Krótkie rozważania o początkach i końcach

Pojawienie się pojedynczego życia na Ziemi wzbudza takie poruszenie na świecie, jakiego nie uczyni nic istniejącego wcześniej ani później. Jedna postać, jedno istnienie, któremu przyglądać się można z pasją, z którym można bytować wspólnie, dzielić z nim niesamowitość świata, a później za nim tęsknić i dostrzegać pustkę, gdy go już nie będzie. Historia każdego człowieka zaczyna się i kończy tak samo.

To cud, nad którym przeszliśmy do porządku dziennego. Cud oczekiwany i wytęskniony przez całe stworzenie, które z radością przyjmuje pojawienie się na świecie nowego mieszkańca. Cud, którego piękno inspiruje sztukę i dobro społeczne. Cud, dla którego chce się żyć i tworzyć ten świat. Cud, który chce się otaczać dobrem. Każde narodziny to małe święto. Zetknięcie nieba z ziemią. Okruch mistycyzmu.

A gdy życie kończy się na tym świecie, a zaczyna w rzeczywistości jeszcze dla nas niedostępnej, otoczenie przezywa żal i tęsknotę za tym istnieniem, które mu towarzyszyło przez jakiś czas. Choćby był to czas najkrótszy. Jedna minuta. Sto lat. Zawsze się wydaje, że to za krótko. Jakby to życie było niedokończone. I choć wierzymy w obietnicę kontynuacji to niedosyt spotkania nadal pozostaje…

 Marta Knihinicka