Nowa pokusa

Ma piętnaście lat i chodzi do gimnazjum. Maluje paznokcie i po kryjomu popala. Ale wcale nie chce być dorosła. Dumnie nosi koszulkę z napisem Don’t grow up, it’s a trap… Nie jest jedyna. Od jakiegoś czasu można zaobserwować nowy trend. Ludzie nie mają ochoty dojrzewać i odwlekają ten moment. Pragną dostać z dorosłego życia tylko to, co przyjemne i wygodne. Seks bez zobowiązań, pieniądze bez pracy, wolność bez konsekwencji. Marzą o tym, aby być jak najdłużej młodymi i świetnie wyglądać. Chcą używać, bawić się, podróżować. Egzystencja ludzi dorosłych wydaje się im nieatrakcyjna i pozbawiona dreszczyku emocji. Obowiązki, rozkrzyczane dzieci, zrzędzący mąż/żona, kredyt i praca, której się nie lubi. A przecież życie ma tyle ciekawszych i przyjemniejszych zajęć do zaoferowania niż codzienna, szara rutyna.

Dobrym przykładem dziecinnego pragnienia, aby pozostać wiecznie młodym, była niedawna moda na wampiry. Czy może być coś wspanialszego niż bycie zawsze piękną i bogatą nastolatką, a do tego namiętnie kochaną przez mężczyznę o takich samych przymiotach? Oto marzenie, które wiele osób chętnie by zrealizowało. To jest nowa pokusa, którą w dzisiejszych czasach podsuwa ludziom szatan. Przedstawia on dojrzewanie jako proces bezsensowny, nieciekawy i unieszczęśliwiający. Jako rezygnację z wolności i przygody. Nie dorastaj, bo stracisz swoje życie, szepcze nam do ucha. Używaj, imprezuj i realizuj się. A tymczasem okazuje się po latach, że to właśnie było marnowanie czasu, który został nam dany.

Spotykam sporo ludzi po trzydziestce i czterdziestce, którzy żyją, zadowalając się fizyczną i zmysłową częścią egzystencji. Są w dużej mierze bezkrytycznymi konsumentami, jak dzieci. Podążają za modą i kiedy czegoś pożądają, muszą mieć to natychmiast. Ciągle poszukują, nie umieją się zatrzymać i nic nie nasyca ich na dłużej. Pragną w życiu mocnych wrażeń, emocji, silnych doznań. Brak im wytrwałości, aby konsekwentnie trzymać się podjętych decyzji i realizować plany. Stawiają siebie w centrum, nie umieją z niczego zrezygnować i mylą szczęście z przyjemnością. Zwykle w pewnej chwili, prędzej czy później, zaczynają się konfrontować z pewną pustką w swoim życiu. Kiedy dotkliwiej odczuwają to niezadowolenie, postanawiają coś zmienić. Wtedy wpadają prosto w kolejną zasadzkę diabła. Szukając przyczyn tej sytuacji, koncentrują się wyłącznie na sobie. Nie dość siebie kochają, niedostatecznie się rozwijają i nie są docenieni tak, jak powinni. Tymczasem to nie ten kierunek. Prawdziwe i trwałe szczęście daje nam odwrócenie uwagi od siebie i ofiarowanie odrobiny czasu, energii i uwagi drugiemu człowiekowi. To naprawdę działa, sama sprawdziłam. Nie chodzi tu o radykalne posunięcia i wielkie rzeczy, ale o zmianę myślenia. Skupiając się tylko na sobie, nigdy nie znajdziemy spokoju i szczęścia. Diabeł, świat i inni ludzie wciąż pokazują nam obszary, w których nam czegoś brakuje i nad którymi powinniśmy popracować. Poznanie siebie, terapia, uświadomienie sobie własnych potrzeb może nam pomóc i uczynić szczęśliwszymi. Ale szczęśliwymi – nigdy. Na końcu dzieje się tak, że część tych ludzi szuka ratunku i ucieczki w pracy, używkach lub psychoterapii i farmakoterapii. Diabeł osiąga cel, bo niszczy człowieka, który został stworzony do wzrastania i rozwijania swojego potencjału.

Jezus wzywa każdego z ludzi: „Wypłyń na głębię”. Oderwij się od brzegu. Wejdź głęboko w życie, nie bądź człowiekiem jednowymiarowym. Nie istniejesz po to, aby bezrefleksyjnie egzystować i konsumować dobra. Wielu ludzi woli brodzić na płyciźnie i nie chce nauczyć się pływać. Według mnie to jeden z powodów rosnącej liczby chorób i problemów psychicznych. Ileś lat można udawać wiecznego nastolatka, czy studenta. Ileś lat można bawić się, używać i nadużywać. Ale w pewnym momencie staje się to smutne, groteskowe i bezcelowe. Nie można udawać, że w lustrze nie widzi się kolejnych zmarszczek, siwych włosów. Czas płynie i wywiera wpływ na każde ludzkie istnienie. Nie da się tego zatrzymać i uparcie uczepić się jednego etapu swojego życia. To jakby zacząć wchodzić po schodach i zatrzymać się na trzecim lub czwartym stopniu. Musimy piąć się wyżej. Bóg ma konkretny plan i zadanie dla każdego z nas. Czeka na nas o schodek wyżej i dopinguje do wspinaczki. Przed nami jeszcze tyle wspaniałych rzeczy.

 

Magdalena Godlewska
autorka bloga smutnykatolik.wordpress.com
https://www.facebook.com/smutnykatolik/