Podróże kształcą

Ponoć podróże kształcą. Nikt nigdy nie stwierdził jednak jak dalekie mają to być podróże i ile powinny trwać. Dla mnie ostatnio bardzo pouczający był powrót do domu i oczekiwanie na autobus w całkiem mroźny wieczór. Kiedy tak stałam na przystanku, zdałam sobie sprawę, że widzę tylko wycinek rzeczywistości. Wiem, co ma nastąpić i kiedy przyjedzie autobus. Jednak czekając na mój środek transportu, dostrzegam tylko to, że w danej chwili nie ma go na przystanku. Nie widzę trasy, jaką w tym momencie pokonuje. Nie widzę jak mija właśnie kolejne ulice i zatrzymuje się w określonych miejscach. Nie widzę tego, że jest już w ruchu i do mnie zmierza. Zauważę go dopiero wtedy, kiedy zjawi się na moim przystanku. Będzie dla mnie czymś widzialnym, co już uczestniczy w mojej rzeczywistości.

A gdyby ten autobus był metaforą woli Bożej w moim życiu? Albo odpowiedzią na modlitwę, która z jakiegoś ważnego powodu się odwleka?  Odpowiedzią, na którą czekam i której wyglądam, stojąc na swoim miejscu w życiu i niecierpliwiąc się w oczekiwaniu na zmianę, która ma nadejść? 

Kiedy wsiadam, wyobrażam sobie, że kierowcą jest Pan Jezus. Czuję się bezpieczna i prowadzona do celu. Obserwuję współpodróżnych. Są dla mnie chwilowymi towarzyszami na tej samej drodze. Wsiadają i wysiadają w określonych miejscach, tworząc swoje własne drogi i własne historie. Jednak na chwilę nasze drogi krzyżują się w tym autobusie. Tak jak w życiu krzyżują się w Panu Jezusie.Wtedy spotykamy różnych ludzi; niektórych tylko na moment, niektórzy towarzyszą nam w podróży dłuższy czas, a niektórzy aż do samego końca.

Posłusznie więc stoję i czekam. W tym swoim małym wycinku rzeczywistości. Zziębnięta i zmęczona, podtrzymywana nadzieją, że za chwilę wydarzy się coś wyjątkowego, co zabierze mnie w tę właściwą drogę i pozwoli się trochę ogrzać w cieple boskiej obietnicy. Podróże kształcą, a najbardziej te, które odbyć można z doskonałym przewodnikiem, który bardzo dobrze drogę oraz wie, jak dotrzeć do celu.

Marta Knihinicka