Zmiana

Kiedy byłam małą dziewczynką, to bardzo przywiązywałam się do środowiska i przestrzeni, w których żyłam. Ważna była dla mnie stara brama na podwórku, popękane płyty chodnikowe, w których zatopione były piękne kamyczki, czy wysłużone lalki bez oka, które kochałam całym sercem. Każda zmiana, która następowała w celu wymiany znanych mi rzeczy na nowsze, wywoływała u mnie smutek i poczucie straty.

A świat wokół mnie wciąż się zmieniał i przekształcał…

Dziś, choć nadal jest we mnie sentyment do staroci i rzeczy, które mają swoją historię, to zmiana jest dla mnie wiernie oczekiwanym przyjacielem. Zmiana oznacza dla mnie życie. Oznacza to, że rozwój jest nieodłącznym elementem mojej codzienności, a także tożsamości. Oznacza również to, że droga do świętości, czyli doskonalenia się przy pomocy łaski Bożej, aby osiągnąć zbawienie, jest dla mnie otwarta i po prostu w niej uczestniczę.

Niegdyś to rzeczy zastane i dobrze mi znane, zaspokajały moją potrzebę poczucia bezpieczeństwa. Dziś ta potrzeba jest zaspokajana poprzez świadomość Obecności Bożej w moim życiu i doświadczanie Jego Miłości. W swoim życiu widzę jak każda zmiana, nawet ta radykalna, jest pod czułą opieką Pana i to pozwala mi poczuć się w tej dynamicznej codzienności, jak u siebie w domu. Wspinaczka na stromą górę, jaką jest pokonywanie samego siebie, jest oczywiście okupiona wielkim wysiłkiem, ale nie mam wątpliwości, że to osoba, która podda się i stanie w miejscu, będzie nosić w sobie dużo większy ciężar niż wspinacz, który poprosi Boga o pomoc i Jego siłą, będzie pokonywać kolejne metry w górę.

Ciepełko, stagnacja i to słynne powiedzenie, że jakoś to będzie to tylko złudzenie bezpieczeństwa. Tak jak brak rozwoju u dziecka jest powodem wielkiego niepokoju rodziców, tak brak rozwoju w dorosłym życiu jest czymś patologicznym. Nasze życie na ziemi nie polega na tym, żeby jakoś się tutaj ustawić. Ten czas jest nam dany na podjęcie zmagań o niebo. Zbawienie jest prawdziwym celem naszego pobytu na Ziemi. I Bóg wciąż czeka na naszą zgodę, aby podjąć to wielkie dzieło w naszym życiu. Czeka na każdą, pojedynczą zgodę. Bo nie mamy tego zrobić własnymi siłami. Żaden człowiek nie może zbawić się sam. Potrzebuje do tego Zbawiciela. Czyli Jezusa Chrystusa, który za nas umarł, a teraz poprzez swoją ofiarę na ołtarzu, daje nam samego Siebie. A kiedy Jezus mieszka w tobie, to twoje serce staje się jakby małym tabernakulum, w którym goreje Jego Miłość. A taka Miłość ma ogromną moc przemiany. Nie bójmy się tych zmian, one dają życie. Pójście za Jezusem to największa przygoda, jaka może nas spotkać tutaj na Ziemi.

                                                                                              Marta Knihinicka