Zostań zdobywcą

Głośna w mediach sprawa i poza nimi też. Kolejna tragedia alpinizmu. Przerażające niczym śniegowa burza komentarze ludzi, którzy niewiele mają wspólnego z tematem, na który tak namiętnie się wypowiadają, wywołując lawinę wynurzeń.

Nie mam nic wspólnego z ekstremalnymi sportami, wspinaczką, alpinizmem, ale nie trudno uruchomić wyobraźnię i pomyśleć. Nad sobą. Każdy z nas żyje po swojemu. Mamy do tego wolną rękę. Nie mamy prawa oceniać innych, ani też nie musimy ich rozumieć. Głównym tematem sporów na temat sytuacji, do której się odnoszę jest to czy można kochać góry bardziej niż rodzinę i czy można pasję stawiać wyżej niż bliskich. Na te pytania każdy sam musi sobie odpowiedzieć.

Uwielbiam ludzi z pasją. Są dla mnie inspiracją i nieistotne jakie mam zdanie na temat jej wartości. Ważne co robię ja sama. Czy jest coś, co kocham nad życie? Czy jest ktoś taki? Jak często moje własne lenistwo i egoizm wygrywają z kimś lub czymś co deklaruję, że kocham? Jak często wybieram siebie zamiast rodzinę, przyjaciół, Boga?

Tomasz Mackiewicz oddał życie dla swojej pasji, bez względu na to co myśli świat, kierował się tym, co kochał. Nie nam oceniać priorytety, mimo, że niewątpliwie zmuszają do refleksji.

Każdy z nas ma coś z czym się zmaga. Każdego dnia mamy możliwość wspinać się na swój własny ośmiotysięcznik. Ważne czy robimy to z całych sił, dając z siebie wszystko czy tylko kibicujemy innym i szukamy wymówek, okoliczności i swoich słabości do usprawiedliwiania niedokonanych sukcesów. Nie chodzi o to abyśmy byli napełnieni megalomanią jak balony, ale stabilni w tym co kochamy i gotowi na prawdziwe poświęcenia dla miłości.

Wiara każdego człowieka jest jak wspinaczka. Trudna, czasem ekstremalna i ryzykowna. Na pewno nie jest jak spacer po łące pełnej kwiatów, mimo, że takie przystanki też się zdarzają. W życiu często wieje wiatr, a w oczy sypie piach. Ważne czy idziemy dalej na tyle ile wystarczy nam sił, czy raczej asekurujemy się z obawy przed skaleczeniem. Wierząc też możemy zginąć dla świata, możemy być niezrozumiani bo ocena ludzi jest totalnie inna niż ta Boża.

Może naszą górą są piętrzące się troski, a nam brakuje tlenu w postaci miłości? Może jesteśmy głodni dobrego słowa i zamarzamy na szczycie swoich niespełnionych marzeń?

Wytrwałość to determinacja, która po drodze gubi zniechęcenie, zwątpienie i wszystko, co nakazuje przestać iść naprzód. Przestaje odnajdywać zrozumienie u ludzi, ale ważniejsze staje się zrozumienie przez Boga. Na tym powinna polegać wiara każdego z nas, abyśmy wierzyli mimo ryzyka, niezrozumienia i braku widocznego sensu. Wszystko co robimy, róbmy z całych sił. Wytrwale.

Alpiniści szli, zdając sobie sprawę z ogromnego ryzyka. Szli tam, gdzie życie jest niemożliwe, do strefy śmierci. Wielu wróciło, wielu nie. Robili coś z całych sił. Tylko oni wiedzą dlaczego. Jak często stajemy w roli faryzeuszy, utwierdzeni w przekonaniu o swojej mądrości, lojalności i odpowiedzialności ,a sami padamy z wyczerpania, staczamy się na dno i tylko udajemy żywych. Zacznijmy prawdziwie żyć i wierzyć. Myślę, że wielu z nas może dać z siebie znacznie więcej. Możemy bardziej wierzyć, mocniej kochać i piękniej żyć. Każdy ma jakąś górę do pokonania. Każdy na jej szczycie może być bliżej Boga. Pokonujmy swoje strefy śmierci. Z Bogiem jest to możliwe.

Zostawmy więc oceny i sędziowanie. Czas zacząć żyć całym sobą, wierzyć i kochać. Czas wyruszyć po wszystkie szlachetne postawienia, aby je realizować. Nie będzie łatwo, bo im wyżej tym mniej sił. Bez względu na to, co myślimy o alpinistach i innych ekstremalnych pasjonatach. Bez względu na to, czy się identyfikujemy z tymi , co są „za” czy z tymi, co są „przeciw”. Warto żyć i kochać całym sobą. Trudne zadanie, czasem ekstremalne, ale bez ryzyka straty. Za to z gwarancją zysku.

Myślę, że każdy, kto zdecydował się kroczyć drogą wiary wie czym jest wspinaczka po codzienności. Szlakiem wyznaczonym przez Boga jesteśmy w stanie wbrew wszystkiemu zdobywać miłość. Nasz Bóg szedł na pewną śmierć właśnie dlatego, że kochał. Pokazał nam najpiękniej do czego naprawdę zdolny jest człowiek.

Musimy próbować. Może i nam uda się osiągnąć szczyty? Takie, na których spotkamy się z Bogiem, z drugim człowiekiem, z przebaczeniem, z szansą, z miłością i nadzieją . Może takie, które są naszą codziennością, która przyciąga z większą siłą niż grawitacja i czasem skazuje na upadek? Może takie, które są pełne wątpliwości? Ważne żeby starać się tak jak umiemy najlepiej i pamiętać, że mamy zawsze Kogoś, Kto nas uratuje, kiedy się potkniemy.

Iwona Sakrajda