Samotność

Kiedy myślę o samotności, natychmiast przychodzą mi do głowy te wszystkie momenty, kiedy było mi przykro, smutno i ogarniał mnie żal. Samo słowo samotność wywołuje raczej chłodne skojarzenia. Człowiek samotny to starzec, o którym wszyscy zapomnieli, a ci co pamiętali odeszli. Osamotniony człowiek to ten chory, który nie może wiele dać światu  lub  przegrany, po nieudanych próbach bycia szczęśliwym.

Czasami samotny człowiek to ten, którego zawiedli inni. Ten, który został oszukany lub skrzywdzony. Taki, który nie poznał miłości. Odosobnionym może być też ktoś, kto ma szereg ludzi wokół, ale nie tworzy udanych relacji. W dzisiejszym świecie jak epidemia szerzy się bliskość na bardzo niskim poziomie. Powierzchowność i płytkość nie może prowadzić do niczego innego jak do alienacji.

Najprawdopodobniej w życiu każdego człowieka przychodzi taki czas, kiedy czujemy się opuszczeni. Z własnego doświadczenia wiem, że taki stan może boleć. Niekoniecznie musimy być starzy, zawiedzeni czy chorzy. Poczucie wyobcowania może dotknąć nas też wtedy, kiedy jesteśmy w relacji z innymi. Pomijając jednak destrukcyjne cechy samotności, ma ona też cały arsenał zalet. Chociaż poczucie wyobcowania nie jest pożądanym stanem, to jednak warto chwilę pomyśleć, czy  możemy coś wartościowego z nim zrobić. Mówi się, że księżyc i słońce są samotne a ich mocy wystarczy dla całego świata. Ktoś też kiedyś powiedział, że jak zostajemy sami to znaczy, że Bóg wszystkich odprawił, żeby pobyć z nami sam na sam. Dużo w tym prawdy.

Moje ostatnie doświadczenie poczucia wyalienowania nauczyło mnie czegoś bardzo ważnego. Potrzebowałam zainteresowania, wysłuchania. Tak się złożyło, że nie miałam możliwości skorzystania z takiego wsparcia. Zbierał się we mnie żal, smutek i nawet złość. Została modlitwa i chwila wymuszonej ciszy. Zaczęłam się więc zastanawiać dlaczego modlitwa mi nie pomaga. Jak to możliwe, że ja, osoba wierząca, szukam kogoś innego niż Bóg. Skąd te emocje? Odpowiedź była bardzo prosta. Skoro czas, który dostałam od Boga i modlitwa nie przynosiły efektu, wcale nie był to czas modlitwy. Modlitwa, czyli rozmowa z Bogiem zmienia i na pewno nie daje owoców w postaci szeregu negatywnych emocji. Okazało się, że raczej rozmawiałam ze sobą, niż z Bogiem.

Poczucie odosobnienia może być dużą lekcją. Nauką poznania siebie i swojej umiejętności życia w najważniejszym towarzystwie. Intymna, indywidualna relacja z Panem Bogiem musi mieć miejsce w samotności. Wartość wspólnoty jest bardzo znacząca, ale jest czas kiedy powinniśmy być z Bogiem sami. Sam Pan Jezus uczył nas tego jak odchodził na pustynne miejsce i tam się modlił. Jeśli kiedyś przyjdzie czas opuszczenia warto skupić się na Nim.

Nasza wiara uczy nas, że nie jesteśmy sami nigdy. Jezus jest blisko nas nieustannie. Dlaczego tak często o tym zapominamy? Gdyby tak poświęcić Panu tyle czasu ile dajemy Go innym, mogłoby się okazać, że zwyczajnie nie mamy go już na samotność.                                      

Potrzebujemy ludzi do życia. Jesteśmy Kościołem, rodziną, wspólnotą i w tej przestrzeni zawsze działa Bóg. Jest jednak jeszcze czas, który jest potrzebny do indywidualnej pracy nad sobą. Może paradoksalnie to cisza i czas, kiedy wydaje nam się, że jesteśmy samotni. Może naprawdę Bóg na niego pozwala. Nie warto go zmarnować, jeśli przyjdzie.

Jeśli żyję w przyjaźni z Panem Bogiem to każdy czas będzie budujący, za każdy będziemy czuli wdzięczność. Warto próbować nieustannie, bo nawet kiedy zawiodą wszyscy, to Bóg jest niezmienny, stały. Jego miłość jest silniejsza niż najpiękniejsze  życiowe przygody z innymi ludźmi. Działa przez i dla ludzi, ale za każdego z nas osobno umarł. Działa dla jednostki, choćby najbardziej odizolowanej i wydawać by się mogło, niezrozumianej na świecie.

Nie chodzi też o to, że Bóg jest niezwykłym panaceum na samotność, tylko o to, że Bóg jest również w niej samej. To tam najgłębiej nas spotyka. Osamotnienie to zwykle tęsknota. Każdy z nas tęskni za Bogiem, chociaż często nie zdajemy sobie z tego sprawy.

Głęboko wierzę, że czasami Bóg dopuszcza w życiu momenty samotności, po to właśnie żebyśmy Go w niej znaleźli. Jedynym doskonałym na nią lekiem jest modlitwa. Modlitwa, która jest skupieniem na Nim.

Jeśli czujesz się samotny to popatrz na Krzyż. To na Krzyżu zupełnie samotnie umarł za nas Bóg. Kiedyś, też w pojedynkę, staniemy przed Bogiem. W pojedynkę dokonujemy wyborów, więc trochę samotnie. Brak towarzystwa może być owocny i bogaty w Boga. Wtedy przestaje być samotnością. Tylko od nas zależy czy chcemy poznać jej prawdziwy smak.

Kiedy pada deszcz, narzekamy. Jest wtedy mokro i nieprzyjemnie. Kiedy pada deszcz, daje życie. Wszystko może wzrastać.

Kiedy przychodzi chwila samotności może być smutno i nieprzyjemnie. Kiedy przychodzi samotność możemy wzrastać, wpuszczając do niej Boga. Wystarczy Go dostrzec, a On zatroszczy się nie tylko o stan ducha, ale też o nasze relacje. Jeśli czujesz się samotny, to pamiętaj, że z Tobą jest zawsze Bóg. On bez Ciebie też będzie czuł samotność i tęsknotę.                                  

                                                                                                              Iwona Sakrajda