Stąd do wieczności

 

Nikt i nic nie przygotowuje na śmierć. Zawsze przychodzi z zaskoczenia, odbierając bliską nam osobę, pozostawiając pustkę i mnóstwo rozterek. Jak teraz żyć? W jaki sposób udzielić wsparcia tym, co zostali? Jak przeżyć żałobę? Nie ma dobrych odpowiedzi na te pytania, ponieważ jest to zawsze indywidualna, nie dająca się włożyć w „schemat”, kwestia. Tym bardziej, że ogromu takiej tragedii nie sposób zrozumieć. Na szczęścia wiara w życie „po tamtej stronie” pozwala nam żywić nadzieję, że śmierć ma sens…

Trwając w niepogodzeniu

Śmierć rodzi w nas poczucie straty i niesie z sobą wielki ból oraz cierpienie. Nierzadko nie chcemy dopuścić jej do świadomości – wtedy nasz umysł stosuje tzw. „mechanizmy obronne”, jakimi są zaprzeczenie lub wyparcie. W tym pierwszym przypadku (wbrew faktom) wierzymy, że nasz bliski żyje, a w drugim – przyjmujemy do siebie tę myśl, ale nie jesteśmy w stanie przeżywać trudnych emocji. To jest takie nie do końca uświadomione „oszukiwanie się”, które ma nas „ochronić” przed doznaniem traumy.

Takie działanie nie jest pozbawione sensu, choć samo w sobie wydaje się być czymś niepokojącym. Każdy z nas ma jednak własną dynamikę doświadczania trudnych emocji i należy to zaakceptować. Z drugiej strony – nasz dystans, brak łez, czy widocznych objawów żalu, mogą być postrzegane przez innych jako obojętność. W takiej sytuacji nie warto siebie obwiniać lub zastanawiać się, co z nami jest nie tak. Wszystko ma swój czas – także żałoba.

Namacalne zetknięcie się z brakiem drugiej osoby, tj. odwiedzenie jej domu, spotkanie się z pogrążoną w rozpaczy rodziną i wreszcie pogrzeb, jest bardzo pomocne w dopuszczeniu do siebie myśli o jej śmierci. Taki moment – prędzej czy później – musi nadejść.

„Tak trudno żyć tym, co zostali”

Śmierć jest tragedią, która dotyka przede wszystkim rodzinę i przyjaciół zmarłego – w końcu tak trudno odnaleźć się imw nowej rzeczywistości. Najczęściej dopiero wtedy zaczynamy doceniać to, co straciliśmy – proste gesty, rutynowe zachowania oraz samą obecność bliskiego nam człowieka. Wcześniej mogliśmy nie zwracać na to wszystko uwagi, ponieważ przyzwyczailiśmy się do tego, że ten ktoś jest przy nas. Pewnie nie zawsze zdawaliśmy sobie sprawę z tego jak bardzo był dla nas ważny. W tym trudnym momencie widzimy prawdziwą wartość utraconej relacji, mimo że za życia nie wszystko układało się w niej idealnie…

Mogą również wrócić do nas krzywdy, jakie wyrządziliśmy tej osobie, i brak przebaczenia. Tak bardzo chcielibyśmy cofnąć czas, aby móc je naprawić, zapewniając ją również o naszej miłości.Wszyscy dobrze wiemy, że to nie jest możliwe. Ja jednak wierzę w moc przebaczenia poza miejscem i czasemw obecności Chrystusa ukrzyżowanego. Jest ona dostępna dla każdego z nas. Nigdy nie jest za późno, aby odpuścić i prosić o odpuszczenie… Dzięki temu pozwalamy tej osobie odejść, oczyszczając siebie z wyrzutów i żalu.

Co z kolei możemy ofiarować rodzinie zmarłego? Swoją obecność i zapewnienie o byciu razem z nimi w ich tragedii. Nie potrzeba wielu słów czy skomplikowanych gestów…

Tylko gdzieś z tyłu głowy tkwi natrętne poczucie bezsilności…

Nowy początek

„Gdybym kiedyś odszedł stąd, nie obrażaj się na śmierć” – wyznaje Grzegorz Markowski w piosence „Wszystko ma swój czas”. Wszystko, nawet ona… Doświadczając straty, coś umiera w nas bezpowrotnie. To, co wydawało nam się ważne, nagle traci na znaczeniu. Czas zwalnia, a do głowy przychodzą setki myśli związanych z naszym bliskim. Pogodzenie się z jego odejściem zajmie wiele czasu, zwłaszcza w przypadku, kiedy było ono niespodziewane.

Wierzę głęboko w to, że ci, którzy znaleźli się „po tamtej stronie” nigdy już nie będą cierpieć, ponieważ Chrystus zapewnia nas, że przyszedł po to, abyśmy mieli pod dostatkiem tego, czego nam potrzeba. 

„Ja jestem bramą. Jeżeli ktoś wejdzie przeze Mnie, będzie zbawiony - wejdzie i wyjdzie, i znajdzie paszę. Złodziej przychodzi tylko po to, aby kraść, zabijać i niszczyć. Ja przyszedłem po to, aby [owce] miały życie i miały je w obfitości (J 10, 9-10).

Podążanie ku pełni ma początek tutaj, w czasie naszej ziemskiej wędrówki. W poszukiwaniu sensu życia odkrywamy tajemnicę obecności Jezusa, który przychodzi do naszego serca. Tyle że nie zawsze chcemy Go do siebie przyjąć... Często wynosimy na piedestał drugiego człowieka, nie Chrystusa, zapominając, że „tylko w Bogu znajdzie spokój dusza moja, bo od Niego przyjdzie moje zbawienie”. Nierzadko jesteśmy zaabsorbowani dążeniem do doskonałości, czy wypełnianiem codziennych obowiązków, w których Bóg jest niejako „przy okazji”. Wreszcie – skupiamy się na swoich niedomaganiach, przysłaniających nam prawdziwy obraz siebie i Stwórcy. Pełnia szczęścia staje się pełnią smutku…

Czeka na nas coś więcej

„Tak potrzebna mi ta pewność, że ty zawsze jesteś ze mną” – te słowa możemy odnieść zarówno do osoby, która zmarła, jak i do Chrystusa. Świadomość tego, że istnieje życie po śmierci pomaga mi w odnajdowaniu sensu w mojej codzienności. Po co miałbym się starać, zmieniać się, realizować siebie (także w wierze), gdyby nic i nikt na mnie nie czekał w wieczności?

To spotkanie wydaje mi się być bardzo odległe, ponieważ mam tu i teraz tak wiele marzeń oraz aspiracji. Nie uwzględniam w nich śmierci… Kto wie – może przyjdzie nieproszona, zaskakując mnie w najmniej oczekiwanym momencie? Może bezpardonowo przekreśli moje plany albo powie: „to już ten czas”. Co wtedy stanie się z moimi bliskimi? Czy ktoś kiedyś będzie pamiętał, że żyłem? Czy odejdę z tą świadomością, że „non omnis moriar”?

Mam nadzieję, że będę mógł dostąpićszczęśliwego żywota na „połoninach niebieskich”, gdzie spotkam się z duszami ważnych dla mnie osób. Dla nich rozstanie okaże się pewnie tylko chwilą… Ja również chciałbym powitać tam moją rodzinę i przyjaciół.

Oby słowa zaczerpnięte z psalmu 23 stały się również moim udziałem:

„Tak, dobroć i łaska pójdą w ślad za mną
przez wszystkie dni mego życia
i zamieszkam w domu Pańskim
po najdłuższe czasy”.

Przemek Sobolewski