Burze życia

W ostatnim czasie życie nie oszczędzało mi kłopotów. Trudne chwile potrafią podciąć skrzydła, co też i mi się przytrafiło. Dotykając problemów, zawsze wierzyłam, że mają głębszy sens. Pan Bóg z każdej  trudnej sytuacji w moim życiu wyprowadzał dobro, które oczywiście dostrzegałam po upływie czasu. Czasami trudno było o ufność, o słowa modlitwy, jednak Pan Bóg zawsze wygrywał w moim sercu i będąc z Nim w relacji, ja też poprzez zaufanie Jemu. Tym razem nadszedł czas na weryfikację mojej wiary, ufności, cierpliwości i pokory. Problemy zaczęły się nawarstwiać, przyszedł lęk, niecierpliwość i pokusy. Każda moja  słabnąca modlitwa odbierała mi siłę. Poczułam ogromną bezradność i brak umiejętności podejmowania decyzji. „Nie dam rady Panie Jezu” to była moja modlitwa. Widziałam swoją słabość i swój brak zaufania, jednak coraz bardziej pogrążałam się w tej bezradności. Straciłam wewnętrzny spokój, poczucie bezpieczeństwa i siły, bo zdrowie też odmawiało posłuszeństwa. Bliscy modlili się za mnie, a ja wciąż byłam skupiona na burzy swojego życia, nie na Jezusie. Dzielę się tym, bo czynnością, której nie wolno nam zaprzestać ani na chwilę, jest modlitwa. Nie wolno „chodzić na skróty” i szukać możliwości w sobie  tylko w modlitwie.  To jedyne, co musimy i powinniśmy robić . Nie trzeba szukać rozwiązań i kombinować. Tylko podczas prawdziwej przyjaźni z Panem Bogiem, możemy doświadczyć Jego miłości względem nas.  Miłości, która objawia się też w cierpieniu. Może zwłaszcza wtedy można jej doświadczyć…

Utrata sił, pieniędzy, stabilizacji, czegokolwiek, nawet kogośnigdy nie będzie tak destrukcyjna jak utrata Boga. Tracąc Go z oczu, możemy zobaczyć jedynie swoją słabość, bezradność, pustkę, w której nie ma nic poza brakiem nadziei. Bez Boga każdy z nas jest tchórzem. Z Bogiem możemy być zdolni do wielkich czynów. Unieść więcej, jednocząc swoje cierpienie z Jego Krzyżem. Każda nasza troska  na krzyżu przegrała, każde cierpienie, grzech. To wszystko się już stało. Nie ma sensu skupiać się na czymś, co już przegrało. Wygrał Chrystus, Życie, Miłość.

Chciałabym czasem podpowiedzieć Bogu, co wydaje mi się atrakcyjne, czego oczekuję od życia. Czasem wydaje mi się, że jestem mądrzejsza od Niego, bo wiem lepiej, co dla mnie dobre. Podkreślając „wydaje mi się”. Tylko żyjąc w nadziei życia z Bogiem możemy odnaleźć sens trudu, tylko żyjąc w perspektywie Nieba, do którego dążymy, możemy zobaczyć więcej. Uciekając od krzyża, uciekamy od Jezusa. Wiara w Niego to nie tylko śpiewanie pieśni z uniesionymi dłońmi, wiara w Niego to podążanie Jego śladami.

W momentach trudnych, niezrozumiałych i niepewnych, wtedy, kiedy nie wiemy co robić, nie musimy robić nic poza modlitwą. Bóg znajdzie rozwiązania, znajdzie sposób na wszystko. Nawet wtedy, kiedy nie widać światła i tracimy sens. Nawet wtedy, kiedy burza jest tak silna, że tracimy widoczność. Kiedy pada, wieje silny wiatr i jest ciemno, wtedy też po drugiej stronie stoi Jezus i zaprasza do zrobienia pierwszego kroku w swoją stronę, kroku po wodzie, przez ciemność. Zawsze, tym pierwszym krokiem jest rozmowa z Nim. To ona działa jak koło ratunkowe, kiedy  boimy się utonąć.

Życie jest tylko krótkim przystankiem, cierpienie jest tylko elementem podróży. Celem jest  Zmartwychwstanie, nie uniknięcie śmierci.

Potem mówił do wszystkich; „Jeśli kto chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech co dnia bierze krzyż swój i niech Mnie naśladuje. Bo kto chce zachować swoje życie, straci je, a kto straci swe życie z mego powodu, ten je zachowa. Bo cóż za korzyść dla człowieka, jeśli cały świat zyska, a siebie zatraci lub szkodę poniesie? Kto się bowiem Mnie i słów moich zawstydzi, tego Syn Człowieczy wstydzić się będzie, gdy przyjdzie w swojej chwale oraz w chwale Ojca i świętych aniołów. Zaprawdę ,powiadam wam: Niektórzy z tych, co tu stoją, nie zaznają śmierci, aż ujrzą królestwo Boże”. ( Łk 9, 23-27)

Wciąż borykam się z codziennością, ale wiem, że w swoich trudach nie jestem sama. Mam Kogoś, Kto się o mnie troszczy każdego dnia. Ten Ktoś wie, co dla mnie najlepsze. Ja jestem tylko gościnnie na świecie. Dotykając bólu, dotykam namiastki krzyża, który jest przecież drogą do domu, do zwycięstwa.

                                                                                                               Iwona Sakrajda