Chrześcijanin XXI wieku

Kim powinien być współczesny chrześcijanin? Jak powinien wyglądać? A może ma jakieś charakterystyczne zachowanie, po którym stwierdzamy „tak, to ten”. Zapewne jest zawsze poukładany, wie jak się zachować w każdej sytuacji, ma nienaganne maniery. Oczywistym jest fakt, że nigdy nie popełnia błędu i do pełni świętości brakuje mu tylko aureoli nad głową. Dodatkowo zawsze wygląda schludnie, obce mu są wszelkie używki, ma koszulę zapiętą na ostatni guzik oraz spodnie wyprasowane w kant. Nie muszę wspominać o wyższym wykształceniu i znajomości co najmniej trzech języków obcych.

Zadowolony z życia, zawsze uśmiechnięty, kroczy śmiało chodnikiem z wysokim poczuciem własnej wartości. Nie zapominajmy, że pochodzi z „porządnej” rodziny, której nigdy nie dotknął żaden świecki problem. Oczywiście znajdzie też damę serca, która również jest chrześcijanką i wspólnie założą własną rodzinę, by żyć długo i szczęśliwie.

Taka osoba na pewno zrobiłaby na nas wrażenie. Tylko jest mały problem. Musiałaby istnieć.

Wszyscy zdajemy sobie sprawę z faktu, że życie to nie bajka. Każdy z nas ma problemy, mniejsze czy większe. Zastanawiam się czy taka wyidealizowana osoba na pewno zachwyciłaby świat. Może są nam potrzebne bardziej przyziemne świadectwa? Może to ktoś, kto nie wyssał wiary z mlekiem matki, musiał do tego dojrzeć i nie raz upaść, by dojść do naprawdę świadomej relacji z Bogiem. W końcu nie ma sytuacji tak złej, by On nie mógłby znaleźć w niej czegoś dobrego.

A może boryka się z poczuciem niskiej samooceny. Nie może uwierzyć jak wielkim Darem Bożym jest dla świata, bo przez wiele lat wmawiano mu, że nie jest nikim specjalnym, że się nie wyróżnia, a już na pewno nie w pozytywny sposób. Czasami myślę, że chrześcijanie są trochę „zakrzyczani”, uznani za osoby staroświeckie, nie mające pojęcia o współczesnym życiu, które tym bardziej nie powinny zabierać głosu, bo jak już wierzą, to niech zostawią to dla siebie. W końcu to sprawa prywatna. Czy na pewno?

Nie twierdzę tu, że teraz każda osoba wierząca powinna zawodowo zająć się ewangelizowaniem ludzkości (choć prywatnie jak najbardziej). Skupiłabym się na zasadzie Jana Marii Vianey’a: „Nie mów ludziom o Bogu kiedy nie pytają, ale żyj tak by pytać zaczęli”.

Myślę, że zdecydowanie osoby niewierzące lub poszukujące nie wymagają od katolików perfekcyjności, lecz autentyczności. I tu apel do wszystkich chrześcijan, pamiętajmy, że „Nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają” (Mt 9,12). Nie zamykajmy się we własnych kręgach. Podejmujmy trudne rozmowy, mówmy, ale też słuchajmy. Nawet jeśli miałoby nas to coś kosztować. Bo chrześcijanin XXI w. to osoba, która poznała nieskończoną Miłość, i chciałaby się Nią dzielić nie tylko z najbliższymi, ale z całym świtem. Bo jest tak piękna, że nie można Jej zachować tylko dla siebie.

Anna Krzyczkowska