Trzej szaleńcy

Czy ktoś z was zna jakiegoś astronoma lub fizyka, który po zaobserwowaniu anomalii na niebie, decyduje się na ryzykowną, kilkutygodniową podróż ponieważ ma jakieś niezrozumiałe przeczucie aby za tym zjawiskiem podążyć?

Dlaczego mędrcy, czyli ludzie którzy cenią sobie rozumowe poznawanie świata, mieliby tak po prostu zaufać jakiemuś wewnętrznemu przekonaniu, ot tak spakować manatki i udać się w nieznane? Przecież to kompletnie szalony pomysł.

Jednak w tym szaleństwie jest metoda bo to jest boże szaleństwo. Jak Pana Boga znam, to On lubi stawiać ludzi w różnych niesamowitych sytuacjach i konfrontować ich z tym co nieznane, jednocześnie jasno wskazując drogę, którą mają podążać. Jednak w tych mędrcach musiało dojść do spotkania z żywym Bogiem, do nawiązania z Nim relacji zaufania i podjęcia się czegoś szalonego z Jego polecenia. Oni nie rozpatrywali sensu tego przedsięwzięcia rozumowo, nie kalkulowali czy im się to opłaca. Nie robili matematycznych wykresów i nie żądali wyjaśnień.

Tak po prostu wyruszyli uzbrojeni w dary, pewnie nie do końca rozumiejąc co tak właściwie ma się wydarzyć. Zaufali. I jako jedni z pierwszych ujrzeli Mesjasza. Cud wcielenia samego Boga.

Tych trzech szaleńców pokazuje nam siłę wiary i powierzenia swojej drogi Panu. Sens tego, że nawrócenie jest spotkaniem żywego Boga a nie rozumową kalkulacją. Bóg nie był dla nich wnioskiem intelektualnym, który ewentualnie mógł się opłacać lub był wart rozważenia. Bóg był dla nich kimś, komu warto wyjść na spotkanie. Godne podziwu jest to, że mieli odwagę wyjść naprzeciw tlącemu się przeczuciu, że jest gdzieś tam coś wielkiego, co chce dać się odkryć ale nie w sposób, w jaki się spodziewali. Zaufanie Bogu tak właśnie działa. Podążanie Jego drogą jest pełne niesamowitych spotkań, odkryć, zaskoczeń i spełnienia. Nazywam to szczęściem, szalonym szczęściem.

Marta Knihinicka