Walcz o swoją perłę

Czy odnalazłeś już w swoim życiu coś, co nadaje sens Twojej egzystencji, wyznacza kierunek Twoich działań, motywuje Cię do rozwoju i sprawia, że rano w ogóle podnosisz się z łóżka? Nie mam na myśli Boga, lecz coś „ziemskiego”, ponieważ moim zdaniem wiara potrzebuje mocnego filaru „z tego świata”. Przecież dopiero po śmierci staniemy się istotami w pełni zanurzonymi w niebiańską rzeczywistość…

Jeżeli jesteś dorosłym czytelnikiem, to prawdopodobnie miałeś już okazję odnaleźć swoją perłę, motywującą Cię do odkrywania dobra, piękna i prawdy. Ale tu nie ma żadnych reguł – Bóg sam decyduje, czy nastał odpowiedni czas, by obdarować Cię tym cennym skarbem.

Ale ten sam Bóg może próbować odebrać Ci Twoją perłę. Wiem, o czym piszę, ponieważ sama doświadczyłam tego kilka miesięcy temu. Straciłam grunt pod nogami, to za mało powiedziane. Mi po prostu zawalił się świat…

Co zamierzam zrobić z tym nieszczęściem? Cóż, będę… walczyć z Bogiem. Tak, dobrze przeczytałeś. Wiem, że w pierwszej chwili moje postanowienie brzmi brutalnie i niedorzecznie, ale po głębszej refleksji okazuje się, że jest to rozsądne wyjście z sytuacji.

Nie sądzę, że Bóg jest zadowolony, gdy bez słowa przyjmujemy wszystkie wymierzane w nas ciosy, gdy rezygnujemy z jakiegokolwiek działania i rozgoryczeni machamy ręką wzdychając przy tym: „Wiedziałem, że tak to się skończy. Trzeba odpuścić, to nie ma sensu…” Pamiętaj, że jeżeli dajemy za wygraną w sprawach przyziemnych, to tym bardziej będziemy dawać za wygraną w sprawach związanych z życiem wiecznym. To nie są żadne moje dywagacje, wystarczy otworzyć Biblię i przeczytać fragment Ewangelii św. Łukasza: „Kto w drobnej rzeczy jest wierny, ten i w wielkiej wierny będzie” (Łk 16, 10).

Dobrze, ale na czym ta walka z Bogiem miałaby polegać? Na zażartym dyskutowaniu z Nim. Na poddawaniu w wątpliwość utartych sposobów postępowania i szukaniu alternatywnych rozwiązań. Na kontrolowanym popełnianiu błędów i kontrolowanym buntowaniu się przeciwko temu, co Pan stawia na naszej życiowej drodze. Być może moje słowa brzmią dość rewolucyjnie i buńczucznie, ale zastanów się – czy zaufałbyś człowiekowi, który mówi, że w okresie dojrzewania był wzorowym, w pełni posłusznym nastolatkiem? Czy taka osoba byłaby dla Ciebie wiarygodna? Czy chciałbyś wychowywać Twoje dziecko pod kloszem? Wydaje mi się, że każdy rodzic odpowiedziałby przecząco. Tym bardziej wątpliwe jest, aby nasz doskonały Ojciec pragnął takiego wygodnego, „kanapowego” życia dla nas.

Bóg chce Twojego zaangażowania, chce, abyś się „określił” – kto lub co jest dla Ciebie „motorem napędzającym”, „kompasem”? Kto lub co przybliża Cię do swojego Stwórcy? Odszukaj swoją perłę, a kiedy już tego dokonasz, to nie pozwól na to, by ją utracić. Jednym z najgłębszych pragnień Boga jest osiągnięcie przez Ciebie duchowej dojrzałości. W tym celu regularnie będzie wystawiał Cię na próbę. Lepiej więc uzbrój się w cierpliwość…

Skąd czerpać siłę do walki? Najpierw zadaj sobie pytanie: „czy to rzeczywiście jest ta najważniejsza osoba/sprawa w moim życiu?”. Jeżeli odpowiesz twierdząco, to postaw wszystko na jedną kartę i działaj. Kłóć się z Bogiem (oczywiście w pozytywnym tego słowa znaczeniu) i rób wszystko, by zatrzymać lub odzyskać swoją perłę, swój skarb. Nie poddawaj się nawet wtedy, gdy w oczach innych będziesz szaleńcem, głupcem. A możesz być pewien, że nim będziesz. Ale co się dla Ciebie bardziej liczy: spełnianie oczekiwań innych ludzi, czy wierność głosowi swojego serca?

Dla mnie zawsze liczyło się to drugie. Doskonale zdaję sobie sprawę, że rodzina i znajomi nazywają mnie „niepoprawną idealistką”, albo po prostu „naiwniaczką”. Wyobraź sobie, że kiedyś nie mogłam z tego powodu spać po nocach… Na szczęście w ciągu ostatnich lat spotkałam wielu odważnych, mądrych ludzi, dzięki którym nabrałam nieco zdrowego tupetu i dzięki którym zaczęłam kierować się następującą dewizą: dopóki jestem wierna Bogu i nie wyrządzam krzywdy bliźniemu, dopóty nie zamierzam brać sobie do serca tego, co szemrają na mój temat inni. Uwierz, moje życie stało się znacznie prostsze. I piękniejsze.

Na koniec chyba najważniejsze pytanie: Dlaczego Bóg podejmuje tak drastyczne kroki? Odpowiedź może wydawać się zaskakująca – ponieważ pragnie naszego… dobra. Od czasu do czasu Stwórca dokonuje w życiu swoich umiłowanych dzieci „przemeblowania”. Taki kontrolowany chaos jest potrzebny do tego, by wyzwolić nas z dotychczasowych schematów, by duchowo i emocjonalnie nas rozwinąć oraz by pokazać nam piękno tego, czym zostaliśmy przez Niego obdarowani. Nie zmarnujmy tej szansy.

Iwona Płotka