czasu zagadnienia, czyli pedofilii. Niedawno temu rozmawiałam z moją koleżanką, która jest radykalną ateistką, uważającą, że Kościół należy rozwiązać, a księży zamknąć w więzieniu. Często podnosi temat zwyrodnienia kleru. Uświadomiłam jej, że pedofile są wszędzie, w każdej grupie społecznej i w każdym zawodzie. Kontynuując rozmowę zapytałam, jak to jest z homoseksualistami, ilu z nich według niej wykorzystuje dzieci. Odpowiedziała mi bez namysłu, że żaden, co uznałam za bardzo zabawne. Moja znajoma jest osobą inteligentną i powinna być świadoma tego, że zgodnie z prawami statystyki i zdrowego rozsądku, zarówno wśród hetero jak i homoseksualistów zdarzają się pedofile. I każdy, kto wykorzystuje seksualnie dzieci, powinien być powstrzymany i ukarany. Nieważne, czy jest księdzem, rabinem, policjantem, czy działaczem LGBT.

Zawód, wyznanie, orientacja seksualna to tylko niektóre ze składowych naszej osoby i błędem jest determinować i uzależniać od nich patrzenie na całego człowieka. Nie da się pogrupować ludzi na dobrych, inteligentnych ateistów i katolików-idiotów, tak samo jak nie można zgodzić się na podział: zdeprawowani, zboczeni geje kontra praworządni i porządni heteroseksualiści. Jest to podejście stereotypowe, uproszczone i krzywdzące. Rzeczywistość jest dużo bardziej skomplikowana. Jeśli chcemy naprawdę być tolerancyjni musimy porzucić dychotomiczne, czarno-białe myślenie i przede wszystkim, zawsze dostrzegać w drugim po prostu człowieka. Człowieka, który a priori, bezwarunkowo, zasługuje na nasz szacunek i szansę. Do takiej postawy wielokrotnie zaprasza nas Jezus poprzez swoją naukę i czyny. Jeżeli tak działamy, istnieje możliwość, że inni potraktują nas w podobny sposób, a zatem „Jak chcecie, żeby ludzie wam czynili, podobnie wy im czyńcie.” (Łk 6,31).

Magdalena Godlewska
autorka bloga smutnykatolik.wordpress.com
https://www.facebook.com/smutnykatolik/