Zakwitnij jak grudniowa róża

Wracając z godzinnego, biegowego treningu, postanowiłam obrać inną niż dotychczas drogę. Dzięki temu mogłam zobaczyć mój blok od strony ogródków. Bardzo lubię tę trasę, a tak się złożyło, że od prawie dwóch tygodni nie było mi dane jej przemierzać. Wykorzystałam więc okazję, by choć przez parę minut pobyć bliżej przyrody i zobaczyć, co ciekawego dzieje się na skrawkach ziemi moich sąsiadów. Wnet jednak pomyślałam sobie: „A co może się dziać w ogródkach na przełomie jesieni i zimy? Przecież przyroda jest w stanie spoczynku i jedynie czeka na wiosnę, by znowu móc ukazać wszystkim swoje piękno.” Powiem wprost: nie spodziewałam się niczego poza suchymi badylami krzewów i drzew, zgniłozieloną trawą oraz kilkoma skrzeczącymi srokami.  

Jakże się myliłam! Dobiegając do ostatniego ogródka moim oczom ukazał się niesamowity widok, a mianowicie krzew z kwitnącymi, dorodnymi różami o śnieżnobiałym kolorze! Z uwagi na moje zmęczenie godzinnym, szybkim biegiem potraktowałam owo ciekawe zjawisko z dużą dozą nieufności. Ostatecznie stwierdziłam, że mam omamy i zdezorientowana dobiegłam do domu. Po krótkim odpoczynku postanowiłam skonsultować się w tej tajemniczej sprawie z moją mamą – specem od wszystkiego, co ma związek z ogrodem.

– Czy to możliwe i normalne, żeby w grudniu kwitły róże? – wykrzyknęłam owo pytanie zamaszyście otwierając drzwi do jej pokoju.
– Możliwe tak, normalne nie. Jednak gdy jest ciepła zima, to czasem się zdarza, że róża kwitnie. – odparła mama nie odrywając oczu od gazety.
– Ale przecież ostatnio było zimno jak diabli! – oburzona próbowałam sprowadzić ją na ziemię.
– Dziecko, mówisz, jakbyś mało cudów w życiu widziała. – skwitowała mama z tym samym niewzruszonym spokojem.

Zaczęłam się zastanawiać, co było potrzebne, aby mógł się wydarzyć taki maleńki, „różany” cud. Na słowa uznania niewątpliwie zasługuje sam krzew. Ileż musiał mieć w sobie siły, odwagi i zacięcia, by w grudniowe, zimne dni móc wydać pąki. A jakże zdeterminowane musiały być owe pąki, by rozkwitnąć w całej swej okazałości! Uwierz, drogi czytelniku, że tak nieskazitelnie białych i tak ogromnych róż nie widziałam na tym krzewie żadnego lata.

Ale sam krzew nie mógłby wydać kwiatów, a przynajmniej nie tak okazałych, gdyby nie był codziennie pielęgnowany przez jego właściciela… Panią, która zajmuje się owym krzewem i całym ogródkiem, regularnie widuję w trakcie pracy – pieli, podlewa, przycina… A wszystko to czyni z ogromnym entuzjazmem, miłością wręcz. W jej ruchach ani razu nie dostrzegłam nerwowości, pośpiechu, czy też niecierpliwości. Na jej twarzy nigdy nie malowało się znudzenie albo, co gorsza, zniechęcenie. Jest oddana temu co robi, roślinom poświęca każdą wolną chwilę. Mówi się, że „bez pracy nie ma kołaczy” – prawdziwość tej sentencji doskonale potwierdza pielęgnowanie ogrodów. Bo rośliny niczym ludzie wymagają płynącej z głębi serca, nieustannej opieki.

Jeżeli zastanawiasz się, dlaczego tyle uwagi poświęciłam botanice, to już spieszę z wyjaśnieniami. Sprawa jest prosta – abyśmy mogli doświadczyć cudów w swoich prywatnych sprawach, potrzebujemy dokładnie tego samego, co róża mojej sąsiadki, czyli wewnętrznej siły i oddanych nam ludzi. Skąd czerpać wewnętrzną siłę? Z mądrych książek? Ze sportu? Z doświadczeń życiowych? Z podróży? Z medytacji? Tak, na pewno wszystkie te elementy są potrzebne. Ale jest jeszcze jeden, nie tyle potrzebny, co wręcz niezbędny element, a mianowicie dobra relacja z Bogiem. Na podstawie własnych przeżyć zapewniam cię, drogi czytelniku, że bez niej twoje życie będzie jałowe. Bierz przykład z róży – ona jest w pełni zdana na swojego Stwórcę, a swoim pięknem wychwala Jego potęgę i dobroć.

Jeżeli zaś chodzi o ludzi, to ta kwestia wydaje się być bardziej problematyczna… Chyba każdy z nas pragnie spotykać na swej życiowej drodze osoby, które z własnej woli zaoferują nam pomoc, które zawsze znajdą dla nas czas, które pełnym miłości spojrzeniem lub przytuleniem wydobędą z nas to, co najszlachetniejsze. Z doświadczenia i obserwacji wiem jednak, jak trudno jest natknąć się na ludzi o tak pięknej osobowości. Cóż więc począć? Na pewno nie zamykać się w czterech ścianach, lecz zamiast tego czerpać z życia pełnymi garściami i nawiązywać nowe znajomości. Ale własne starania też nie wystarczą – potrzeba pomocy kogoś wszechmocnego. A więc modlitwa i jeszcze raz modlitwa…

Teraz parę razy dziennie staram się mijać przydomowe ogródki. Wiadomo, pragnę napatrzeć się na piękną, grudniową różę. Patrzę i nadziwić się nie mogę – wszystko dookoła szare, smutne, nędzne wręcz, a ten królewski kwiat, jakby na przekór niesprzyjającym okolicznościom, okazuje swoje wdzięki i apeluje: „Zakwitnij, pokaż swoje ukryte piękno!” Właśnie, drogi czytelniku – bądź jak ta grudniowa róża, która zakwitnie w każdych, nawet najtrudniejszych, warunkach i która przyniesie radość i nadzieję innym.

 

Iwona Płotka