Boska Afryka

W obecnym czasie myślę głównie o Afryce. Spędziłam tam rok i za niecałe dwa miesiące wracam do Zambii z nowym projektem: wraz z koleżanką będę prowadzić warsztaty dla nauczycieli i rodziców. Oznacza to sporo pracy jeszcze przed wyjazdem: szukanie funduszy, chętnych placówek, tłumaczenie tekstów na angielski itd. Pośród wielu zadań i trosk, jakie powoduje ta misja, staram się też przygotować duchowo do tego wyzwania. Przy tej okazji wracam wspomnieniami do łask i darów, które otrzymałam podczas poprzedniego wolontariatu i uświadamiam sobie, dlaczego pragnę tam wrócić.

Kiedy po roku pobytu w Zambii ponownie znalazłam się w Polsce, nie uważałam, że jakoś specjalnie się zmieniłam. Wróciłam do tego samego mieszkania, pracy, tych samych przyjaciół i rodziny. Szybko wsiąkłam w „nowy-stary” tryb życia, tak różny od mojej codzienności w Afryce. A jednak sporo rzeczy uległo we mnie zmianie.

Na pewno ewoluowała moja relacja z Bogiem. Już od paru lat znika z mojej głowy obraz Boga karzącego, surowego  i odległego, ale pobyt w Zambii był kamieniem milowym w tym procesie. Wyjazd na wolontariat udowodnił mi, że Stwórca mnie kocha i pragnie, żebym była spełniona. Uwierzyłam, że On chce realizować moje marzenia i że życie chrześcijanina może być przygodą. Poza tym, Bóg okazał się wierny i nieraz był moją ostatnią deską ratunku, szczególnie podczas pierwszych miesięcy pobytu w Afryce. Zaufałam Mu i się nie zawiodłam.

Mam też w sobie więcej pewności siebie. Poradziłam sobie w trudnych warunkach i to sprawiło, że czuję się teraz mocniejsza i bardziej siebie doceniam. Wiem, że z Bogiem wszystko jest możliwe i realne stają się rzeczy, o których kiedyś nieśmiało śniłam lub nawet mnie przerażały.

Ponadto, jakkolwiek  górnolotnie i mało konkretnie to brzmi, poszerzyły się moje horyzonty. O słuszności stwierdzenia, że podróże kształcą, przekonałam się na własnej skórze. Obcowanie z tak odmienną kulturą i tak różnymi od nas ludźmi nauczyło mnie większej otwartości, tolerancji i wyrozumiałości. Więcej rozumiem i mniej się dziwię otaczającej rzeczywistości.

Kolejną rzeczą, którą dostrzegam jest to, że bardzo dojrzałam i uspokoiłam się. Całe życie czegoś szukałam, marzyłam i badałam. Miotały mną różne emocje, nieraz doświadczałam sprzecznych pragnień. Stanowczo byłam „niespokojnym duchem”, który zadaje mnóstwo pytań i wszystko poddaje w wątpliwość. Dalej raczej nim jestem, ale mam wrażenie, że wiele odpowiedzi, szczególnie dotyczących sensu i znaczenia życia, odkryłam właśnie obcując z najprostszymi ludźmi w Zambii.

Poza tym, mniej się przejmuję. Kiedyś potrafiłam zamartwiać się tygodniami, miesiącami, a nawet latami. Zawsze było coś, co „wisiało” nade mną. Stresowałam się wieloma sprawami, które teraz wywołują uśmiech na mojej twarzy. Przestało mi tak zależeć na opinii innych i na robieniu rzeczy perfekcyjnie. Jeżeli nawet wiem, że czeka mnie coś stresującego postanawiam sobie, że będę się martwić dzień przed, a nie tydzień lub miesiąc wcześniej. O dziwo, to mi się udaje, dlatego rzadko psuję sobie humor nie doceniając chwili obecnej i niepokojąc się tym, co mnie czeka. Teraz umiem bardziej delektować się dobrymi momentami życia.

Ostatnia i bardzo ważna rzecz. Bardzo doceniłam Polskę. Uważam, że to wspaniałe miejsce do mieszkania. Posiadamy tak wiele możliwości. Książki, gazety, Internet i dobra kultury są na wyciągnięcie naszej ręki. Jest tu bezpiecznie, czysto i ładnie. Mamy pyszne i urozmaicone jedzenie, bardzo dobrą komunikację miejską, parki, którymi można spacerować i dostęp do różnych  atrakcji. W Zambii większości z tych rzeczy po prostu nie ma lub są poza zasięgiem zwykłych ludzi.

Pobyt na Czarnym Lądzie był dla mnie szkołą życia i swoistymi rekolekcjami. Dałam z siebie tak wiele, jak tylko mogłam i starałam się jak najlepiej ewangelizować przez swoją postawę i pracę. Mam nadzieję, że następny wyjazd również będzie owocny, przede wszystkim dla tych, do których jestem posłana, ale również dla mnie. Podczas przygotowań, kiedy czuję, że to wszystko mnie przerasta, wracam do słów : „Bóg nie powołuje uzdolnionych, ale uzdalnia powołanych”. Tego się trzymam. Mocno.

Magdalena Godlewska
autorka bloga smutnykatolik.wordpress.com
https://www.facebook.com/smutnykatolik/?fref=ts