Talent, czyli co?

Czym jest talent? Można znaleźć cały szereg odpowiedzi. Sama w pierwszej chwili myślę o zdolnościach, intelektualnej wybitności. Talent to potencjał, który zaznacza wyjątkowość, odróżnia. Nie każdy jest utalentowany. Takie stwierdzenie też możemy usłyszeć.

Sama patrzę z podziwem na utalentowanych ludzi i z pewnym własnym niedostatkiem ich obserwuję.

Oczywiście odkrycie talentu to tylko połowa sukcesu. Rozwój uzdolnień to ciężka praca. Pielęgnacja zdolności, które mają przynieść efekt, musi mieć odpowiednie warunki i okoliczności. Każdy utalentowany  jakiejkolwiek dziedzinie człowiek, który osiągnął sukces musiał zainwestować swój czas i wiele poświęceń zanim zaczął odcinać przysłowiowe kupony.

Czym jest talent dla nas wierzących? Każdy z nas zna Ewangelię o talentach. ( Mt 25,14-30)

Mowa tu o talentach, które są bogactwem. Nawet ten jeden oznaczał bardzo wiele.

Czy Pan Bóg dał sprawiedliwie? Według nas nie. Przecież każdy dostał inną ilość. Od razu przychodzi myśl, że tak właśnie jest z nami. Inni dostali piękne zdolności, możliwości do ich rozwijania, a my? Może myślimy, że jesteśmy przeciętni? Być może myślimy, że niewiele znaczymy w kontekście utalentowania? Myślimy, że wszystko trzeba zobaczyć, dotknąć, udowodnić.

Bzdura. To wielkie kłamstwo, które być może nam czasem podpowiada ktoś, z kim nie powinniśmy rozmawiać.

Pan Bóg każdego z nas powołał do życia i tak jak ewangelicznym posiadaczom talentów dał w depozyt coś, z czego kiedyś zdamy raport.

Talent to nie tylko dar, ale też narzędzie do zdobywania łaski.

Usłyszałam jakiś czas temu na homilii, że każdy z nas ma też talenty duchowe. Od tamtej pory nie daje mi spokoju ta myśl. Przecież jesteśmy nie tylko tym co widać. Każdy ma piękną i wyjątkową duszę. Każdy człowiek jest uzdolniony do bycia dobrym. Każdy jest uzdolniony do kochania, do wrażliwości. Czy to nie są charyzmaty? Czy to nie są talenty, które trzeba rozwijać?

Sama czasem skrzętnie zakopuję swoje najważniejsze zdolności i zajęta zakopywaniem brudzę się piachem bylejakości, w którym chowam swój skarb. Być może nie masz na półce nagród za wybitne osiągnięcia w dziedzinie nauki, sztuki, sportu. Być może życie potoczyło się inaczej niż mogłoby się potoczyć i nie udało Ci się odnaleźć swoich wrodzonych uzdolnień. Może to właśnie największe bogactwo? Może bogactwem jest jakiś ból, jakieś zranienie, może strata? Przez to, że czegoś w życiu doświadczyliśmy, nawet bolesnego, możemy dać zrozumienie komuś w podobnej sytuacji. Nie warto smutnych doświadczeń zakopywać w sercu. Warto zrobić z nich użytek. One też mogą być nieodkrytymi talentami.

Najważniejszym talentem jaki dostaliśmy jest miłość. Tylko dzięki niej nasze mniejsze lub większe zdolności mogą służyć innym.

Jeśli będę głodna i wokół mnie będą ludzie głodni, a tylko ja będę miała pieniądze, to nie pójdę kupić tylko sobie posiłku. Nakarmię wszystkich. Wydaje się to logiczne. Tak jest ze zdolnościami. Jeśli mam coś czym mogę się podzielić, to oczywiste, że trzeba to zrobić.

Jest jednak coś ważniejszego. Co z naszymi duchowymi talentami? Czy skupiamy się na nich? Szukamy ich?

Każdy z nas jest indywidualnością i wyjątkowo cenną osobą dla Boga, którego nie widzimy. Dla Boga, który widzi to, czego nie widzą inni. O to też musimy się zatroszczyć. Mamy swój duchowy potencjał, natchnienia. To talent dany od Boga.

Tak jak w ewangelicznej przypowieści o talentach, wszystko jest darem, który mamy pomnażać.

Musimy pamiętać o tym, że Pan Bóg dał nam wszystko do dyspozycji. Wszystko, czyli życie. Nie ma więc żadnego znaczenia czy jesteś bardziej czy mniej uzdolniony. Ważne co robisz z tym, co masz. Teraz, tu. Nie warto go schować, żeby później oddać. Nie zakopuj swojego życia. Kochaj. Miłość się zawsze mnoży jeśli się ją dzieli. Czy jest coś cenniejszego?

                                                                                                          Iwona Sakrajda