Informacje z Nieba

Wątpliwości, niedowierzanie, racjonalizowanie. Wkradają się one do naszego życia duchowego. Mamy ogromną umiejętność poddawania wszystkiego w wątpliwość. Próbujemy wytłumaczyć, oprzeć na dowodach wszystko to, czego chcemy być pewni. Wiarę argumentujemy cudami zamiast miłością a zmartwychwstanie spłycamy do świadectw osób, które przeżyły śmierć kliniczną i dzielą się swoimi doświadczeniami. Czy naprawdę wierzymy w obecność Boga w naszym życiu? Nie tego  w rytuałach religijnych, tylko tego, który nieustannie jest przy nas? Tego, który rozmawia z nami, nie tylko przez Słowo Boże ,ale w codzienności? Nie mam na myśli Głosu Boga, którego doświadczali wielcy mistycy albo bohaterowie Starego Testamentu. Nie mam na myśli spektakularnych cudów czy pięknych, wyuczonych monologów w pozycji klęczącej, które przynoszą ukojenie, ale zwyczajność, codzienność z Bogiem.

Większość z nas myśli, że życie duchowe zarezerwowane jest dla „tych lepszych”. Dla ludzi, którzy rzetelnie uczestniczą w życiu Kościoła, dla duchownych, dla religijnych. Bzdura. Wyobraź sobie, że jesteś zupełnie sam na świecie, w swoim mieście, na wakacjach, w lesie, gdziekolwiek. Jesteś sam Ty i Bóg. Chodzisz po znanych ścieżkach, spokojnie, bez pośpiechu. Nigdzie nie musisz być na czas, bo jesteś sam. Wyobraź sobie, że Bóg wszystko, co widzisz stworzył dla Ciebie, bo nikogo poza Tobą nie ma. Po pewnym czasie pewnie każdy zacząłby rozmawiać ze Stwórcą tak jak potrafi. Zwyczajnie jak z Przyjacielem, bliskim  znajomym. Poniekąd  to nie tylko wyobrażenie, bo przecież dla Boga każdy jest jednostkowo ważny. On każdemu dał wszystko. Codziennie oprowadza nas po naszym życiu, dając nam świat. Pytanie jak Go usłyszeć? Słyszeć Go w swoim życiu to nic innego jak żyć z Nim w przyjaźni. Nazwał nas swoimi przyjaciółmi. Przyjaźń to sfera życia, która chroni nas przed samotnością, to wsparcie, zrozumienie, więź, obecność, miłość.

Uwielbiam momenty, kiedy rozmawiam ze swoją przyjaciółką, która doskonale wie, co mam na myśli,  zanim zdążę cokolwiek powiedzieć, kiedy używamy tych samych słów czy myślimy o tym samym. Taki kontakt jest możliwy tylko z kimś, kogo znamy, z kim przebywamy. Z Bogiem jest bardzo podobnie. To oczywiste, ze żadna relacja nie odzwierciedli tej z Bogiem, jednak nie boję się porównać jej do tej z przyjacielem. W końcu przez ramiona przyjaciół przytula mnie często Bóg.

Pan Jezus często przytaczał przypowieści. Nie mówił „ Masz robić tak albo inaczej” tylko budził sumienia.

Najważniejsze to dostrzec Jego obecność. Nie musimy wyklęczeć odpowiedniej ilości godzin czy odmówić szeregu specjalnych modlitw. Nic nie musimy. Rozmową z Nim może być nawet uśmiech. On zawsze odpowie. Natchnieniem, intuicją, zdarzeniem. Spróbuj.

Wiele lat temu, kiedy nie do końca po drodze było mi z religią, z codzienną modlitwą, podczas wyjazdu w jednej sekundzie Bóg dał mi wyraźny znak, którego wielkość poznałam po wielu latach. Siedząc w knajpce i rozważając w głowie opcje pożytkowania swojej radości z żalem myślałam o powrocie do domu, który nieuchronnie się zbliżał, bo załatwiliśmy sprawy, które nas przywiodły do innego miasta. Mnie i moich znajomych. Postanowiłam wpaść do Katedry, była blisko restauracji, w której siedzieliśmy. Motywem była ciekawość, Katedra akurat była po remoncie, chciałam zobaczyć efekt. Po wizycie w Domu Bożym natychmiast uspokoiło się moje serce. Ucieszyłam się z powrotu do domu, gdzie czekali na mnie rodzice. Spokojnie wróciłam  z jednym z kolegów bez żalu, że to „koniec wycieczki”. Chwilę wcześniej rozważałam jak wracać z „radośniejszą ekipą” i co jeszcze zrobić, żeby uatrakcyjnić ten wyjazd. Reszta znajomych wracała drugim autem, którym jeszcze chwilę wcześniej chciałam wracać. Przed wizytą w Katedrze, która zmieniła mój nastrój w jednej chwili. Dotarliśmy spokojnie, jednak nie wszyscy. Auto moich znajomych uległo wypadkowi. Pasażerowie mieli bardzo ciężkie obrażenia, uszczerbki na zdrowiu. Wiem, że to była wyraźna informacja, chroniąca mnie przed poważnymi konsekwencjami.

Wystarczy tylko popatrzeć w Jego stronę. Zawsze odpowie troskliwym spojrzeniem rodzica, chroniącego i dobrego. Złapie za rękę, podtrzyma. Nie da zginąć ,bo nas kocha. Sam wolał zginąć, żebyśmy my mieli życie.

Jedno jest pewne. Żeby Go usłyszeć, zobaczyć, przebywać w Jego ramionach, trzeba być otwartym na Jego miłość. Daj się ponieść tej miłości. Uwierz, że jesteś kochany i wybrany. Wybrany do miłości, nigdy do samotności.

Dziś wiem, że Bóg do mnie mówi. Mamy swój własny język, znaki, szepty, swoją własną muzykę. Tylko On i ja. Pewna jestem, że każdy z nas ma jakąś specjalną drogę kontaktu. Jeśli jeszcze jej nie masz, posłuchaj co szepcze w Słowie Bożym. To zawsze początek pięknej i długiej rozmowy, która przeradza się w  najpiękniejszą relację życiu.

                                                                                            

                                                                                                            Iwona Sakrajda