Post, postanowienia czy postępowanie?

Czas Wielkiego Postu jest często czasem postanowień, czasem pokuty. W ramach tego czasu niektórzy z nas odmawiają sobie różnych przyjemności, inni starają się więcej spędzić go na modlitwie, jeszcze inni składają ofiary w szlachetnych intencjach.

Znaczące i piękne postanowienia są jak cele, które sobie stawiamy. Po ich osiągnięciu czujemy radość, może z  dumą krzyczymy: „To dla Ciebie Panie Jezu”. Tylko, czy o to chodzi?

Pan Jezus umarł na Krzyżu męczeńską śmiercią za nas. Wiemy o tym. Chce naszego dobra i naszego szczęścia. Nie umniejszam znaczenia postanowień wielkopostnych. Sama niejednokrotnie, chcąc podkreślić wyjątkowość tego czasu, czegoś sobie odmawiałam lub starałam się dać z siebie więcej. Wiem jednak, że celem każdego postanowienia ma być Bóg. Celem zawsze ma być miłość.

Każdego dnia Pan Jezus stawia nas w naszych środowiskach. Pomiędzy naszymi obowiązkami i codziennością, czeka na to, abyśmy pokazali jak jest dla nas ważny. Niekoniecznie na to, czy na koniec Wielkiego Postu pochwalimy się swoim wypełnionym postanowieniem. Nie musimy robić nic dla Niego. Musimy robić wszystko z Nim. Jaką wartość ma spędzanie mnóstwa czasu na modlitwiekosztem czasu, który należy do bliskich. Jaki sens ma niejedzenie słodyczy, jeśli niczym tego postanowienia nie wypełniamy?

Szereg osób na czas Wielkiego Postu rezygnuje z korzystania z internetu, czy oglądania ulubionych seriali. Co jednak robią w zamian? Rezygnując z przyjemności dobrze byłoby przyjrzeć się bliżej, jaki to ma sens. Jeśli nie spędzam czasu przed komputerem czy telewizorem, to może warto spędzić go z rodziną, z bliskimi lub właśnie na modlitwie?  Mamy być bliżej Boga, bardziej kochać i więcej widzieć. Nie po to mamy kolejny czas nadchodzących Świąt żeby stosować diety czy robić ćwiczenia silnej woli pod pozorem postu.

Postarajmy się dać z siebie trochę więcej w codzienności. Robić to samo, co każdego dnia, pamiętając o miłości. Może warto niezjedzone słodycze podarować komuś, kto „pości” częściej, bo nie ma na przyjemności wystarczających środków?

Minął rok. Dostaliśmy od Boga w darze kolejny czas Wielkiego Postu. Taki sam jak każdego roku. Czas takich samych wydarzeń liturgicznych. My natomiast nie powinniśmy być tacy sami. Ten czas, jak każdego roku przeminie, ale co z nami? Będziemy tacy sami?

Post, czas przygotowań, rekolekcji, postanowień to czas refleksji, czas na większy niż zwykle rachunek sumienia. Warto pomyśleć czy coś się w nas zmieniło? Czy możemy coś zmienić?

Zmiana życia to nie daty, nie postanowienia i ćwiczenia silnej woli. Zmiany w życiu to nawet nie staranie się by być idealnym, bezgrzesznym czy lepszym. Prawda jest taka, że niezbyt nam to wyjdzie. Wszyscy jesteśmy słabi bez względu na wielkość naszych postanowień. Najważniejszą prawdą jest zrozumienie sercem wartości naszego życia.

Okolicznościowo, w każdym przedświątecznym czasie dostrzegam swoją słabość, grzeszność i to, że wciąż daleko mi do kochania. Cudownie, że Bóg pozwala nam się zatrzymać, że Kościół uroczyście obchodzi czas upamiętniający najważniejsze wydarzenia w dziejach ludzkości. Ten czas to chwila dla nas, abyśmy nie zapomnieli do czego zdolna jest prawdziwa miłość. To czas, który przypomina o tym, że jesteśmy ważni, wygrani i zdolni do prawdziwej miłości. Uczymy się jej?

Krzyż w naszych domach, na szyi i w naszym Kościele jest ten sam. Jezus, w tej samej szacie białego chleba, ale jaki jest dla mnie? Taki sam jak każdego roku, czy bliższy? Idziemy z Nim przez Kalwarię czy stoimy jak widzowie i komentatorzy? Może jak tłum, który Go skazuje na śmierć?

Poza wszystkimi postanowieniami i pięknymi religijnymi praktykami jest coś, z czego będziemy sądzeni. Miłość. Obyśmy znaleźli i poznali Zmartwychwstałego. Tylko wtedy pokochamy Krzyż. Oby czas nadchodzących wydarzeń sięgał dalej niż kartki świąteczne i koszyczki z barankiem. Kolorowe pisanki nie mają nic wspólnego z sensem Świąt. Mimo swojego uroku.

Codzienność, która często ma mniej kolorów niż wspomniane pisankito czas prawdy. Pięknie przeżyty Wielki Post to malutka jej cząstka. Sobie i wszystkim życzę prawdziwie przeżytych przygotowań do Świąt. Żebyśmy umieli jak On pochylić się nad innymi myjąc nogi, a nie myjąc ręce jak Piłat, bo to jest zawsze łatwiejsze. Niestety, tą drugą czynność mamy opanowaną do perfekcji.

Zanim zamkniemy oczy do skupienia w modlitwie, trzeba się rozejrzeć czy obok nie idzie ktoś swoim szlakiem drogi krzyżowej i nie potrzebuje wsparcia. Uniżenie, mimo, że nie zawsze łatwe, może poskutkować utrwaleniem wizerunku Jezusa w sercu. Być jak Weronika w codzienności, tego szukajmy…

                                                                                                Iwona Sakrajda